Oferta dla Przyjaciół Wolnych Lektur...

Przyjaciele Wolnych Lektur otrzymują dostęp do specjalnych publikacji współczesnych autorek i autorów wcześniej niż inni. Zadeklaruj stałą wpłatę i dołącz do Towarzystwa Przyjaciół Wolnych Lektur.

TAK, chcę dołączyć!
Nie, rezygnuję z tej oferty
1% dla Wolnych Lektur

Czy wiesz, że możesz nam pomóc rozwijać Wolne Lektury, przekazując 1% swojego podatku? To bardzo proste - wystarczy, że w zeznaniu podatkowym podasz nasz numer KRS 0000070056.

x
Pieśń czterdziesta pierwsza. Ostatnia chwila Czyśćca Ricarda → ← Pieśń trzydziesta dziewiąta. Blu śpiewa do brata

Spis treści

      Bianka RolandoBiała książkaNiebo Pieśń czterdziesta. Rebus II

      Mógłbym się nie dzielić z nikim ułomkami w koszach
      swoimi utopiami utopionymi na dnie wanny, bez korka
      Mógłbym się schować przed innymi w roli scenografa
      skrywając swoje ludowe misje, sugestia tła jedynie
      Lecz ty, Rolando, ze złamaniem otwartym swojego bycia
      przyszedłeś we śnie moim, wkradłeś się na paluszkach
      innych nie budząc w środku nocy, nie przeszkadzając
      Przyszedłeś z rebusem w kieszeni w piżamie dla dziecka
      Czemu obdarowujesz mnie takim dziwnym darem?
      I nie rozpłynąłeś się na moją milicyjną komendę?
      Lecz stałeś, pozując jak na zdjęciu polaroidowym z 82 roku
      gapiąc się na mnie z błagalnym wyrazem twarzy
      Twoja przenajświętsza wrażliwość właściwa tylko tobie
      Opowiedz, jak to się stało, że leżałeś taki umierający i pokłuty
      w miejskim szalecie zarzyganym przez anorektyczki
      Matka nie dostarczyła ci odpowiedniej ilości witamin?
      Twoja dieta za uboga była w warzywa, w owoce?
      Po co przychodzisz do mnie z takim głupim wyrazem oczu?
      Więc stałem się prawie cycatą ratowniczką z patrolu
      słoneczną ratowniczką wyciągającą twego trupa na brzeg
      bez szansy na jakąkolwiek reanimację, zmartwychwstanie
      przyglądając się tobie uważnie, drobiazgowo cię opisując
      Chciałeś mi coś przekazać, jakiś rebus nierozwiązywalny
      Mówiłeś do mnie w niezrozumiałym mi z brzmienia języku
      Stałeś we śnie, szeptałeś z trudem tak, jakbyś dopiero się uczył
      wypowiadać prawidłowo zdania, wyrazy, dziwne słowa
      To było jak ciche pojękiwanie niemowy z trudem fałszu
      Szeptanie słów, które były zamazane korektorem i wydrapane
      nożem introligatorskim, zdarte z warstwy rozumienia ich
      Resztki zostały zamazane markerem Universal Permanent
      jednak coś tak mocno tkwiło pod tą warstwą skrytą
      chowało się pod czarną folią malarską, zachęcając
      by wymacać kształt i radośnie krzyknąć, aha
      W twojej mowie nowe są brzmienia słów
      Jak być jeszcze zrozumiałym
      nie umiesz powiedzieć
      to jest twoja pokuta
      brak słowa
      Wszystkie znaczenia tkwią pod absolutnie szczelnym kamuflażem
      ze słomy, z kamieni, ze szmat maskujących głębokość pułapek
      Musiałem tę pieśń wyśpiewać za ciebie, udając twój ton głosu
      Musiałem wniknąć w nieczytelne warstwy, w resztki pozostające
      Gdyby się tak nie stało, musiałbyś czekać w zakładzie utylizacji
      odpadów higienicznych dla niewystarczających, w oczyszczalni
      Niech więc zabrzmi wreszcie twoje śpiewanie pełnym głosem
      tańcz przy tym z radości, wykonując przy okazji Nieboskłony
      wymachuj dziurawymi rękami jak białymi flagami na znak
      twojego oficjalnego poddania się
      Close
      Please wait...
      x