Wolne Lektury potrzebują pomocy...


Potrzebujemy Twojej pomocy!

Na stałe wspiera nas 376 czytelników i czytelniczek.

Niestety, minimalną stabilność działania uzyskamy dopiero przy 1000 regularnych darczyńców. Dorzucisz się?

Tak, dorzucę się do Wolnych Lektur!
Tym razem nie pomogę, przechodzę prosto do biblioteki
Informacje o nowościach

Informacje o nowościach w naszej bibliotece w Twojej skrzynce mailowej? Nic prostszego, zapisz się do newslettera. Kliknij, by pozostawić swój adres e-mail.

x
Już czas → ← Dwie śmierci

Spis treści

    1. Alkohol: 1 2
    2. Krew: 1
    3. Nadzieja: 1
    4. Przemoc: 1
    5. Smutek: 1
    6. Śmierć: 1
    7. Zemsta: 1

    Co czytałem umarłymWładysław SzlengelW ten dzień

    Alkohol, Smutek, NadziejaSiedzieli czterej i pili
    przez noc długą jak wiek
    i gwarzyli, marzyli…
    bimber gardła im piekł…
    Bimber w serce szedł z gardła,
    z serca w gardło szły łzy
    i tęsknota ich żarła
    za tym wielkim dniem, gdy…
    Już chyboce się ściana,
    głowa ciąży jak pień,
    kompan spytał kompana:
    „Co ty zrobisz w Ten Dzień?”,
    gdy krzyk w mur uderzy,
    gdy zamroczy ci mózg,
    gdy nareszcie uwierzysz,
    że już koniec… że szlus[1]
    Pierwszy, co przy stole siedział,
    w szklankę stuknął i powiedział:
    Wyjdę — wszystko za sobą zostawię,
    pójdę w cichość — na Starym gdzieś Rynku
    na całego się wtedy zabawię
    i jak świnia upiję się w szynku.
    AlkoholI żeby nie myśleć… wpierw piwo
    w gardło spieczone od krzyku,
    a gdy mnie kufelek odświeży,
    butelki trzy alembiku[2]
    A kiedy mnie wóda zamroczy
    i widma odegna, te z Dzikiej…
    zacznę powoli smakować
    słodki czerwony likier…
    A potem znów mocny koniak,
    by świat znów rozjaśnił się żywo,
    przy oknie usiądę do rana
    i od początku… piwa…
    A drugi co przy stole siedział,
    za nóż się chwycił i powiedział:
    A mnie to wódka nie zamroczy,
    Przemoc, Zemsta, Krewna koleżków tylko świsnę —
    czapkę wcisnę tak na oczy,
    zęby tylko mocno ścisnę
    i powiem: że dzień przyszedł już…
    serce zostawię w bloku i w miasto
    jak płomień czerwienią zakwitnie nóż,
    brzuchy drążyć będzie jak ciasto…
    z latarń sznury zwisną jak gałęzie,
    czarny owoc się będzie chybotać na strony
    i tym się upiję, gdy będzie mi z latarń
    na ręce kapał nie likier czerwony…
    A trzeci, co przy stole siedział,
    za serce chwycił i powiedział:
    A ja to wybiegnę twarzą w słońce
    ulicy środkiem — miastem wzdłuż…
    i będę chwytał za dłonie drżące
    wszystkich przechodniów i krzyczał: JUŻ…
    od ruin do ruin… pijaną głową
    o zamku zręby z radości bić
    i będę śpiewał obłędną mową,
    i krzyczał z dachu: będę żyć…
    A czwarty, co przy stole siedział,
    chciał mówić — lecz rzekł tylko… Proszę…
    o chwilę ciszy… słyszę kroki,
    i do okna bokiem na palcach doszedł —
    ŚmierćZa oknem ciężkim stukotem butów
    żandarm w nocy znaczył swą drogę
    i strzelił w okno źle zaciemnione
    nieprawomyślnym światłom na trwogę.
    I padł ten czwarty — płasko, zwyczajnie,
    między kompanów, z którymi siedział,
    i może szkoda, że, co on zrobi
    w ten dzień największy, już nie powiedział —

    Przypisy

    [1]

    szlus (pot., z niem) — koniec. [przypis edytorski]

    [2]

    alembik — tu: wódka domowej produkcji wytwarzana ze spirytusu, wody i mocno przepalonego cukru (nazwa pochodzi od naczynia do destylacji). [przypis edytorski]

    Close
    Please wait...