Oferta dla Przyjaciół Wolnych Lektur...

Przyjaciele Wolnych Lektur otrzymują dostęp do specjalnych publikacji współczesnych autorek i autorów wcześniej niż inni. Zadeklaruj stałą wpłatę i dołącz do Towarzystwa Przyjaciół Wolnych Lektur.

TAK, chcę dołączyć!
Nie, rezygnuję z tej oferty
Ankieta czytelników Wolnych Lektur

Wypełnij ankietę i pomóż nam rozwijać Wolne Lektury. Zajmie Ci to kilka minut, a nam pomoże stworzyć bibliotekę, która odpowiada na potrzeby naszych Czytelników i Czytelniczek.

x
Cień z obozu → ← Mazowsze

Spis treści

      Krzysztof Kamil BaczyńskiRodzicom

      A otóż i macie wszystko.
      Byłem jak lipy szelest,
      na imię mi było Krzysztof,
      i jeszcze ciało — to tak niewiele.
      I po kolana brodząc w blasku
      ja miałem jak święty przenosić Pana
      przez rzekę zwierząt, ludzi, piasku,
      w ziemi brnąc po kolana.
      Po co imię takie dziecinie?
      Po co, matko, taki skrzydeł pokrój?
      Taka walka, ojcze, po co — takiej winie?
      Od łez ziemi krwawo mi, mokro.
      Myślałaś, matko: «On uniesie,
      on nazwie, co boli, wytłumaczy,
      podźwignie, co upadło we mnie, kwiecie
      — mówiłaś — rozkwitaj ogniem znaczeń»
      Ojcze, na wojnie twardo.
      Mówiłeś pragnąc, za ziemię cierpiąc:
      «Nie poznasz człowieczej pogardy,
      udźwigniesz sławę ciężką».
      I po cóż wiara taka dziecinie,
      po cóż dziedzictwo jak płomieni dom?
      Zanim dwadzieścia lat minie,
      umrze mu życie w złocieniach rąk.
      A po cóż myśl taka jak sosna,
      za wysoko głowica, kiedy pień tną.
      A droga jakże tak prosta,
      gdy serce niezdarne — proch.
      Nie umiem, matko, nazwać, nazbyt boli,
      nazbyt mocno śmierć uderza zewsząd.
      Miłość, matko — już nie wiem, czy jest.
      Nozdrza rozdęte z daleka Boga wietrzą.
      Miłość — cóż zrodzi — nienawiść, struny łez.
      Ojcze, broń dźwigam pod kurtką,
      po nocach ciemno — walczę, wiary więdną.
      Ojcze — jak tobie — prócz wolności może i dzieło,
      może i wszystko jedno.
      Dzień czy noc — matko, ojcze — jeszcze ustoję
      w trzaskawicach palb, ja, żołnierz, poeta, czasu kurz.
      Pójdę dalej — to od was mam: śmierci się nie boję,
      dalej niosąc naręcza pragnień jak spalonych róż.
      30. VII. 43 r.
      Close
      Please wait...
      x