Oferta dla Przyjaciół

Czytaj teksty współczesnych autorek i autorów wcześniej niż inni. Ty decydujesz, ile płacisz!

Zadeklaruj stałą wpłatę i dołącz do Towarzystwa Przyjaciół Wolnych Lektur.

TAK, chcę dołączyć!
Nie, rezygnuję z tej oferty
Przekaż 1% na Wolne Lektury

Przekaż 1% podatku na Wolne Lektury. Wpisz w PIT nasz KRS 00000 70056
Nazwa organizacji: Fundacja Nowoczesna Polska

Jeśli zrobiłeś / zrobiłaś to w poprzednim roku, nie musisz nic zmieniać. Kliknij, by dowiedzieć się więcej >>>>

x
Pieśń czterdziesta czwarta. Domy z cukru pudru w Ahlbecku → ← Pieśń czterdziesta druga. Blu śpiewa oa śmierci Ricarda

Spis treści

      Bianka RolandoBiała książkaNiebo Pieśń czterdziesta trzecia. Ostatnie przechodzenie

      Idę brzegiem plaży w moim zapiaszczonym bycie
      Jestem największym burzycielem konstrukcji z piachu
      choć dosyć dyskretnym krokiem kroczę tanecznie
      absolutnie wolny w dzisiejszy wieczór życia
      Więc gdzie chcesz ze mną pójść na późny spacer?
      Poczujesz chłód mojego śpiewania, może ubierz coś
      cieplejszego, coś włóż na siebie, byś się nie przeziębiła
      bo jeszcze umrzesz i wtedy to będzie dopiero ciekawie
      Więc ubierz się ciepło na spacer z trupem zbawionym
      Pachnę likierem kokosowym, a moje usta są niebieskie
      od pocałunków przechadzających się na plaży
      Zatracam rysy twarzy najbardziej mi znane
      takie legitymacyjne, rozpoznawalne, wzrost 174
      znaków szczególnych miliardy we mnie
      Przemieszczam się, zdążając na molo w Ahlbecku
      gdzie przejdę po drewnianych stopniach rytmicznie
      Festiwal organowy przy każdym moim dotknięciu
      palcami u nóg zagram jeszcze raz coś pociesznego
      Wszyscy będą się dziwić, że potrafię grać stopami
      co za miły, niepełnosprawny człowiek, tak potrafi
      Będę naciskać te drewniane klawisze, bez obawy
      Oto jest wejście na mój punkt obserwacyjny, ostatni
      Przed wejściem widzę jeszcze resztki architektury
      Z cukru pudru i śliny poczynionej przez ludzi budowli
      uświetniające tysiącletnie rocznice śmierci świętych
      oni nigdy się namiętnie nie całowali, nie dotykali
      im zawsze było wstyd tak zatracić się na chwilę
      w ciepłocie izolacji, w pomarańczowej skórze
      Dmuchnę, tchnieniem rozproszę wokół siebie
      te przemądrzające się w mej pamięci wieżyczki
      zdmuchnę ten tort urodzinowy bez świeczek
      z dużą ilością tłustego kremu, z dekoracjami
      żyj sto lat, sto lat, sto lat i nigdy nie umieraj
      Przechodząc, znoszę ze sobą wszystko
      W lustrze ustawionym w stronę morza
      w jednym z od dawna nieużywanych hoteli
      widać przeglądającego się na tle Morza
      Widok ten ścigać cię będzie od teraz
      aż złapie cię za ramię i krzyknie
      raz, dwa, trzy, szukasz mnie teraz ty
      Close
      Please wait...
      x