Oferta dla Przyjaciół Wolnych Lektur...

Przyjaciele Wolnych Lektur otrzymują dostęp do specjalnych publikacji współczesnych autorek i autorów wcześniej niż inni. Zadeklaruj stałą wpłatę i dołącz do Towarzystwa Przyjaciół Wolnych Lektur.

TAK, chcę dołączyć!
Nie, rezygnuję z tej oferty
1% dla Wolnych Lektur

Czy wiesz, że możesz nam pomóc rozwijać Wolne Lektury, przekazując 1% swojego podatku? To bardzo proste - wystarczy, że w zeznaniu podatkowym podasz nasz numer KRS 0000070056.

x
Pieśń siedemnasta. Uszy stają się mleczne → ← Pieśń piętnasta. Dziewica z czerwonymi uszami na plaży

Spis treści

      Bianka RolandoDzieło nadrzędneNiebo Pieśń szesnasta. Dziewica o czerwonych uszach śpiewa

      Tak, jestem nią, czystą, wyborową jednostką
      Nikt mnie nie dotknął, ja sam nie dotykałem
      choć może raz albo dwa razy z tęsknoty
      Jestem ofiarą całopalną, spaloną doszczętnie
      Tylko czerwone, zawstydzone uszy pozostały
      po mnie jako jedyna odznaka, medal za odwagę
      Śpiewam teraz postpunkowe pieśni jodłowane
      byś, piękny włóczęgo, pozostał chwilę przy mnie
      Od liceum nosiłem buty, które gniotły miękkości
      Byłem jak trup spalony dla wszystkich
      Nikt nie zna tego smaku dziwnego
      rwą się w swojej wilgotności i gotowości
      do spełniania się w tym lub innym na chwilę
      Ja, syn mleczarza, rozwoziłem ser żółty i biały
      z czerwoną obwódką po północnych wsiach
      a stare kobiety uśmiechały się do mnie cicho
      nie miały reszty, one były resztkami
      Dla wszystkich byłem raczej sfumato
      Moje krawędzie były miękkie i maślane
      nikt nie mógł mnie uchwycić za ostry kontur
      Tylko czerwone uszy do tarmoszenia pozostały
      czerwone i drażniące w mlecznym pejzażu
      sygnalizowały mnie z daleka, w nabiałowej mgle
      Z pewną łatwością akceptowałem mój brak siebie
      brak szorstkiego zarostu z powodu jego lub jej
      W czarnym podkoszulku rozwoziłem serki
      homogenizowane, do smarowania się na plaży
      Ani kobieta, ani mężczyzna
      ani chodzący na rękach czy tańczący na zębie
      nie oderwał mnie od wąchania krajobrazu
      o 4 rano, gdy już ciężarówka czekała na mnie
      na moje czerwone uszy z małą zawartością tłuszczu
      Dla wielu mogłem być nosicielem płodnych wirusów
      lecz nie byłem ani dodatni, ani ujemny
      Zbliżałem się do nich, lecz nigdy nie dotknąłem
      mógłbym przez to coś stracić z mleczności
      Przejeżdżałem poprzez ich zbiorowiska rano
      Mogłem być dupą światowców, co za frajda
      w zapasach błotnych zdobyłbym główne wyróżnienie
      za każdorazowe drżenie przed stosunkiem ze strachu
      Niepotrzebne mi były kwieciste badania ginekologiczne
      Nie oceniałem ich, tylko z daleka spoglądałem
      pozostawiając po sobie ślad czerwonych uszu
      Cóż by mi przyszło, gdybym ich wszystkich posiadł
      doznał okrzyków rozkoszy, zdziwienia sobą nagle?
      Nikogo nie obsługuję, więc nie mam nikogo
      Chciałem być takim wielkim kolektywem
      dla tych, których nie wybrałem z powodu uszu
      czerwieniących się ze wstydu bliskości
      Popuszczanie fizjologii, popuszczanie słów
      Więc dzięki temu mogę wyśpiewać tę pieśń
      wyznaczoną przez wieki tylko dla mnie
      Moja negatywna melodia przy morzu
      Close
      Please wait...
      x