Wolne Lektury potrzebują pomocy...


Potrzebujemy Twojej pomocy!

Na stałe wspiera nas 381 czytelników i czytelniczek.

Niestety, minimalną stabilność działania uzyskamy dopiero przy 1000 regularnych darczyńców. Dorzucisz się?

Tak, dorzucę się do Wolnych Lektur!
Tym razem nie pomogę, przechodzę prosto do biblioteki
Znajdź nas na YouTube

Audiobooki Wolnych Lektur znajdziesz na naszym kanale na YouTube.
Kliknij, by przejść do audiobooków i włączyć subskrypcję.

x
Nowe święto → ← Pomnik

Spis treści

    1. Duch: 1
    2. Strach: 1

    Typografia, a w szczególności inny niż w książce podział na strofy oraz „schodki” przy wyliczeniu dzwonków, oparte są o wersję tekstu z archiwum Żydowskiego Instytutu Historycznego.

    Co czytałem umarłymWładysław SzlengelDzwonki

    Na drzwiach wisiała kartka
    czytelna tylko z bliska —
    „Dzwonek czynny — proszę dzwonić”
    i trzy nazwiska:
    Do pani L. jeden raz,
    do pana K. razy dwa,
    a do doktora trzy razy…
    Kartka taka wisiała,
    żeby ludzie wiedzieli,
    potem była selekcja
    i — wzięli…
    tę panią L. (jeden raz)
    i pana K. (razy dwa),
    i tego doktora (trzy razy…).
    StrachKartka „proszę dzwonić”
    wisi na drzwiach,
    a drzwi otwarte,
    a za drzwiami — strach…
    Nie ma klamek — szarpnięte,
    gdy zastali zamknięte…
    drzwi rozwarte na oścież,
    czarni byli tu goście.
    Porzucone w pośpiechu
    rzeczy w dzikiej pogoni,
    a na drzwiach wisi kartka
    z nazwiskami i „…dzwonić” —
    do pani L. jeden raz,
    do pana K. razy dwa,
    a do doktora trzy razy.
    Przyszli nowi — sprzątnęli,
    klamki nowe wprawili,
    kartki ze drzwi nie zdjęli.
    Zapomnieli.
    Przyjdzie zmrok — szara pora,
    coraz bliżej wieczora,
    mrok z kątów się wyłania,
    coś wygania z mieszkania…
    Strasznie jakoś i mrocznie,
    trupio, głucho, urocznie,
    wieje śmiercią i złem —
    Wiem:
    DuchNiech zadzwonią za drzwiami
    jeden raz, dwa lub trzy,
    cienie idą ścianami,
    jakieś widma czy mgły.
    To jest do mnie — to do mnie,
    szepty snują się głuche,
    tak się cieszę dzwonieniem,
    wargi martwe i suche.
    — Jeden raz — to jest do mnie!
    może syn mnie odwiedzi…
    — Teraz znowu dwa razy…
    to są do mnie sąsiedzi…
    Korytarzem bez światła
    lokatorzy upiory — — —
    …teraz dzwonią trzy razy…
    to jest do mnie, to chory…
    Już milczące szarpanie
    tu przy klamce… przy ścianie,
    już westchnienie i męka,
    że bezsilna jest ręka,
    że tak marom niełatwo
    w korytarzu dać światło,
    drzwi otworzyć… powitać,
    ach, to wy… a co słychać?…
    A w dzień spokój,
    nikt nie czai się z wnęk…
    O zmroku — — —
    lęk…
    Dzwonek.
    Idziesz…
    zawsze potrącisz coś nogą…
    strach…
    otwierasz drzwi — — —
    …..nikogo…
    — to do nich
    (bo na drzwiach
    wciąż kartka: Dzwonić…
    Do pani L. raz…
    do pana K. dwa…
    a do doktora trzy razy…).
    Close
    Please wait...