Wolne Lektury potrzebują pomocy...


Potrzebujemy Twojej pomocy!

Na stałe wspiera nas 441 czytelników i czytelniczek.

Niestety, minimalną stabilność działania uzyskamy dopiero przy 1000 regularnych darczyńców. Dorzucisz się?

Tak, dorzucę się do Wolnych Lektur!
Tym razem nie pomogę, przechodzę prosto do biblioteki
Pracuj dla Wolnych Lektur

Pracuj dla Wolnych Lektur! Szukamy fundraiserek i fundraiserów >>>

x

5723 darmowe utwory do których masz prawo

Język Język

Ostatnie publikacje

Zobacz też listę ostatnio dodanych audiobooków i plików DAISY.

  1. Napisana w prosty, bezpretensjonalny sposób książka przekazująca w tonie serdecznej życzliwości sumę wiedzy o wszystkim, co najważniejsze w życiu kobiety. Zadziwiające, ale wiele z tych wskazówek matki mogłyby powtórzyć swym dorastającym córkom również dziś, mimo że od wydania książki Izy Moszczeńskiej minęło ponad 100 lat. W mądry sposób autorce udało się ująć np. sprawy dotyczące przyjaznego traktowania swego ciała oraz jego potrzeb fizjologicznych i rozwojowych. Ale również to, co pisze o wyborze życiowego partnera, o własnym rozwoju, o odpowiedzialności w macierzyństwie jest nadal aktualne.

    Jeśli nawet fragmenty o gorsetach, tudzież o karnawałowych tańcach i wakacyjnym bywaniu „u wód” jako obowiązkach towarzyskich wydać się mogą anachroniczne, tym niemniej są ciekawe. Z lektury tej jasno wynika, że osoby myślące i czujące podobnie jak my dziś tkwiły zakute w gorsety konwenansów, pozbawione praw obywatelskich i były wyśmiewane za swoje dążenia emancypacyjne.

  2. Wydana w 1907 roku broszura ma za zadanie propagować — oczywistą dziś — tezę, że głosowanie nie jest powszechne, dopóki wyłączona jest z niego ponad połowa dorosłej populacji ze względu na płeć. Wówczas utrzymywało się przekonanie, że „żądania praw wyborczych przez kobiety są chwilową zachcianką, objawem nadzwyczajnych czasów” i przeminą, gdy wszystko się uspokoi. Dzięki niestrudzonym działaczkom takim jak Paulina Kuczalska-Reinschmit na kwestie dotyczące kobiet i ich praw zaczęto patrzeć racjonalnie.

    Broszura przedstawia dzieje walki o prawa kobiet w poszczególnych krajach, od Australii i Nowej Zelandii, przez Stany Zjednoczone Ameryki po państwa europejskie. Autorka referuje, jak kobiety korzystają ze swego prawa, w jaki sposób uzyskanie praw wyborczych powoduje następnie uporządkowanie prawa cywilnego (m.in. w kwestiach prawa małżeńskiego i opieki nad dziećmi, dysponowania majątkiem itp.) pokazuje też, jak praktyka powoduje rozwianie obaw, które stanowiły hamulec dla przyznania praw kobietom. Czynny udział kobiet w sprawach publicznych nie spowodował ani zakłócenia spokoju rodzin, ani zatargów małżeńskich (to były lęki prawicy i konserwatystów), wyborczynie nie były też skłonne ulegać wpływom klerykalnym (to obawy lewicy, socjaldemokratów). Tekst zawiera też ciekawe omówienie wieców, które miały miejsce w Warszawie w latach 1905–1906; wyjaśnia, dlaczego stanowisko endecji, organizującej zamknięte wiece kobiet narodowych, zbliżone jest do polityki hakatystów; zaś w końcowej odezwie podsumowuje celnie wszystkie poruszane kwestie: „bezprawie odtrącające kobietę od wspólnoty prawodawczej pracy, znieczula sumienie powszechne na szereg innych bezprawi, obniża poziom etyczny i zdrowotny społeczeństwa, staje się podwaliną zniewag spełnianych na człowieczej godności w kobiecie”.

  3. Tekst z 1897 r., wydany nakładem feministycznego czasopisma „Ster” we Lwowie (od 1907 r. funkcjonowało w Warszawie) stanowi podsumowanie sytuacji kobiet w Polsce i drogowskaz dla najważniejszych bieżących działań. Paulina Kuczalska-Reinschmit daje rys historyczny pokazujący, jak oczywistą rzeczą było w dawnej kulturze polskiej, że kobiety pracowały, a także uczestniczyły w życiu ekonomicznym i politycznym. Znajdowało to np. odzwierciedlenie w przepisie prawa przyznającym własność matce, a po niej córce, do wszystkich ruchomości w domu, ponieważ to ona osobiście je wypracowała. Podobnie każda gospodyni była lekarką: według domowych receptur przekazywanych w rodzinie z matki na córkę zwykła sporządzać „maści, wódki i driakwie” na wszelkie schorzenia. Mieszczki wypracowywały osobisty majątek handlem. Matrony z rodzin możnowładców zarządzały sprawami miast (np. Żółkwi), występowały z powodzeniem w sądach i w ogóle swobodnie zastępowały mężów w zarządzaniu majątkiem, kiedy ci bywali na wojnach, sejmach itp. imprezach.

    Autorka jest zdania, że należy powrócić właśnie do tej naszej tradycji i dlatego kształcić dziewczęta na równi z chłopcami w tych samych umiejętnościach oraz sprzyjać praktycznemu wykorzystaniu nabytej wiedzy. Do czegóż to bowiem podobne, co się z czasem porobiło: „Babki na niedźwiedzia szły dla zabawy, w stanowczej chwili potrafiły zarządzić obronę dworu i nie tylko rusznicę, lecz miecz wziąć do ręki — wnuczki mdlały na widok pająka”.

  4. Broszura Daszyńskiej-Golińskiej została opublikowana w związku z uzyskaniem przez kobiety praw wyborczych na podstawie Dekretu o ordynacji wyborczej do Sejmu Ustawodawczego Naczelnika Państwa Józefa Piłsudskiego z 28 listopada 1918. Celem publikacji, wydanej w Warszawie nakładem Związku Polskich Stowarzyszeń Kobiecych, było niewątpliwie przygotowanie do nadchodzących wyborów (odbyły się 26 stycznia 1919) do sejmu mającego uchwalić konstytucję II Rzeczypospolitej. Po części przygotowanie takie polegało na tym, aby dać wsparcie, umocnić nowo uprawnione wyborczynie. Autorka z doświadczenia wiedzieć bowiem musiała, że „prawo wyborcze kobiet jest akcją, która będzie zwalczana i ośmieszana”.

    Zawartość obejmuje informacje, takie jak: sumaryczna relacja z praktyki korzystania z praw wyborczych przez kobiety w innych państwach (np. w Anglii, Nowej Zelandii, Finlandii); przypomnienie zasług, które na rzecz swoich państw położyły kobiety-obywatelki, aby te prawa uzyskać; omówienie sposobu funkcjonowania nowoczesnych, demokratycznych systemów władzy, a wreszcie wyjaśnienie, jak mają się odbywać wybory (np. co zmienia proporcjonalność w stosunku do zwykłych wyborów większościowych itd.). Ciekawe jest uświadomić sobie, że pierwszym wyborom w Polsce towarzyszyły dwie okoliczności: po pierwsze, granice państwa pozostawały nieustalone (w części Galicji na wschód od Przemyśla trwa walka o granice z Ukraińcami), więc okręgi wyborcze objęły tylko część, bezspornie już polskich ziem; po drugie w procedurach wyborczych trzeba było uwzględnić, jak głosować mają niepiśmienni wyborcy (a należało wypisać imię i nazwisko swego kandydata, nie tylko postawić krzyżyk przy wydrukowanym nazwisku).

    Zofia Daszyńska-Golińska optymistycznie zapowiada — po doświadczeniu właśnie kończącej się wojny — nadejście nowej, kobiecej kultury: kultury pokoju, kultury rozwoju, a nie podboju. Zwraca więc uwagę wyborczyniom na zagadnienia, które niezależnie od stronnictwa politycznego łączą dążenia wszystkich kobiet, a są to: opieka nad dziećmi, nauczanie i wychowanie, opieka nad ubogimi, walka z nierządem, higiena społeczna, ustawodawstwo ochronne i ubezpieczenia pracy kobiet i młodocianych, zrównanie płac przy równych kwalifikacjach, popieranie spółdzielczości, walka z alkoholizmem, reforma kodeksu cywilnego, zawierającego nadal wiele niesprawiedliwości i absurdów. Autorka namawia, żeby właśnie pod kątem stosunku do tych ważnych dla kobiet kwestii wybierać do sejmu ludzi uczciwych i zdolnych, pracujących dla dobra publicznego.

  5. Poglądy Kazimiery Bujwidowej zadziwiają szerokością horyzontów i pogłębionym sposobem ujęcia poruszanych problemów. Na tle światowej historii ruchu feministycznego jej sylwetka umysłowa odznacza się śmiałością, wyrazistością i nowoczesnością. Działając na przełomie wieków, gdy na pierwszej fali feminizmu kobiety walczyły przede wszystkim o prawa obywatelskie, w tym wyborcze (ruch sufrażystek), Bujwidowa stawiała dalekowzrocznie kwestie, które stały się przewodnie dopiero dla drugiej i trzeciej fali: mianowicie wszechstronnej realizacji kobiety jako jednostki ludzkiej oraz uznania jednocześnie równości i różnicy.

    Bujwidowa stwierdza na przykład, dając wyraz swoistemu nietzscheanizmowi, że walka o prawa kobiet jest tak trudna, ponieważ mężczyźni i kobiety nie dorośli do partnerstwa. Kiedy się to stanie, będą wspólnie działać i tzw. kwestia kobieca ulegnie rozwiązaniu: „Zaliż człowiek, mężczyzna czy kobieta, tęskniący do nadczłowieka, mogą czego innego prócz wzajemnego doskonalenia się pragnąć? Jakiż wobec tego interes mieć mogą mężczyzna lub kobieta w poniżeniu lub pognębieniu jedno drugiego?”

    Wypowiadając się na temat tzw. „powołania” kobiety, ta matka sześciorga dzieci, którym wraz z mężem umożliwiła wszechstronny rozwój i samorealizację, pisze niezmiennie aktualnie: „Kobieta, która się świadomie instynktowi macierzyńskiemu poddaje, dobrze czyni. Ale nie wolno kobiecie w zadowoleniu instynktu macierzyńskiego widzieć jedynego celu życia, nie wolno jej zatracać siebie dla dziecka. Pełnią życia żyć winna kobieta. Nie »niczym«, ale zupełnym człowiekiem ma być rodzicielka przyszłych pokoleń. Inaczej schodzi do roli automatu — maszyny do rodzenia i hodowania dzieci”.

  6. Trudno sobie dziś wyobrazić, że niedawno jeszcze domagać się trzeba było, by placówki oświatowe były otwarte dla kobiet. W głowie się nie mieści, że kobiety nie głosowały w wyborach! A w międzywojniu, kiedy te prawa już sobie wywalczyły, dzięki działaczkom takim jak Kazimiera Bujwidowa, z owych nowo uzyskanych praw — jako fanaberii i upadku obyczajów — wyśmiewały się środowiska endeckie i Roman Dmowski osobiście, nie uważał on bowiem kobiety za samodzielną istotę ludzką, głosił to chętnie, a otaczające go grono wielbicielek chichotało zachwycone. „Lata dwudzieste, lata trzydzieste, wrócą piosenką, sukni szelestem…” — może lepiej nie.

    Zmieniają się czasy, pisze autorka niniejszej broszury pochodzącej z 1909 r., zmieniają się też pytania stawiane w tzw. „kwestii kobiecej”. Kiedyś były to pytania o człowieczeństwo kobiet w ogóle, potem pytania o sens posiadania przez kobiety praw wyborczych, a dziś… No właśnie. Nadal jest parę zasadniczych pytań. Nie dla wszystkich jest np. oczywiste, że mąż pracujący poza domem i dostający za to pieniądze nie ma żony „na utrzymaniu”, skoro ona swoją pracą utrzymuje dobrostan tegoż domu i jego mieszkańców: na równi są pracującymi partnerami.

    Broszura Bujwidowej zawiera też krótki rys historyczny walki o prawa kobiet, na świecie i w Polsce. Pouczająca to podróż w świat tak niedawno jeszcze boleśnie realny.

  7. Jest to powstały w czasie I wojny światowej apel warszawskiej lekarki-higienistki, która, opierając się na swoim codziennym doświadczeniu, wskazuje na szczególnie dramatyczną sytuację kobiet ciężarnych automatycznie zwalnianych z pracy i pozostawianych bez środków do życia, wysoką śmiertelność dzieci (wśród noworodków sięgającą 20%) oraz na szerzącą się plagę gruźlicy. Dr Budzińska-Tylicka odwołuje się do poczucia społecznej solidarności oraz do uczucia tej nadziei, którą musieli wówczas żyć Polacy: nadziei bliskiego odzyskania niepodległości. Wzywa do zadbania o cielesną treść państwa, które ma powstać.

    Autorka wzywa do właściwej „hodowli dzieci”, tj. zadbania o przyszłe matki, na wzór tego choćby, jak się dba w ogrodnictwie i rolnictwie o rośliny mające dać dobry plon czy przy hodowli zwierząt o zdrowy miot. Nie ma co się obrażać porównaniem, zważywszy, na jak istotne problemy zwraca uwagę zasłużona lekarka i działaczka feministyczna. „Kobieta w ciąży jest uwalniana z posad, z obowiązku, ze służby; te kilka przytułków, które są w Warszawie, zaledwie małą cząstkę zadowolić są w stanie, żadnego poparcia, żadnej pomocy skądinąd… Gdy wybuchła wojna, a warunki ekonomiczne się pogorszyły i fabryki stanęły, matki warszawskie rodziły na schodach, pod drzwiami przytułków, pod płotami… A dziś — gdy widmo nędzy przestało być widmem, a stało się rzeczywistością… matki warszawskie już wcale nie chcą rodzić; z przerażeniem i rozpaczą witają swe nowe macierzyństwo”.

    Ratunek widzi Budzińska w tym, aby obywatele przyszłej odrodzonej Polski wspierali „czynem, pieniężnie i współpracą” wszelkie towarzystwa pomocowe działające w mieście; aby miasto zakazało wynajmowania do celów mieszkalnych suteryn i poddaszy w celu zapobieżenia wymieraniu kilkunastoletnich dzieci oraz całych rodzin na suchoty; aby zdrowe pomieszczenia i tereny zielone przeznaczono raczej dla dzieci i młodzieży niż dla nieuleczalnie chorych, starców i obłąkanych — „podczas gdy ten rdzeń, ta przyszłość narodu — umiera z gruźlicy, wycieńczona”; aby wreszcie bogacący się na wysokich cenach żywności w czasie wojny ziemianie i włościanie zamieszkali na zachodzie Królestwa, gdzie wojna się ledwo prześliznęła i dawno już o niej nie słychać — w poczuciu patriotycznego obowiązku przyjęli na wakacje dzieci z Warszawy.

  8. Tekst doktor Budzińskiej-Tylickiej, lekarki prowadzącej w Poradni Świadomego Macierzyństwa w Warszawie, to broszura informacyjna, wydana zresztą w „Cyklu obyczajowym” Wydawnictwa Rój (tego samego, które nie wahało się publikować Gombrowicza, Schulza czy Jasieńskiego).

    Celem zasadniczym tekstu jest pokazanie w kontekście społecznym, ekonomicznym, politycznym i medycznym, dlaczego świadomie planowane życie reprodukcyjne jest sprawą niezwykle ważną i — jak pisze autorka — dziejową koniecznością.

    Przy okazji dla dzisiejszych czytelników jest to ciekawy dokument z dziejów obyczajowości w Polsce.

  9. Nietota to powieść mistyczna. Symboliczna i syntetyczna. Należy więc ze spokojem przyjąć fakt, że o podnóże Tatr uderzają tu fale morskie, a wśród fiordów gdzieś pod Krywaniem książę Hubert (tj. utajniony pod tym imieniem Witkacy) podróżuje łodzią podwodną.

    Na drodze poznania — własnej jaźni czy rdzennej istoty Polski — najwznioślejsza metafizyka nierzadko i nieodzownie spotyka przewrotną trywialność.

    Postacią spajającą całość tekstu jest Ariaman, wskazywany przez krytyków jako alter ego autora (razem zresztą z Magiem Litworem i królem Włastem). Głównym antagonistą samego bohatera i wzniosłych idei, które są mu bliskie, pozostaje ukazujący w kolejnych rozdziałach coraz to inne swe wcielenie — tajemniczy de Mangro. Któremu z nich dane będzie zwyciężyć?

  10. Czasem wystarczy chwila nieuwagi: śnieg sypnie nagle i przesłoni znane widoki albo wstąpisz do przypadkowego sklepiku — i już czas cię schwyci w swą boczną odnogę, i poprowadzi ku niezwykłym przygodom.

    Oczywiście łatwiej o to, gdy się jest dzieckiem. Ale i niektórym dorosłym przytrafiają się takie nieoczekiwane wędrówki.

    Znacie — to przeczytajcie raz jeszcze. Nie znacie — nie tracąc ani chwili, wyruszcie w nieznane prowadzeni przez czarowną opowieść Joanny Papuzińskiej. Szerokiej drogi!

Zamknij

* Ładowanie