Oferta dla Przyjaciół Wolnych Lektur...

Przyjaciele Wolnych Lektur otrzymują dostęp do specjalnych publikacji współczesnych autorek i autorów wcześniej niż inni. Zadeklaruj stałą wpłatę i dołącz do Towarzystwa Przyjaciół Wolnych Lektur.

TAK, chcę dołączyć!
Nie, rezygnuję z tej oferty
1% dla Wolnych Lektur

Czy wiesz, że możesz nam pomóc rozwijać Wolne Lektury, przekazując 1% swojego podatku? To bardzo proste - wystarczy, że w zeznaniu podatkowym podasz nasz numer KRS 0000070056.

x
Pieśń ostatnia. Pusta plaża → ← Pieśń czterdziesta szósta. Rysunek I

Spis treści

      Bianka RolandoBiała książkaNiebo Pieśń czterdziesta siódma. Przypływ

      Oto nadchodzi przypływ obiecany i oczekiwany
      Stoję związany prawidłowym węzłem żeglarskim
      Słowa nie da się wciskać między brzmienia
      Nadchodzi, czując wszelkie niedrożności we mnie
      Moje cielesne myślenie pomału zaczyna się rozpadać
      na fali pochłaniającej plażowiczów, na nią czekających
      Właściwa w nieporządku kreacja, wybuch obfitością
      pragnienie, by morskie stworzenia przypomniały ją
      ukryte w nich instynkty nurkowania i nurzania się
      Każdy z odpoczywających zaśpiewał swoją piosenkę
      harcerską, pożegnalną, w nadziei na zbawienie ich ust
      które zachłysną się powietrzem i wodą świętą
      Wielka fala podtapia wszystko, lecz nie rozcieńcza
      zagęszcza tym bardziej swoje możliwości, potencje
      Rodzina znajdzie po mnie resztki kręgosłupa
      rozpoznając, że to byłem ja, i pochowają trupa
      Kosteczki koronkowe w muzeum wykopalisk
      Wstęp wolny tylko w dniu zmarłych, ze zniczami
      Wymachuję nogami, jeszcze coś mieć pod nogami
      Jeszcze czuję dno, i jeszcze czuję dno, teraz już nie
      nic już nie czuję, moje ciało rozpada się na pierwiastki
      pierwotniejsze od wszelkich organizmów pierwszych
      Na końcu nie ma już niczego
      brak tu orkiestry symfonicznej robiącej nastrój
      świeczek o zapachu cynamonowo-cytrynowym
      Brak histerycznego klaskania w dłonie czy w czoła
      Brak młodzieży wzruszającej się na samą myśl
      Nie ma podniesionego głosu narratora błękitnego
      pouczania i trzymania wszystkich w baraku
      z kości słoniowej, w obozie zagłady z kryształu
      Wielkie czucie ciągle cieszy, morusa się
      w brokacie z resztek słów i bytów
      Boże mój, Boże, wypełnij mój krwiobieg
      słonym posmakiem nowych wartości odżywczych
      Ostatnie moje słowa niech będą składane dla ciebie
      w formie świątecznych wieńców triumfalnych
      ze splecionych pogłosów słów zapomnianych
      Close
      Please wait...
      x