Wolne Lektury potrzebują pomocy...


Potrzebujemy Twojej pomocy!

Na stałe wspiera nas 441 czytelników i czytelniczek.

Niestety, minimalną stabilność działania uzyskamy dopiero przy 1000 regularnych darczyńców. Dorzucisz się?

Tak, dorzucę się do Wolnych Lektur!
Tym razem nie pomogę, przechodzę prosto do biblioteki
Pracuj dla Wolnych Lektur

Pracuj dla Wolnych Lektur! Szukamy fundraiserek i fundraiserów >>>

x
(Dokąd to jeszcze?) → ← (Śnieg jak wieko żelazne...)

Spis treści

      Krzysztof Kamil BaczyńskiŚwiętość

      1
      Począłem cię w marmurach światła
      i w drzewie wonnych sosen,
      moja ty rzeko nieodgadła
      dłutami wioseł.
      5
      Potem cię wiodłem z gór mocarnych,
      z przestworów pełnych głosu,
      gdzie noże siklaw śniegi darły
      i dzwonił śpiew jak mosiądz.
      Łuskałem ciebie z jabłek tęgich
      10
      i ziarnem gradu z chmury,
      wiodłem cię z łodyg ruchem ręki
      jak blasku sznury.
      I wyciosałem, wyprosiłem
      sercem łomocąc w dłuto,
      15
      a dłutem w głaz, i mam cię — siło!
      mam cię — pokuto!
      Gdzie stąpnę — tętnisz żywą strugą
      i jak organy śpiewasz,
      i widzę jeszcze we śnie długo —
      20
      płynące w tobie drzewa.
      A w twojej grzywie iskier złotych
      nocą nużają krwawe pyski
      rude szakale, ludzie — młoty,
      miecze i ślepiów błyski.
      25
      I z nich to rosną nocą w tobie
      kręte gałęzie trupich ramion,
      upiory czarne, serca w grobie,
      co sercom kłamią.
      I oto mam cię, rzeko święta
      30
      jak konar w ciebie wrosły
      rzeko zbrukana, z chmur poczęta,
      nieodgadniona wiosłem.

      dn. 25. XI. 1942 r.

      Zamknij
      Proszę czekać…
      x