Oferta dla Przyjaciół Wolnych Lektur... Ankieta czytelników Wolnych Lektur

Wypełnij ankietę i pomóż nam rozwijać Wolne Lektury. Zajmie Ci to kilka minut, a nam pomoże stworzyć bibliotekę, która odpowiada na potrzeby naszych Czytelników i Czytelniczek.

x
(Dokąd to jeszcze?) → ← (Śnieg jak wieko żelazne...)

Spis treści

      Krzysztof Kamil BaczyńskiŚwiętość

      Począłem cię w marmurach światła
      i w drzewie wonnych sosen,
      moja ty rzeko nieodgadła
      dłutami wioseł.
      Potem cię wiodłem z gór mocarnych,
      z przestworów pełnych głosu,
      gdzie noże siklaw śniegi darły
      i dzwonił śpiew jak mosiądz.
      Łuskałem ciebie z jabłek tęgich
      i ziarnem gradu z chmury,
      wiodłem cię z łodyg ruchem ręki
      jak blasku sznury.
      I wyciosałem, wyprosiłem
      sercem łomocąc w dłuto,
      a dłutem w głaz, i mam cię — siło!
      mam cię — pokuto!
      Gdzie stąpnę — tętnisz żywą strugą
      i jak organy śpiewasz,
      i widzę jeszcze we śnie długo —
      płynące w tobie drzewa.
      A w twojej grzywie iskier złotych
      nocą nużają krwawe pyski
      rude szakale, ludzie — młoty,
      miecze i ślepiów błyski.
      I z nich to rosną nocą w tobie
      kręte gałęzie trupich ramion,
      upiory czarne, serca w grobie,
      co sercom kłamią.
      I oto mam cię, rzeko święta
      jak konar w ciebie wrosły
      rzeko zbrukana, z chmur poczęta,
      nieodgadniona wiosłem.

      dn. 25. XI. 1942 r.

      Close
      Please wait...
      x