Wolne Lektury potrzebują pomocy...


Potrzebujemy Twojej pomocy!

Na stałe wspiera nas 442 czytelników i czytelniczek.

Niestety, minimalną stabilność działania uzyskamy dopiero przy 1000 regularnych darczyńców. Dorzucisz się?

Tak, dorzucę się do Wolnych Lektur!
Tym razem nie pomogę, przechodzę prosto do biblioteki
Pracuj dla Wolnych Lektur

Pracuj dla Wolnych Lektur! Szukamy fundraiserek i fundraiserów >>>

x
Rozproszenie → ← Vanitas; et omnia vanitas

Spis treści

    I
  1. II

    Jacek PodsiadłoWychwyt GrahamaKult ciała

    I

    1
    Biała rzeźba chmury spiętrzonej jak lodowiec. Świetlana
    postać, sferyczna przodownica, nieskalana Swietłana
    prze naprzód. Zmienia swe proporcje
    jak siłacz zapracowujący na pamiątkowe proporce
    5
    godzinami mordęgi nad każdym modułem muskulatury
    poddawanej co miesiąc, w świetle, osądom jury. Niezawisłe chmury.
    Busoł kołuje nad łąką. Wróble, szara, dziarska
    gromada rozsypuje się na asfalcie niczym szaradziarska
    kombinacja punktów, które połączywszy gmatwaniną linii,
    10
    otrzymasz klarowny obraz. Ciamka, oblizuje się, ślini
    leszcz jadący sprzedawać się w Berlinie, prawdziwe widowisko, jak zmysłowo je gruszkę.
    Przed snem pocałunek: wyciera starannie usta o plecak służący mu za poduszkę.
    Ja wysiadam niedługo. Też sobie pozwolę na luksus
    soczystego owocu, wciąż czuję w żołądku ostry kuksaniec kuksu.
    15
    O, trzymający w dłoniach gędziebne naczynia, wolni od trup i grup
    powietrzni muzykanci, gdzie mój trup znajdzie grób?
    Kto odda niesprawiedliwość wymyślonym zaletom?
    Kto mnie opłacze waletą? Kto pójdzie za lawetą? Damy przeciwko waletom?

    II

    Kiedyś strażnicy grobu nieznanego żołnierza, odporni na wiatr i żarty
    20
    rekruci sztywni jak knoty zastaną przy zmianie warty
    odwalony kamień. Oszaleje wojskowa żandarmeria. Tłumnie
    zwalą fotoreporterzy, by uwieczniać pustkę w urnie czy trumnie.
    Już widzę, jak główny strateg stratą gieroja się martwi.
    A to może i dobrze, że po wszystkim jesteśmy tak niedoskonale martwi.
    25
    Znam takich. Z papierosem w zębach i w dresie
    młody sukinkot trafia raz za razem, pewnie pewien, że się
    nie zestarzeje, przenigdy. Obwieszcza to niebu krzykiem.
    Za pięć lat będzie kolejnym chodzącym nieboszczykiem
    z trudem trafiającym do domu, co dopiero do kosza. Że też się nie zmęczy,
    30
    znów wsadził piłkę od góry i zawisł na obręczy.
    Cóż znaczą w tej pożodze nasze sknocone ciała, woskowa żandarmeria
    moralnych zasad, stearyna starań? Żądam berła
    i buławy, ogniotrwałej motyki, strażackiego bosaka i idę jak w dym,
    na bosaka, przez labirynt mowy. I wracam niepyszny, ucięty jak męski rym.
    35
    Śmierć, to ci figura. A jaki cień. Myślałem, że gdzieś poleciała.
    Lecz przesuwa się ku mnie, na wolne pole ciała.
    Zamknij
    Proszę czekać…
    x