Oferta dla Przyjaciół

Czytaj teksty współczesnych autorek i autorów wcześniej niż inni. Ty decydujesz, ile płacisz!

Zadeklaruj stałą wpłatę i dołącz do Towarzystwa Przyjaciół Wolnych Lektur.

TAK, chcę dołączyć!
Nie, rezygnuję z tej oferty
1% dla Wolnych Lektur

Czy wiesz, że możesz nam pomóc rozwijać Wolne Lektury, przekazując 1% swojego podatku? To bardzo proste - wystarczy, że w zeznaniu podatkowym podasz nasz numer KRS 0000070056.

x
Pieśń trzynasta. Pocałunek na dobranoc → ← Pieśń jedenasta. 29 minut i 3 sekundy

Spis treści

      Bianka RolandoBiała książkaNieboPieśń dwunasta. Biodro, które się zrosło

      Nie miałam w sobie cynizmu ani złości w trzewiach
      nie nosiłam w portmonetce drobnych, przekleństw
      Byłam przyjemna dla środowiska naturalnego
      Moje osobiste spaliny chronione były katalizatorem
      Zestarzałam się w spokoju, narzekając na ślad
      w krągłym biodrze, choć już nikt nie pamiętał
      Świetność mojego brązowego biodra minęła z czasem
      Pokochałam swoją cichą samotność z esencją herbaty
      Miałam coraz bardziej niewygodnie spętlone buty
      wbijały mi się w moje poskręcane stopy zapomnianej
      Coraz bardziej gniotły mi się jedwabne rajstopy
      na zmarszczonych kolanach ciągle wyczekujących
      Codziennie na targu kupowałam świeże warzywa
      Gotowałam, patrząc, jak zanurzają się w gorącej wodzie
      to jedyny grzech, który wspominam z niepewnością
      Słoneczna staruszka ze zdziwieniem odkrywa siwiznę
      Często w sklepach, dla żartu, grałam zapomniane role
      ku uciesze publiczności, by się cieszyli jeszcze raz
      Umierałam spokojnie wraz z kolejnymi kwitkami
      odcinki emerytury i badań na obecność nowotworu
      Na ostatnie pół roku bólu zostałam położona
      w Umieralni, gdzie zaprzyjaźniłam się z paprotką
      z wolontariuszką, którą namówiłam na studia
      Kiedy zmieniała mi pieluchę, podawała mi mleko
      dla dzieci powyżej 6 miesiąca życia, 6 miesięcy życia
      Cicho zasnęłam którejś gwiaździstej nocy teatralnej
      oddychając spokojnie i nie oddychając już spokojnie
      Słodka ciemność przygarnęła mnie ręką, wyciągniętą
      tylko do mnie, zgarniającą mnie jak drobniaki
      Teraz tu, na plaży, moje nieciało spoczywa w pokoju
      na ręczniku w kolorze ecrú wieczny odpoczynek
      Niedługo przyjdzie przypływ, czuję to w biodrze
      Jest bardzo wrażliwe na zmiany atmosferyczne
      Zabierze mnie do siebie na zawsze, spełni mnie
      tam gdzie będę tą, której biodro nareszcie się zrosło
      Moja meta nie była więc w ramionach drzewa
      Moja meta to ramiona tego brzegu, kochana czarna toń
      Nic potrzebuję, to miłość od pierwszego wejrzenia
      Wiem, znam doskonale jej słodki smak
      Close
      Please wait...
      x