Wolne Lektury potrzebują pomocy...

Wspólnie budujemy najpopularniejszą bibliotekę internetową w Polsce.

Dzięki Twojej wpłacie uwolnimy kolejną książkę. Przeczytają ją tysiące dzieciaków!


Dorzucisz się?

Jasne, dorzucam się!
Tym razem nie, chcę przejść do biblioteki
Znajdź nas na YouTube

Audiobooki Wolnych Lektur znajdziesz na naszym kanale na YouTube.
Kliknij, by przejść do audiobooków.

x
Dzień p. Esika w Ostendzie → ← Pieśń o naszych stolicach i jak je Opatrzność obdzieliła

Spis treści

    1. Flirt: 1 2
    2. Honor: 1
    3. Kobieta: 1
    4. Obyczaje: 1
    5. Religia: 1
    6. Strój: 1
    7. Teatr: 1
    8. Żyd: 1

    Tadeusz Boy-ŻeleńskiPiosenki „Zielonego Balonika”Zur hebung des Fremdenverkehrs[1][2]

    (Pieśń poświęcona krajowemu Tow. Turystycznemu)

    Pewien gość przejezdny, tęskniąc za niewiastą,
    Wyszedł szukać przygód w Krakowie na miasto,
    Gościu, gościu miły, gościu, gościu nasz,
    Zdaje mi się, że ty coś źle w głowie masz.
    StrójNakłada cylinder i cudne lakierki,
    W grubym pularesie szeleszczą papierki,
    Stanął przed zwierciadłem, by poprawić strój:
    Drżyjcie, Krakowianki, wychodzi na bój!
    Elastycznym krokiem obchodzi plantacje[3],
    Patrzy, komu by tu postawić kolację:
    Wyszło wprawdzie z krzaków panienek ze sto,
    Lecz zdawały mu się nie dość comme il faut[4].
    Nieco już nerwowy przebiega ulice,
    Coś, gdzieś, kiedyś słyszał o cygar fabryce
    Zatem w tamtę stronę szybko zwraca chód,
    Patrzy: dobra nasza, jest towaru w bród.
    Zajął pod latarnią dogodną pozycję,
    Zwraca do dziewczęcia grzeczną propozycję,
    Lecz nim jeszcze zdążył w rozmowę się wdać,
    Tak ci go «zwołała», że psia jego mać!…
    Żyd, FlirtObyczajeZwabił do cukierni wreszcie dwie kobietki,
    Pannę Salczę z Ryfczą[5], polskie midinetki[6];
    Zjadły czekoladę, po sześć ciastek tyż,
    Cóż, kiedy tapen ja, aber sztyken nysz!
    Ulice już puste, więc z resztką nadziei,
    Pospiesza co żywo na dworzec kolei.
    Może tam przynajmniej będzie jakiś ruch:
    Cholera, nie miasto, powiada nasz zuch;
    Podsuwa się chyłkiem do jakiejś kobity,
    ReligiaWtem go łapie za kark dama świętej Zyty,
    Rozjuszonym głosem krzyczy prosto w twarz:
    Katolickich dziewcząt tknąć się ani waż!
    Dobryś, mówi sobie, diabli wzięli randkę,
    Gdzież ja o tej porze znajdę protestantkę?
    Lecz umykać trzeba, to niezbity fakt,
    Pójdę do teatru na ostatni akt.
    Flirt, Teatr, Kobieta, HonorGość nasz, który zwiedzał cudzoziemskie kraje,
    Widywał w teatrach lekkie obyczaje,
    Zatem zakupiwszy cukrów cały stos,
    Śmiało za kulisy idzie wściubić nos.
    Rozpoczyna z lekka wstępną galanterią,
    Dama robi na to minę bardzo serio,
    Płomień oburzenia bije jej do lic:
    U nas, proszę pana, małżeństwo lub nic!
    Wypadł gość z teatru, trzęsąc się jak w febrze,
    Pędzi do hotelu, o rachunek żebrze;
    Aż do Oderbergu łamała go złość:
    Tak z Krakowa zniknął jeden dobry gość!!

    Pisane w r. 1907.

    Przypisy

    [1]

    Zur hebung des Fremdenverkehrs (niem.) — z badań nad turystyką. [przypis edytorski]

    [2]

    Zur hebung des Fremdenverkehrs — pod tytułem w wydaniu źródłowym podano melodię w zapisie nutowym. Tadeusz Boy-Żeleński pisze: Melodie zamieszczone w tym zbiorku zaczerpnięte są bądź z naszych popularnych, bądź też z paryskich motywów. [przypis edytorski]

    [3]

    plantacje — tak nazywano krakowskie Planty, park miejski otaczający stare miasto. [przypis edytorski]

    [4]

    comme il faut (fr.) — jak należy; właściwy; na odpowiednim poziomie. [przypis edytorski]

    [5]

    Pannę Salczę z Ryfczą — zapis naśladuje żydowską wymowę zdrobnień imion Sara i Ryfka, popr.: pannę Salcię z Ryfcią. [przypis edytorski]

    [6]

    midinetka (z fr.) — młoda sprzedawczyni w domu mody; także: dziewczyna frywolna, skora do przygód towarzyskich. [przypis edytorski]

    Close
    Please wait...