Oferta dla Przyjaciół Wolnych Lektur...

Przyjaciele Wolnych Lektur otrzymują dostęp do specjalnych publikacji współczesnych autorek i autorów wcześniej niż inni. Zadeklaruj stałą wpłatę i dołącz do Towarzystwa Przyjaciół Wolnych Lektur.

TAK, chcę dołączyć!
Nie, rezygnuję z tej oferty
Przekaż 1% na Wolne Lektury

Przekaż 1% podatku na Wolne Lektury. Wpisz w PIT nasz KRS 00000 70056
Nazwa organizacji: Fundacja Nowoczesna Polska

Jeśli zrobiłeś / zrobiłaś to w poprzednim roku, nie musisz nic zmieniać. Kliknij, by dowiedzieć się więcej >>>>

x
Pieśń dziewiąta. Wybrzeże → ← Pieśń siódma. Blu podróżuje znów

Spis treści

      Bianka RolandoBiała książkaNieboPieśń ósma. Mare[1]

      Wielkie, czarne, rozlewające się po policzkach
      Nieskończona liczba koncepcji, myśli, konstruktów
      powołanych z przepełnienia do przepełnienia
      do jeszcze większej obfitości przelewana
      Czułem miliardy, były wspólne i oddzielne
      Chłód owiewał mi twarz, spełniona rewolucja
      To chłód dostrzegany przez niewielu
      za słaba jakość soczewki w lornetce
      Dryfowały tu nieoczekiwane metafory
      burzycielskie i dzięki falom rytmiczne
      Były jak resztki po rozbitych samo lotach
      Drzazgi z drewna, resztki wsłuchane ostatecznie
      Nie było tam czasu teraźniejszego, passato prossimo
      Ja stałem, wchłaniałem ten widok otwartą gębą
      Pocztówka z widokiem za 1,50
      plus znaczek znaczeń, by odnaleźć nadawcę
      Wiekuiste leżenie na zabujanym w tobie hamaku
      podczas zmasowanych ataków rozwiązań
      z butelką niepotrzebnego wina oglądasz sufity
      nie dotykasz podłóg zabezpieczonych izolacją
      Dotykam głową sufitu, no proszę
      mój policzek przykleja się do niego
      no, już nareszcie nie można wyżej
      To bardzo staroświeckie standardy wysokości
      Supłana konstrukcja przyjemnie cię obejmuje
      Nie ma tu wielce oczekiwanych staruszków — owadów
      Wszystkie możliwości są tu spełniane w spokoju
      wszystkie oprócz ograniczeń, koncert życzeń
      Słowa mają tu swoje liturgiczne głębokości
      zaskakujące w swych turbulencjach i przejawach
      Sanctus, sanctus, sanctus[2] łamie porządki
      porządki szklanych gablotek
      porządki systematyczności gatunków
      ułożonych przez moralizatorów, przez archeologów
      Morze ma swoje przypływy i odpływy
      Teraz lekko się wycofało, odsłaniając piaszczysty brzeg
      odsłaniając swą anarchiczną antygramatykę
      Oto reklama ośrodka wypoczynkowego
      gdzie ciągle brakuje kompletu na turnus 27.07.–30.08

      Przypisy

      [1]

      Mare (łac.) — morze. [przypis edytorski]

      [2]

      Sanctus, sanctus, sanctus (łac.) — święty, święty, święty. [przypis edytorski]

      Close
      Please wait...
      x