Aby móc stabilnie działać w 2026 roku, potrzebujemy Twojego wsparcia!
dowiedz się więcej

Wpłać
 
600 000 zł

Cześć ludzie!

Tu Patyczak, Brudne Dzieci Sida! Lubię biegać, lubię grać, ale czytać wprost uwielbiam. Dlatego wspieram skromnym, ale za to regularnym comiesięcznym zleceniem stałym Fundację Wolne Lektury. Napisałem nawet wiersz:

Czy wolisz czytać w domu, czy na łonie natury,
Zapraszam! Wspierajmy razem Fundację Wolne Lektury!

Wspieram Wolne Lektury!
Szacowany czas do końca: -
Krzysztof Kamil Baczyński, 1942, 1943, 1944, Święto umarłych
Oddech wiosenny → ← Westchnienie

Spis treści

    1. Cmentarz: 1 2

    Modernizacja pisowni: niemi > nimi, zwolna > z wolna, po prostu > po prostu, zdołu > z dołu, zamało > za mało.

    Krzysztof Kamil BaczyńskiŚwięto umarłych

    1
    CmentarzSmutek jakże ogromny. Zmierzch duszny dławi.
    Drzewa i dymy rosną, ziemia się łączy z przestrzenią;
    zachodzą w sobie jak włosy deszczu białymi kwiatami,
    to znów, jak sięgnąć, światło porasta brunatną ziemią.
    5
    Ludzie i zioła jesienne zmieszani, splątani drżą,
    wiatr nimi targa i dzwoni, nie wiedzieć w serca, czy w liście,
    a oni coraz bledsi, a drzewa rumienią się, gną,
    jakby po kropli z nich piły, syciły swój kolor ich krwią.
    Jak ciężkie statki spływają na dno milczenia domy.
    10
    W tym kraju ludzie żywi po jednym schodzą do ziemi,
    mieszkają w głębi ciemności coraz to niżej i niżej,
    a rude niebo z wolna zaludnia szelest cieni;
    nie wiedzieć, czy glina tak miękka, że stopy pochłania, gdy liże,
    czy taka przestrzeń już gęsta, że wchodzą powoli w śmierć
    15
    po szarych stopniach powietrza. O co uderza pierś,
    kiedy w szumieniu cmentarza spotyka łodyg ruch,
    umarli to są, czy żywi tak przemieniają się w puch?

    *

    I widać matki skośnie schodzące po murze jak cień;
    ich usta otworzą się, zamkną, lecz nie uchodzi krzyk.
    20
    Nie wiedzą, czy to się zaczął ciężki jak kamień dzień,
    czy to jak sznur szary dusząc wloką się jeszcze sny,
    w których wydarto im dzieci, a może po prostu wzrok,
    bo już nie widzą i ślepe powietrze trzepotem tną
    jak ptaki, aż wreszcie spadają, dymy i szum je oddala.
    25
    Powietrze porusza skrzydłem, napędza ciemności jak fala,
    a z niej dziewczyna wyrasta pianą, szumi i świeci,
    nabrzmiewa kształtem, szeleści, ręce jak gałąź kwitnącą
    wyrzuca, jak woda opada, wiruje w liści zamieci,
    szuka, dłonie obraca, zaklina powietrze i ziemię,
    30
    ale się cień nie zjawia, a cisza jeszcze jest głębsza,
    więc znowu wiruje jak strumień, zamienia się w wielką łzę.
    I spada milcząc boleśnie. To wszystko, co jeszcze umie.
    I tylko pachnie po niej cisza jak kwiatów pęk.

    *

    Znów deszczu szare różyczki pryskają, zmywają ślad,
    35
    aż się z nich chmura wyłania ciężka, a może to z dołu
    pieni się obraz jak morze pochmurny, huczy jak koło.
    Oni ciągną powoli jak czarnej kurzawy bór,
    ciemnością dmie, czaszki trzeszczą, hełm uderza o kość.
    To się tak wieki zsuwają jak czarne warstwy gór
    40
    i spada ciężar w morza, topi się, parska jak wosk.
    CmentarzI idzie pomruk lwi zarytych w ziemię dział,
    a oni ślepi suną żywi i martwi razem,
    dłoń potrąca o piszczel, serce o żeber chrzęst,
    idą omackiem, ciemność macają dłońmi jak mur.
    45
    Ciężki toczy się poszum coraz to głośniej, już głazem,
    Aż świśnie, grzmotem się zwali i pęknie pieśń jak sznur: —
    Nocy — śpiewają — nocy, straszliwa duszna powłoko
    lepisz się gliną do stóp, a skuwasz pewniej niż stal.
    Tak się wypiętrzać jak morza powałą, aż ku obłokom
    50
    i runąć znowu, i runąć. Cóż pozostaje? — żal?
    Żal tylko — chyba za mało — na pragnień lawinę huczącą,
    Żal tylko — chyba za śpiewnie — na śmierci oddech ogromny.
    Nocy straszliwa, nocy, gdzie ty się kończysz — tam
    rosną jak drzewa szumiące miasta błękitne i domy.
    55
    Nocy, gdzie ty się kończysz? Bo nawet u grobu bram
    płaszcz twój do rzeki podobny wieje — to rzeka stracenia.
    Ziemio — odpowiedz! — śpiewali. Milczała gorzka ziemia.
    I jeszcze szereg, i jeszcze, sztandarów trzepotał liść.
    Aż się zwaliły stulecia, cisza zapadła bez przemian
    60
    jak toń spokojna i obca, nawet nie marszczył jej wiatr.
    I tylko serce słychać jak dudni, jak głuchym gra krokom,
    gaśnie, podrywa się, tłucze: dokąd to? dokąd to? dokąd?

    16 maja 1944

    Bezpieczne płatności zapewniają: PayU Visa MasterCard PayPal

    Dane do przelewu tradycyjnego:

    nazwa odbiorcy

    Fundacja Wolne Lektury

    adres odbiorcy

    ul. Marszałkowska 84/92 lok. 125, 00-514 Warszawa

    numer konta

    75 1090 2851 0000 0001 4324 3317

    tytuł przelewu

    Darowizna na Wolne Lektury + twoja nazwa użytkownika lub e-mail

    wpłaty w EUR

    PL88 1090 2851 0000 0001 4324 3374

    Wpłaty w USD

    PL82 1090 2851 0000 0001 4324 3385

    SWIFT

    WBKPPLPP

    x
    Skopiuj link Skopiuj cytat
    Zakładka Istniejąca zakładka Notka
    Słuchaj od tego miejsca