Wolne Lektury potrzebują pomocy...

Dzieciaki korzystające z Wolnych Lektur potrzebują Twojej pomocy!
Na stałe wspiera nas jedynie 442 osób.

Aby działać, potrzebujemy 1000 regularnych darczyńców. Dorzucisz się?

Wybierz kwotę wsparcia
Tym razem nie pomogę
Pracuj dla Wolnych Lektur

Pracuj dla Wolnych Lektur! Szukamy fundraiserek i fundraiserów >>>

x
Melzak. Piegowata piękność → ← Kładąc Dawidowi pod poduszkę prezenty

Spis treści

      Jacek PodsiadłoWychwyt GrahamaNa skraju Puszczy Solskiej

      1
      Biologiczny zegar uderzył we mnie osiem razy i obudziłem się
      ciężki, zapadnięty wątłym ciałem głęboko w leśną ściółkę.
      Stanąłem w pierwszym słońcu obok choinki ubranej w nasze mokre po kąpieli kostiumy.
      Na boisku znalazłem wczorajsze ślady piłkarskich korków i moich bosych stóp,
      5
      zabrałem też do umycia garnka nieco piasku, którym chłopcy wysypali linie autów.
      Nad przepustem wodnym patrzyłem na ryby stojące w prądzie i poprawiałem włosy, mając swój cień za lustro.
      Mimo niedzieli słychać już było kombajny, niemrawe żuki-giganty gęsto widywane na szosach i na polach.
      Wróciłem do namiotu, gdzie Magda przyjęła lodowatą łapę na ciepłą, uśpioną pierś.
      I ponieważ cieszę się, że moja poezja nie wymaga uczonych przypisów, powiem wprost:
      10
      słuchałem ptaków i szumu rzadkich brzóz pośród świerków, śledziłem też marsz pająka po moim śródstopiu.
      Zagotowałem wodę nad małym ogniskiem a gdy przejeżdżał traktor, położyłem się, żeby nie być widocznym.
      A kiedy jeżyny chwyciły mnie za włosy i pasikoniki skakały po twarzy, zrozumiałem, że jestem wolny.
      Nadeszła chwila, że wszystko umilkło i ja już nie chciałem niczego,
      i trwała tak długo, aż wrócił zapach palonej żywicy i dziecko krzyknęło w oddali.
      Zamknij
      Proszę czekać…
      x