Wolne Lektury potrzebują pomocy...



Wolne Lektury utrzymują się z dobrowolnych darowizn i dotacji.


Na stałe wspiera nas 381 czytelników i czytelniczek.
Niestety, minimalną stabilność działania uzyskamy dopiero przy 1000 regularnych darczyńców.


Dołącz do darczyńców! Przyjaciele Wolnych Lektur zyskują wcześniejszy dostęp do nowych publikacji!
Potrzebujemy Twojej pomocy!

TAK, wpłacam
Tym razem nie pomogę, przechodzę prosto do biblioteki
Informacje o nowościach

Informacje o nowościach w naszej bibliotece w Twojej skrzynce mailowej? Nic prostszego, zapisz się do newslettera. Kliknij, by pozostawić swój adres e-mail.

x
Dzwonki → ← Telefon

Spis treści

    1. Jedzenie: 1
    2. Matka: 1
    3. Pamięć: 1 2
    4. Sława: 1
    5. Śmierć: 1

    Co czytałem umarłymWładysław SzlengelPomnik

    Bohaterom — poematy, rapsody!!!
    Bohaterów uczczą potomni,
    na cokołach nazwiska ryte
    i marmurowy pomnik.
    Walecznym żołnierzom — medal!
    śmierci żołnierskiej — krzyż!
    Zakląć chwałę i mękę
    w stal, granit i spiż.
    Sława, PamięćZostaną po Wielkich Legendy,
    że tacy byli Ogromni,
    mit zakrzepnie i — będzie
    Pomnik.
    A kto wam opowie, Przyszli,
    nie spiż i nie mitu temat —
    że JĄ zabrali — zabili…
    i że JEJ nie ma…
    Czy była dobra? — Nawet nie —
    często się przecież kłóciła,
    stuknęła drzwiami, burknęła…
    ale — była.
    Ładna? Nie była nigdy ładna,
    nawet nim głowa się posrebrzyła.
    Mądra? Ot, zwyczajnie, niegłupia…
    No, ale… była.
    Rozumiesz: była, a gdy Jej nie ma,
    to każdy kąt tu oczy złe ma
    i zaraz widać, że Jej nie ma.
    Nie żeby wielkie słowo: Dom,
    mój Boże, cóż to za gospodarstwo?!
    (nie byli z Warszawy)
    mąż cały dzień w warsztacie,
    syn — także miał gdzieś swoje sprawy,
    pokoik często nie sprzątnięty
    (bo wodę z dołu przynosiła),
    tak jakoś stały wszystkie sprzęty,
    tak jakoś zegar uśmiechnięty,
    no — była.
    Była.
    I cóż? Człowiek? Nie — nieważne —
    statystyka żadna Jej nie wymieni,
    dla świata, Europy mniej niż pyłek,
    ważna to rzecz ten Jej wysiłek!
    ale gdyś zbliżył się do sieni,
    nim klamkę wziąłeś, nim drzwi pchnąłeś,
    jakoś w powietrzu zapachniały
    ni ciepła zupa, ni ręcznik biały,
    tak jakoś ciepłość cię owiła,
    no…
    była.
    ŚmierćI wzięli.
    Poszła, jak stała.
    Od ognia.
    Zupy nie zdążyli…
    zabrali, poszła — nie ma,
    zabili.
    Wróci z warsztatu mąż,
    usiądzie ciężko na stołku,
    ręce opadną na podołku,
    głową wodzi i patrzy.
    Ognia nie ma pod blachą —
    ścierka spadła i leży,
    talerz na stole — brudno.
    Nie wstaje. Pochyla się. Myśli.
    Trudno.
    Nie ma.
    Zje chleba i zupy z warsztatu
    fabrycznej — obcej i marnej.
    Je i patrzy:
    na półce milczący,
    zimny i martwy Jej garnek.
    Nie pójdzie już do warsztatu,
    Matka, Jedzenie, Pamięćsyn wróci z miasta zgłodzony,
    w łóżko nie zaścielane
    rzuci się w butach zbłoconych.
    Nie uśnie.
    Będzie patrzył i nie zapomni…
    Tam Matki wystygły garnek
    JEJ POMNIK…
    Close
    Please wait...