Oferta dla Przyjaciół

Czytaj teksty współczesnych autorek i autorów wcześniej niż inni. Ty decydujesz, ile płacisz!

Zadeklaruj stałą wpłatę i dołącz do Towarzystwa Przyjaciół Wolnych Lektur.

TAK, chcę dołączyć!
Nie, rezygnuję z tej oferty
Przekaż 1% na Wolne Lektury

Przekaż 1% podatku na Wolne Lektury. Wpisz w PIT nasz KRS 00000 70056
Nazwa organizacji: Fundacja Nowoczesna Polska

Jeśli zrobiłeś / zrobiłaś to w poprzednim roku, nie musisz nic zmieniać. Kliknij, by dowiedzieć się więcej >>>>

x
Ktoś, kiedyś → ← Usta --- usta

Spis treści

      Jacek PodsiadłoWychwyt Grahama*** (Atakowany o północy…)

      Atakowany o północy
      subitem opon, gdy jak z procy
      pijany szczyl startuje mazdą —
      tęsknię do tego kraju, gdzie grzechem jest popsuć bocianom gniazdo.
      Budzony przez bas, przez dudnienie,
      bo sąsiad na fulil w citröenie
      zapuścił techno, nowy remix —
      tęsknię do tego kraju, gdzie podnosi się kromkę Chleba z ziemi.
      Czytając dawnych czasów księgi,
      gdy inne tu rządziły dźwięki,
      żaby o zmierzchu, kogut rano —
      tęsknię do tego kraju, gdzie grzechem jest popsuć gniazdo bocianom.
      Dziwiąc się, że góra pieczywa
      wśród zwałów sztucznego tworzywa
      na miejskim śmietnisku się wznosi —
      tęsknię do tego kraju, gdzie kromkę Chleba z ziemi się podnosi.
      Erem zwiedzając, gdzie mizantrop
      turystów epatuje mantrą
      znudzony nią jak tysiąc mopsów —
      tęsknię do tego kraju, gdzie jest grzechem gniazdo bocianom popsuć.
      Filując z przydrożnego baru
      na przechodzące mimo pary,
      ciągnąc z wysiłkiem sok przez słomkę —
      tęsknię do tego kraju, gdzie się podnosi z ziemi Chleba kromkę.
      Gdy syn bez wątpliwości cienia
      żąda: „Daj mi coś do zjedzenia”,
      lodówka odpowiada echem —
      tęsknię do tego kraju, gdzie popsuć bocianom gniazdo jest grzechem.
      Higienę ciała utrzymując
      lub ją, przeciwnie, zaniedbując
      (cóż różni prysznic i pogrzebacz? ) —
      tęsknię do tego kraju, gdzie z ziemi podnosi się kromkę Chleba.
      Imaginując sobie Boga.
      Na przykład jako Astro-loga
      dyktującego ruchy gwiazdom —
      tęsknię do tego kraju, gdzie grzechem jest popsuć bocianom gniazdo.
      Jadąc i jadąc do Bizancjum
      z ukrytą pod dnem snów monstrancją
      przeciw wieszczbiarstwu i alchemii —
      tęsknię do tego kraju, gdzie podnosi się kromkę Chleba z ziemi.
      Kombinując jak koń pod górę,
      skąd wytrzasnąć pieniędzy furę
      i jak dwóm naraz służyć panom —
      tęsknię do tego kraju, gdzie grzechem jest popsuć gniazdo bocianom.
      Licząc w mordowni w Jeseniku
      zastępy szachów na stoliku
      starców liczących każdy grosik —
      tęsknię do tego kraju, gdzie kromkę Chleba z ziemi się podnosi.
      Łypiąc ciekawie, jak się zwiera
      czarnych i białych tyraliera
      w wojnie o jednej rurce dropsów —
      tęsknię do tego kraju, gdzie jest grzechem gniazdo bocianom popsuć.
      Mając mistrzowski ruch na oku,
      który przegapia w figur tłoku
      gracz — a mógł wziąć hetmana pionkiem —
      tęsknię do tego kraju, gdzie się podnosi z ziemi Chleba kromkę.
      Nocując, gdzie się da, mocując
      się z samym sobą, ustępując,
      jak ustąpiły gonty, strzechy —
      tęsknię do tego kraju, gdzie popsuć bocianom gniazdo jest grzechem.
      Obserwując, jak nasze dzieci
      obnoszą swój chybiony sprzeciw
      poprzez kolejne puste nieba —
      tęsknię do tego kraju, gdzie z ziemi podnosi się kromkę Chleba.
      Pchany już w otworzone okno
      przez zbójów, bo ich widać dotknął
      mój bunt w pociągu, w którym kradną —
      tęsknię do tego kraju, gdzie grzechem jest popsuć bocianom gniazdo.
      Rewidowany nocą późną
      przez umundurowane gówno
      hańbiące się dla nędznej premii —
      tęsknię do tego kraju, gdzie podnosi się kromkę Chleba z ziemi.
      Słuchając wycia pogotowia,
      co, mimo strajku służby zdrowia,
      mknie przeciw ciosom, guzom, ranom —
      tęsknię do tego kraju, gdzie grzechem jest popsuć gniazdo bocianom.
      Taksując wzrokiem wygląd bydląt,
      gdy w czystej rzece brud swój mydlą
      głupi, lecz piękni: nadzy, bosi —
      tęsknię do tego kraju, gdzie kromkę Chleba z ziemi się podnosi.
      Uzupełniając swój fikcyjny
      numer identyfikacyjny
      o ładnych parę paradoksów —
      tęsknię do tego kraju, gdzie jest grzechem gniazdo bocianom popsuć.
      Wsłuchany w pieśni i motety
      z trzynastowiecznej Francji, z mety
      czując się trubadurów ziomkiem —
      tęsknię do tego kraju, gdzie się podnosi z ziemi Chleba kromkę.
      Zirytowany przez imbroglio
      frondy prawiczków w piśmie „Brulion”,
      grzeszący samym już oddechem —
      tęsknię do tego kraju, gdzie popsuć bocianom gniazdo jest grzechem.
      Żywiąc się kaszą oraz műsli,
      zwolniwszy bieg wzburzonych myśli,
      kiedy mi coraz mniej potrzeba —
      tęsknię do tego kraju, gdzie z ziemi podnosi się kromkę Chleba.
      Close
      Please wait...
      x