Oferta dla Przyjaciół Wolnych Lektur...

Przyjaciele Wolnych Lektur otrzymują dostęp do specjalnych publikacji współczesnych autorek i autorów wcześniej niż inni. Zadeklaruj stałą wpłatę i dołącz do Towarzystwa Przyjaciół Wolnych Lektur.

TAK, chcę dołączyć!
Nie, rezygnuję z tej oferty
1% dla Wolnych Lektur

Czy wiesz, że możesz nam pomóc rozwijać Wolne Lektury, przekazując 1% swojego podatku? To bardzo proste - wystarczy, że w zeznaniu podatkowym podasz nasz numer KRS 0000070056.

x
Pieśń druga. Rebus I → ← Pieśń zerowa. Usprawiedliwienie

Spis treści

      Bianka RolandoBiała książkaNiebo Pieśń pierwsza. Strojne przygotowania

      Cierpkie wilcze jagody o kolorze nieprzeniknionym
      w mojej rozwartej jamie ustnej niczym perły macicy
      turlają się, rozsadzają się przez wewnętrzne ciśnienia
      mają niezwykłą moc trucia i atakowania śluzówki
      Być może istnieją sanktuaria Matki Bożej z żylakami
      od zbyt ciężkich reklamówek reklamujących pustki
      gdzie przez pomyłkę komuś śnią się niewłaściwe sny
      Przygotowałam się odpowiednio do pisania pieśni
      Nocne rzucania kamieniami w zwierzęce skowyty
      Stroiłam się, zerkając na małe, schowane lusterko
      takie kosmetyczne, takie żeby nikt nie widział
      Wkładałam różne wersje ubrań, chcąc robić wrażenie
      niebieskie spodnie, czarna bluzka, biały stanik
      Nic jednak nie pasowało w mojej garderobie
      z radością odkryłam, że wszystkie moje ubrania
      są za małe na mnie, co za miła niespodzianka
      Stanęłam naga, bardzo narażona przed sobą
      Spoglądałam ciekawie, uśmiechałam się cynicznie
      wobec siebie, wobec mojego własnego podglądactwa
      W moich włosach zaszczepiłam dyskretne sadzonki
      byłam bardzo tkliwą ogrodniczką dla moich pasożytów
      jak dziwne zwierzę w głębi ciemnych kolorów
      z drobnymi żyjątkami narośniętymi na nim
      naturalnie, bez dekoratorstwa, bez designu
      Tylko niech one zdobią moją niezręczną nagość
      Jest wśród nich parę niezwykłych okazów, spójrz
      moje słodkie narośla, moje guzy schowane
      Ze względu na tę uroczystą, podniosłą okazję
      założę tylko dziecięcy śliniaczek, bo będę się ślinić
      od dużej ilości słów, nadmiar może mnie pobrudzić
      Brudasek będzie opowiadał
      Prosto do kąpieli, marsz
      Prosto do chloru, marsz
      Moja ucieczka przed detergentem zaczyna się
      Mogłabym zapuścić sobie długą, gęstą brodę
      czesałabym ją, zmieniając codziennie stylistykę
      to w prawo, to w lewo
      Merdałabym nią jak długim ogonem uznania
      starcze doświadczenie zaklęte w końskim włosiu
      To naprawdę robi cyrkowe wrażenie
      ilu jest chętnych na takie rozwiązanie
      Stoją cierpliwie w długiej kolejce, doczekując się
      Przenoszą ciężar ciała z jednej nogi na drugą
      delektując się rozdawanymi za darmo drinkami
      Moja broda pasowałaby stylistycznie do powagi sytuacji
      Mój złagodzony wzrok osiadałby na pobliskiej ławce
      ze zmęczenia, już nie mogłabym iść dalej, jeszcze
      dalej, i jeszcze przejść przez płot, i jeszcze przez ten
      dziurawiąc swoje nylonowe rajstopy z przeceny
      Więc udaję się na dziką wyprawę do źródeł Amazonki
      jako tako dogadam się pewnie z każdym ludem
      pogryzą mnie jakieś łacińskie muszki przeszkadzajki
      Moją samotną przeprawę zrelacjonuje chrząszcz
      Dostanę po buzi od jakiegoś nazistowskiego przybłędy
      Wsłuchując się w zwiastujące dźwięki odmętów
      maczetą będę ciąć ostro zarośniętą od dawna ścieżkę
      Szeleszcząc złowieszczo i delikatnie
      ze śliniakiem i ze spinkami we włosach przez las
      będę szeptać o Niebie, Piekle, staroświeckim Czyśćcu
      Wysoko drażniący środek do czyszczenia toalet
      stoi z boku obok niszczącego wszystko proszku
      wraz z brudem zginie wszystko
      Obsikane dookoła, tylko nie tam
      Rozluźnij nozdrza teraz
      Close
      Please wait...
      x