Oferta dla Przyjaciół Wolnych Lektur...

Przyjaciele Wolnych Lektur otrzymują dostęp do specjalnych publikacji współczesnych autorek i autorów wcześniej niż inni. Zadeklaruj stałą wpłatę i dołącz do Towarzystwa Przyjaciół Wolnych Lektur.

TAK, chcę dołączyć!
Nie, rezygnuję z tej oferty
Znajdź nas na YouTube

Audiobooki Wolnych Lektur znajdziesz na naszym kanale na YouTube.
Kliknij, by przejść do audiobooków i włączyć subskrypcję.

x
Dzwonki → ← Telefon

Spis treści

    1. Jedzenie: 1
    2. Matka: 1
    3. Pamięć: 1 2
    4. Sława: 1
    5. Śmierć: 1

    Co czytałem umarłymWładysław SzlengelPomnik

    Bohaterom — poematy, rapsody!!!
    Bohaterów uczczą potomni,
    na cokołach nazwiska ryte
    i marmurowy pomnik.
    Walecznym żołnierzom — medal!
    śmierci żołnierskiej — krzyż!
    Zakląć chwałę i mękę
    w stal, granit i spiż.
    Sława, PamięćZostaną po Wielkich Legendy,
    że tacy byli Ogromni,
    mit zakrzepnie i — będzie
    Pomnik.
    A kto wam opowie, Przyszli,
    nie spiż i nie mitu temat —
    że JĄ zabrali — zabili…
    i że JEJ nie ma…
    Czy była dobra? — Nawet nie —
    często się przecież kłóciła,
    stuknęła drzwiami, burknęła…
    ale — była.
    Ładna? Nie była nigdy ładna,
    nawet nim głowa się posrebrzyła.
    Mądra? Ot, zwyczajnie, niegłupia…
    No, ale… była.
    Rozumiesz: była, a gdy Jej nie ma,
    to każdy kąt tu oczy złe ma
    i zaraz widać, że Jej nie ma.
    Nie żeby wielkie słowo: Dom,
    mój Boże, cóż to za gospodarstwo?!
    (nie byli z Warszawy)
    mąż cały dzień w warsztacie,
    syn — także miał gdzieś swoje sprawy,
    pokoik często nie sprzątnięty
    (bo wodę z dołu przynosiła),
    tak jakoś stały wszystkie sprzęty,
    tak jakoś zegar uśmiechnięty,
    no — była.
    Była.
    I cóż? Człowiek? Nie — nieważne —
    statystyka żadna Jej nie wymieni,
    dla świata, Europy mniej niż pyłek,
    ważna to rzecz ten Jej wysiłek!
    ale gdyś zbliżył się do sieni,
    nim klamkę wziąłeś, nim drzwi pchnąłeś,
    jakoś w powietrzu zapachniały
    ni ciepła zupa, ni ręcznik biały,
    tak jakoś ciepłość cię owiła,
    no…
    była.
    ŚmierćI wzięli.
    Poszła, jak stała.
    Od ognia.
    Zupy nie zdążyli…
    zabrali, poszła — nie ma,
    zabili.
    Wróci z warsztatu mąż,
    usiądzie ciężko na stołku,
    ręce opadną na podołku,
    głową wodzi i patrzy.
    Ognia nie ma pod blachą —
    ścierka spadła i leży,
    talerz na stole — brudno.
    Nie wstaje. Pochyla się. Myśli.
    Trudno.
    Nie ma.
    Zje chleba i zupy z warsztatu
    fabrycznej — obcej i marnej.
    Je i patrzy:
    na półce milczący,
    zimny i martwy Jej garnek.
    Nie pójdzie już do warsztatu,
    Matka, Jedzenie, Pamięćsyn wróci z miasta zgłodzony,
    w łóżko nie zaścielane
    rzuci się w butach zbłoconych.
    Nie uśnie.
    Będzie patrzył i nie zapomni…
    Tam Matki wystygły garnek
    JEJ POMNIK…
    Close
    Please wait...
    x