Wolne Lektury potrzebują pomocy...


Potrzebujemy Twojej pomocy!

Na stałe wspiera nas 429 czytelników i czytelniczek.

Niestety, minimalną stabilność działania uzyskamy dopiero przy 1000 regularnych darczyńców. Dorzucisz się?

Tak, dorzucę się do Wolnych Lektur!
Tym razem nie pomogę, przechodzę prosto do biblioteki
Dołącz

Dzisiaj aż 15 770 dzieciaków dzięki wsparciu osób takich jak Ty znajdzie darmowe książki na Wolnych Lekturach — dołącz do Przyjaciół Wolnych Lektur i zapewnij darmowy dostęp do książek milionom uczennic i uczniów dzisiaj i każdego dnia [kliknij, by dowiedzieć się więcej]

x
Do Matki Boskiej → ← Rodzicom

Spis treści

    1. Cierpienie: 1
    2. Cisza: 1
    3. Czas: 1
    4. Drzewo: 1
    5. Głód: 1
    6. Matka: 1
    7. Ptak: 1
    8. Sen: 1
    9. Strach: 1
    10. Syn: 1
    11. Śmierć: 1
    12. Zima: 1

    Krzysztof Kamil Baczyński1942, 1943, 1944Cień z obozu

    1
    CzasPrzychodził do niej we śnie długi cień,
    chłód wiał, w błękitne szkło przemieniał dłonie;
    słyszała co dzień kroki. Wiała mokra sień
    i pory roku, deszcze jak spienione konie
    5
    porywały za sobą drzewa i niebiosa,
    pochmurne, to znów białe. Śnieżyce na włosach
    zostawiały jej płatki, cichym rylcem żłobiąc.
    Zamieniała się w pomnik powoli, nieznacznie,
    nocą czekając dnia, który ją rzeźbić zacznie,
    10
    a dniem na noc czekając, na splątany kłąb
    ciemnych organów ciszy, które wiały w głąb,
    jak wir lodowej rzeki. I huczała trwoga.
    Sen, StrachPrzychodził do niej we śnie długi cień,
    rozchylał płatki nocy, co pod jego ręką
    15
    rozwijały się, szumiąc jak spalony kwiat,
    i nazywał imieniem pory wszystkich lat,
    i zamykał skinieniem sny jak morza lęku.
    Zima, CiszaI przyszedł pierwszy raz, i nawiał obłok biały,
    a chłodne bryły lodu tej nocy — w staw przemienił,
    20
    a na nim złote kręgi milczenia tak się chwiały
    jak motyl albo gwiazdy brzęczący, pszczeli ślad.
    «Matko — powiedział — powróć ze mną w daleki las,
    gdzie kwiaty źródeł biją, żywica dymi ciepło.
    Ognisty motyl żyje, dzieciństwo żyje w nas,
    25
    a tylko serce twoje jak czarna kra zakrzepło».
    Matka, SynA w oknach skośny wiatr nadymał śniegu ściany,
    na sprzętach porastało niedźwiedzie białe futro.
    Więc on dotykał muru i z ciemnych pyłów smutku
    wywodził lip aleje i sarny, i złocienie,
    30
    i objął matkę wpół, i razem szli w milczenie
    jak kiedyś, jak w dzieciństwie szli w nieobjęty świat.
    A rano świt nadymał ogromne białe niebo,
    na oknach szorstki puch i chłód trumienny szedł.
    Głód, Cierpienie«O synku, o mój miły — płakała — ty bez chleba
    35
    drętwiejesz, o mój synku, w tobie zamarzła krew.
    Jakeś ty do mnie przyszedł, jakeś ty czas ubłagał?
    Ja wiem — to już nie kwiaty, ja widzę śnieżne pola
    i bat nad tobą wężem, i twoja postać naga,
    co biegnąc tak się z wolna zamienia w ludzki ślad…»
    40
    I przyszedł drugi raz, a z nim zielony blask,
    a za oknami wtedy kasztany w ogniu stały.
    Była wiosna. On dłońmi — w których mu płomyk gasł —
    w powietrze światło wlewał, aż stało jak naczynie
    pełne żywego ognia. I matkę w górę wiódł,
    45
    gdzie się przejrzyste stropy topiły niby lód.
    «Matko — mówił — to w tobie się tylko zebrał cień,
    nie płacz, matko, to źródła widzisz bijące życiem,
    niedostrzegalne, matko, płomienne boże wici[1],
    co są nad trwogę, matko, nad grozę i nad śmierć».
    50
    I dalej szli w milczenie, w obłoków drżące lilie,
    w zielone zdroje światła, w drgające żyły drzew,
    aż tylko ptak, maleńki w fontannie bzów pozostał.
    «Ptak, ŚmierćMatko — słyszała jeszcze — to ptak, co niesie śpiew
    dla mnie tam, kiedy czasem umieram. On na sosnach
    55
    za drutem siada blisko i głos jak żywa krew
    spływa we mnie. Niech da ci jeszcze ostatni znak.»
    A rano, kiedy oczy zlepione płatkiem bólu
    otwarła — na kasztanie jak kryształowy flet
    polał się głos i zamarł. Płakała: «Synku mój,
    60
    jakeś milczenie przemógł[2] i wrócił, kiedy wiem,
    że krwawe sznury strzegą każdego twego snu».
    I przyszedł trzeci raz. I już nie czynił nic.
    Było lato, w powietrzu pozostał lot jaskółek,
    upał jak złoty miód w ziemię się wsączał czułą
    65
    i parowały ciężkie z otwartych czaszek sny.
    Przyszedł zwykły, ucichły jak trzepot ptasich skrzydeł
    i dłonie wiotkie tylko na włosy matki kładł.
    I była ciemność. Cisza. A on jak wielki kwiat
    na środku się kołysał, powoli w górę szedł.
    70
    «Matko — powiedział jeszcze — to nic, że ja daleko,
    że nas rozdarła ciemność i ból, co tkwi jak nóż.
    Ja w tobie, a ty we mnie płyniemy strugą, rzeką
    złocistą, drżącą strugą, gwiazdami lśniących róż.
    Bo nie ma rozerwania, choć rozerwane słowa,
    75
    bo nie ma zapomnienia, choć życie nas zapomni;
    z brzęczących kręgów nieba ja w ciebie, a ty do mnie
    płyniemy». Już tryskała obłoków dłoń różowa
    i krzykiem świt przebudził na drzewie śpiący ptak.
    «O Matko, kiedy wstaniesz i wyjrzysz w dzień, to w oknie
    80
    zobaczysz mój ostatni, jak światło cichy — znak».
    DrzewoKiedy się znów otwarła po snu oplocie ciasnym,
    słońce nalane w ogród jak w wielką, płaską kadź
    obrysowało drzewo, liście i korę jasną,
    a na nim pył owoców. Na czasów złych rozstaju
    85
    drzewo ludzkich wyroków, dziwne drzewo rodzaju,
    wiśniowe drzewo rosło, a słońce w kulki wisien
    zamknęło krople pełne jego przelanej krwi,
    którą tej nocy bat rozplusnął z jego ciała,
    i drżały tak jak ziemi bolesne, żywe łzy
    90
    nad zamyśleniem czasu, nad wirowaniem pyłu
    i przenikaniem kręgów, które natchnęła miłość.

    17 VIII 43 r.

    Przypisy

    [1]

    wici — gałązki (witki); w dawnych czasach przysłanie ich oznaczało wyzwanie na wojnę. [przypis edytorski]

    [2]

    przemóc (daw.) — przezwyciężyć, pokonać. [przypis edytorski]

    Zamknij
    Proszę czekać…
    x