Wolne Lektury potrzebują pomocy...

Dzieciaki korzystające z Wolnych Lektur potrzebują Twojej pomocy!
Na stałe wspiera nas jedynie 429 osób.

Aby działać, potrzebujemy 1000 regularnych darczyńców. Dorzucisz się?

Wybierz kwotę wsparcia
Tym razem nie pomogę
Dołącz

Dzisiaj aż 15 770 dzieciaków dzięki wsparciu osób takich jak Ty znajdzie darmowe książki na Wolnych Lekturach — dołącz do Przyjaciół Wolnych Lektur i zapewnij darmowy dostęp do książek milionom uczennic i uczniów dzisiaj i każdego dnia [kliknij, by dowiedzieć się więcej]

x
Cień z obozu → ← Mazowsze

Spis treści

      Krzysztof Kamil BaczyńskiRodzicom

      1
      A otóż i macie wszystko.
      Byłem jak lipy szelest,
      na imię mi było Krzysztof,
      i jeszcze ciało — to tak niewiele.
      5
      I po kolana brodząc w blasku
      ja miałem jak święty przenosić Pana
      przez rzekę zwierząt, ludzi, piasku,
      w ziemi brnąc po kolana.
      Po co imię takie dziecinie?
      10
      Po co, matko, taki skrzydeł pokrój?
      Taka walka, ojcze, po co — takiej winie?
      Od łez ziemi krwawo mi, mokro.
      Myślałaś, matko: «On uniesie,
      on nazwie, co boli, wytłumaczy,
      15
      podźwignie, co upadło we mnie, kwiecie
      — mówiłaś — rozkwitaj ogniem znaczeń»
      Ojcze, na wojnie twardo.
      Mówiłeś pragnąc, za ziemię cierpiąc:
      «Nie poznasz człowieczej pogardy,
      20
      udźwigniesz sławę ciężką».
      I po cóż wiara taka dziecinie,
      po cóż dziedzictwo jak płomieni dom?
      Zanim dwadzieścia lat minie,
      umrze mu życie w złocieniach rąk.
      25
      A po cóż myśl taka jak sosna,
      za wysoko głowica, kiedy pień tną.
      A droga jakże tak prosta,
      gdy serce niezdarne — proch.
      Nie umiem, matko, nazwać, nazbyt boli,
      30
      nazbyt mocno śmierć uderza zewsząd.
      Miłość, matko — już nie wiem, czy jest.
      Nozdrza rozdęte z daleka Boga wietrzą.
      Miłość — cóż zrodzi — nienawiść, struny łez.
      Ojcze, broń dźwigam pod kurtką,
      35
      po nocach ciemno — walczę, wiary więdną.
      Ojcze — jak tobie — prócz wolności może i dzieło,
      może i wszystko jedno.
      Dzień czy noc — matko, ojcze — jeszcze ustoję
      w trzaskawicach palb, ja, żołnierz, poeta, czasu kurz.
      40
      Pójdę dalej — to od was mam: śmierci się nie boję,
      dalej niosąc naręcza pragnień jak spalonych róż.
      30. VII. 43 r.
      Zamknij
      Proszę czekać…
      x