Aby móc stabilnie działać w 2026 roku, potrzebujemy Twojego wsparcia!
dowiedz się więcej

Wpłać
 
300 000 zł

Cześć, jestem Dominik. Jestem właścicielem Postęp Studio i razem z Wolnymi Lekturami od ponad dwóch lat realizujemy dla Was audiobooki, których możecie słuchać za darmo.

Z tego miejsca chciałbym Was też zaprosić do wspierania po prostu Wolnych Lektur, bo Wolne Lektury istnieją właśnie dzięki Wam i dzięki Wam mogą takie projekty tu działać. Tylko po prostu liczą na mały gest od Was, od Ciebie, który może przyczynić się do tego, żeby nasza kultura mogła dalej trwać, istnieć i zachować się na lata.

Zapraszam do wsparcia.

Wesprzyj Wolne Lektury — teraz, zanim zapomnisz
Szacowany czas do końca: -
Krzysztof Kamil Baczyński, 1942, 1943, 1944, Wybór
Spojrzenie → ← Do Matki Boskiej

Spis treści

    1. Ciało: 1
    2. Cisza: 1
    3. Czas: 1
    4. Dziecko: 1
    5. Łzy: 1
    6. Miłość: 1
    7. Narodziny: 1
    8. Noc: 1
    9. Patriota: 1
    10. Serce: 1
    11. Śmierć: 1 2
    12. Walka: 1
    13. Wróg: 1
    14. Zaświaty: 1
    15. Żołnierz: 1

    Krzysztof Kamil BaczyńskiWybór

    Uczyniwszy na wieki wybór,
    w każdej chwili wybierać muszę.

    J. Liebert

    1
    Noc, CzasNoc zielona była, po dniu skwarnym
    głębokość jej szumiała jakby liście czarne,
    w których mleczny rdzeń wyrósł, i kroplami gwiazd
    odmierzał się powoli nieostrożny czas.
    5
    Maria czekała cicho. I zdało się, płynął
    świat ogromny w oddechu nieba jak otchłanie,
    co wiało wielkim oknem na stół, na posłanie
    białe i niedotknięte. Czekała. W milczeniu
    na piersi ręce kładła i wtedy się pienił
    10
    krwi jej rozgrzany napój i owoce mleczne
    pęczniały jej pod dłonią, i czuła, jak bije
    bolesna piąstka serca. I czuła, że żyje
    łodyżka w niej maleńka, listeczkami dwoma
    obejmująca miłość całą, jaką ona
    15
    i on zamknęli w sobie. I gdy rękę niżej
    odsunęła, poczuła, jak ją szorstko liże
    płomienny język ciszy. Dziecko, Ciało, NarodzinyBrzuch miała jak kroplę
    ogromną, w rozłożystą misę biódr zamknięty.
    W takiej ciszy słyszała, jak na godzin stopnie
    20
    pnie się w niej ten roślinny puch, twardnieje w orzech —
    — to było dziecko małe, które wkołysali
    ciepłym ciał swych pomrukiem jak szelestem morza
    w jej pełnię i dojrzałość, która równa ziemi
    ogarnęła i rosła rączkami drobnemi,
    25
    zarysem ust różowych, roślinką maleńką,
    którą czuła pod lekko wyciągniętą ręką
    i która dziś się spełni i wzejdzie człowiekiem
    nad przymrużoną lekko ziemi złej powiekę,
    żeby się stać czym? kwiatem, powłoką czy łzą?[1]
    30
    A on był z nimi razem. Drzewa niebo niosły
    i jak rybak, co trąci nieostrożnym wiosłem
    tataraki — i kwiaty podwodne ukaże,
    tak wiatr obłokom zwijał nachmurzone twarze
    i odsłaniały gwiazdy czystsze od pian bieli.
    35
    Żołnierz, WrógOni stali bez ruchu. W ciemności widzieli,
    jak z wolna ich otacza wróg, a hełmy lśniły
    jak łuski wielkiej ryby, która nocą drąży.
    Jan stał pośrodku, cichy jak wielki chorąży,
    który sztandar przedśmiertny ogromnych niebiosów
    40
    unosi. Jego głowa i płonące włosy,
    w których gwiazdy spalały ostatni swój płomień,
    stały w sklepieniu nocy, w milczenia ogromie.
    Tacy byli żołnierze, którzy bez mundurów,
    w cywilnych czapkach, z bronią zza pasa wydartą
    45
    stali u serca ziemi jak burzliwe chmury
    przeciw wierze bezsilnej i miłości martwej.
    A tamci jeszcze bliżej. Więc ujęli w ręce
    broń jak rzeźbiarz, co dłuto ujmuje z namysłem,
    aby wyciąć nagrobny pomnik, w takiej męce,
    50
    w takim bólu krzesany, aby czyny wszystkie,
    wszystkie cierpienia i burz grzywy wciosać
    w pomnika twarz, ramiona, w usta i we włosy.
    WalkaWięc runął łańcuch strzałów. Najpierw po ogniwie
    sypał się na bruk dźwięcząc, potem coraz ciężej.
    55
    I świst, jakby jęk łuku zerwanej cięciwy.
    To ziarna kul jak długie, rozpalone węże.
    Ulica była ciemna. Bił głos. Z okien nisko
    zlęknionych oczu płatek. Od krwi było ślisko.
    Sypki grzechot o ściany. Potem świst. Schyleni,
    60
    przypadali głowami — jak do dna — do ziemi.
    Pocisk. Więc ciemność drgnęła, odprysło od bruku
    i rozerwani na sylwetek palce
    pełzali naprzód, już się gięli w walce:
    to przypadną i bąki ostrych strzałów grają,
    65
    to z granatem w powietrzu bez ruchu przystają,
    oczy szukają szybko, potem chmura tryśnie
    i jeszcze większa ciemność w powietrzu zawiśnie.
    Jan widział ciała ciemne i jeszcze raz nabił,
    i jak oporne zwierzę długo w dłoni dławił
    70
    broń. Znów zatrzepotał skrzydłem ołowianym
    zerwany łańcuch strzałów. ŚmierćPotem granat w górę
    trysnął i raz na zawsze zamilczał w ciemności
    zmiażdżony bruk i bezruch czarnych ciał.
    On jeszcze chwilę wyższy jakby stał
    75
    u ściany, przedłużony cieniem, potem skośny
    jak kostur, co przy murze postawiony czeka,
    ruszony, upadł. Tylko plusk bezgłośny
    zamknął się nad nim cicho. Noc się jak powieka
    zmrużyła i zapadła. Jeszcze gwiazd ulewa
    80
    zza chmury wynurzona opadała w drzewa
    i łopot strug ciemności wydymał się w wietrze,
    i stało skamieniałe nad światem powietrze.
    CiszaWięc cisza ogromna się stała jak woda,
    ciemna, głęboka i ciepła, wchłonęła kształty i świat.
    85
    Zaświaty, ŁzyA anioł lekki nad ziemią cicho mu rękę podał
    i szli wysoko, w obłoków rozchylający się kwiat.
    I już się Jan kołysał nad ziemi dnem wypukłym,
    kiedy dom w dole ujrzał, i łzy jak ciężkie gwiazdy,
    pełne obrazów zmieszanych, w dół spadły, rozprysły się, stłukły.
    90
    I począł ciężyć w dół jak próżny[2] dźwięku dzwon,
    bo widział Marię białą jak brzozę w burzy zgiętą,
    schyloną nad dzieciątkiem w ogromnym lustrze lęku.
    «Podaj mi rękę — mówił anioł — bo jeszcze jeden krok,
    a trwoga cię ogarnie i spadniesz suchym liściem
    95
    w drapieżną czułość ziemi, w pożary ludzkich rąk,
    w jezioro mroczne czasu podobne ciemnym snom».
    Znów się muzyki ciepłej płomyk zapalił biały,
    a on strwożony jeszcze, choć w górę lekko szedł,
    zapłakał: «Czym nie zgrzeszył, odchodząc od cierpienia,
    100
    odchodząc, kiedy za mną bolesne kwiaty wiały,
    jej dłoni i jej oczu uderzał motyl trwożny
    i do jej stóp maleńkich przykuta ciężka ziemia?
    Jam szedł za tym płomieniem, co pali nieostrożny
    i nieobaczny na nic». A anioł mówił tak:
    105
    Miłość, Patriota«Tyś był miłości wiernej nierozdzielony ptak,
    który miał tyle serc, ileś twych braci miał,
    i z każdym serc powiewem twój wielki płomień drżał,
    i uczyniłeś wybór po wszelki świata czas,
    jakże chcesz, żeby w trwodze o jedno ciało gasł?
    110
    Bo dusza jej to strumień, srebrzysty, żywy ton,
    a nie napłynie otchłań w zielony, boży dom».
    I znów się ciszy całun w muzyki krąg układał,
    a znów go strwożył czas i mówił: «Nim dorośnie
    dzieciątko, czym się stanie, czy groza go nie wchłonie?»
    115
    A anioł wziął go w ciszy mocno za obie dłonie
    i rzekł: «Czyś ty zapragnął krzyżować smugi dróg,
    które wydrążył przed nim ognisty boży pług?
    Ale wiedz: kto zaufał, gdziekolwiek niesie lot,
    miłością pooddziela od miłowanych zło».
    120
    SerceWtedy się serce Jana skruszyło w miękki popiół,
    to serce, które z duszą porwane — ziemskie było.
    I próchno się na ziemię jak rosa albo łza
    zsunęło. Nisko w dali fala chmur białych szła.
    Jeszcze dzwonek na wieży,
    125
    ptaki w locie i obłok,
    wietrzyk dzwonił i gasł.
    Śmierć«Podaj mi rękę — mówił anioł —
    oto się stajesz zapatrzeniem gwiazd».

    Ukończone 14 września 1943 roku,

    pisane w miesiącach: maj, lipiec, sierpień, wrzesień 1943 r.

    Przypisy

    [1]

    żeby się stać czym? kwiatem, powłoką czy łzą? — w rękopiśmiennym kodeksie wers poprzedzony skreślonym: „która wypluśnie z niej jak światła promień z mroku”. [przypis edytorski]

    [2]

    próżny — tu: pozbawiony czegoś. [przypis edytorski]

    Bezpieczne płatności zapewniają: PayU Visa MasterCard PayPal

    Dane do przelewu tradycyjnego:

    nazwa odbiorcy

    Fundacja Wolne Lektury

    adres odbiorcy

    ul. Marszałkowska 84/92 lok. 125, 00-514 Warszawa

    numer konta

    75 1090 2851 0000 0001 4324 3317

    tytuł przelewu

    Darowizna na Wolne Lektury + twoja nazwa użytkownika lub e-mail

    wpłaty w EUR

    PL88 1090 2851 0000 0001 4324 3374

    Wpłaty w USD

    PL82 1090 2851 0000 0001 4324 3385

    SWIFT

    WBKPPLPP

    x
    Skopiuj link Skopiuj cytat
    Zakładka Istniejąca zakładka Notka
    Słuchaj od tego miejsca