Oferta dla Przyjaciół Wolnych Lektur...

Przyjaciele Wolnych Lektur otrzymują dostęp do specjalnych publikacji współczesnych autorek i autorów wcześniej niż inni. Zadeklaruj stałą wpłatę i dołącz do Towarzystwa Przyjaciół Wolnych Lektur.

TAK, chcę dołączyć!
Nie, rezygnuję z tej oferty
1% dla Wolnych Lektur

Czy wiesz, że możesz nam pomóc rozwijać Wolne Lektury, przekazując 1% swojego podatku? To bardzo proste - wystarczy, że w zeznaniu podatkowym podasz nasz numer KRS 0000070056.

x
Pieśń czterdziesta siódma. Przypływ → ← Pieśń czterdziesta piąta. Molo w Ahlbecku

Spis treści

      Bianka RolandoBiała książkaNiebo Pieśń czterdziesta szósta. Rysunek I

      Mnogie resztki po mnie pogubione błędnie
      w piachu pozostawione jak ślad ślimaka, ślina
      na błyszczącym wewnętrznym blaskiem brokacie
      Przechodziłem między plażującymi, idąc anarchistycznie
      Moje ścieżki były naznaczone swobodą ruchu, bez zbroi
      Nie było tutaj żadnych autostrad z czarnego asfaltu
      ani dróżek wyżłobionych przez ukryte zaskrońce
      chód był nie uporządkowany, tylko intuicyjny
      Pokonawszy drogę od punktu A do B, przechodząc
      do dalszych punktów porozrzucanych w piachu
      dokonałem rysunku za pomocą ciepła
      Co jeszcze po mnie zostaje, wystudzam się ciągle
      Czyż więc zakładając chaos mojego wędrowania
      wyznaczyłem nowy, czarny szlak turystyczny?
      Teraz to widzę z dystansu, kształt chodzenia
      droga między postaciami miała znaczenie i kształt
      przepełniona anarchią porządkującą właściwie
      na wyższym poziomie, znając wszelkie alternatywy
      Oto mój ostatni rysunek poczyniony ze śliny
      Panie i Panowie, dziwcie się, jaki oryginalny dobór narzędzia
      Nie znam znaczenia tego rysunku, pachnie dziwacznie
      Nie jest to jednak forma dekoracyjna, poczyniona dla kurażu
      raczej dzika konstrukcja w części tylko mi ujawniona
      Patrząc na nią teraz, wiem, że to część większej formy
      Mam w spoconej dłoni jeden element Trzyczęściowego
      aby z powrotem złączyć je w całość dawno rozbitą
      Nie przyklejając ich za pomocą kleju szybkoschnącego
      badając, w które pęknięcie wkleić, jaką część czego
      Mój rysunek z pęknięć i ukruszeń wyznaczony
      przez śpiewanie nadmorskie o słonym smaku
      Coraz lżejszy jest nacisk na powierzchnię
      więc kreska zaczyna się rwać i gubić na kartce
      do rysunku technicznego, ma inny punkt zbiegu
      linie horyzontu ruchome, przesuwające się
      rytmicznie, zgodnie z cichymi ruchami fali
      Nie zobaczysz więc tutaj szkicu z lotu ptaka
      ani z żabiej perspektywy wyginającej do siebie
      do siebie ciągnąc przedmioty, deformując je skrycie
      Zobaczysz bardzo głęboko detal wszystkiego
      z wszystkich perspektyw możliwych i utopijnych
      Będziesz miał wrażenie, że wszystko zbiega się
      do mięsistego punktu wciągającego do siebie
      wszelkie byty z odwiecznej tęsknoty tworzenia
      rysunków nieregularnych wykraczających poza
      układ współrzędnych z ciała i kości poczynionego
      Promienne linie zbiegu, koniec jest rozmyty
      rozmazany przez rapidograf podobnież precyzyjny
      ale niestety się rozlał, jeszcze w takim miejscu
      miejscu zbiegu dla zbiegów ze świata poczynionym
      Close
      Please wait...
      x