Wolne Lektury potrzebują pomocy...


Potrzebujemy Twojej pomocy!

Na stałe wspiera nas 376 czytelników i czytelniczek.

Niestety, minimalną stabilność działania uzyskamy dopiero przy 1000 regularnych darczyńców. Dorzucisz się?

Tak, dorzucę się do Wolnych Lektur!
Tym razem nie pomogę, przechodzę prosto do biblioteki
Oferta dla Przyjaciół

Przyjaciele Wolnych Lektur otrzymują dostęp do specjalnych publikacji wcześniej niż inni. Zadeklaruj stałą wpłatę i dołącz do Towarzystwa Przyjaciół Wolnych Lektur. Kliknij, by przejść do strony płatności!

x
Kuplet posła Battaglii → ← Historia ,,Prawicy Narodowej"

Spis treści

      Tadeusz Boy-ŻeleńskiPiosenki „Zielonego Balonika”Głos dziadkowy o restauracji kościoła parafialnego w… Poręcinie[1]

      Niekze se spocznie na kwilę dziadzina,
      Toli wędruje jaze z Poręcina,
      A razem z dziadkiem beło mnogo luda
      Uźreć te cuda —
      Chodziły wieści po najdalsze strony,
      Że w onem mieńscu straśne farmazony
      Ozgościły się w djabelskiej kompanii
      W księżej plebanii.
      Mówiom, że jakiś, Boże odpuść, malarz,
      Co na piechotę tam po prośbie zalazł,
      Teraz se żyje niby brat ze bratem
      Z Księdzem Prałatem!
      Cała plebania wysługuje mu sie,
      Na poświęcanym jada se obrusie,
      Miódmałmazyję znoszą temu lichu
      W świentym kielichu.
      Zakradło się to na probostwo chyłkiem,
      Na mróz świciło na pół gołym tyłkiem,
      Teraz se każe najcieńsze atłasy
      Szyć na portasy.
      Sypia se co noc w jegomości łóżku,
      Księżą kucharkę głaska se po brzuszku,
      Sam mu co rano, Święci wiekuiści,
      Ksiądz buty czyści!
      Ale największe to zgorszenie czyni,
      Że nie przepuścił i pańskiej świątyni
      I kościół, co się cudami rozsławił,
      Straśnie splugawił.
      Kędy janioły wprzód zdobiły ścianę,
      Teraz kapłony wiszą podskubane,
      A tam gdzie beły świente męczenniczki,
      Tłuste jendyczki.
      W ołtarzu widny Boga Ojca profil:
      Brodę ma ryżą niby nasz Teofil;
      Za złego łotra wisi w Męce Boskiej
      Konrad Rakowski[2].
      Potem z Krakowa zjeżdża konwisyja,
      Napycha brzuchy, aż im się odbija,
      I prawią Księdzu różne dziwne baśnie,
      Pokiel nie zaśnie.
      W bidnego Księdza konwisyja wpiera,
      Że to najnowszy styl Ojca Drobnera,
      Co w Rzymie zdobił (taka jucha chytra)
      Świętego Pitra!
      Lecz już się skończy ta obraza boża,
      Bo dziadek pondzie aż do konsystorza,
      I gwałt podniesie taki, że biskupa
      Ozboli głowa…

      Pisane w r. 1908.

      Przypisy

      [1]

      Głos dziadkowy o restauracji kościoła parafialnego w… Poręcinie — melodia ta sama, co w utworze Opowieść dziadkowa o zaginionej hrabinie z tego samego zbioru Piosenki „Zielonego Balonika”. Tadeusz Boy-Żeleński pisze: Melodie zamieszczone w tym zbiorku zaczerpnięte są bądź z naszych popularnych, bądź też z paryskich motywów. [przypis edytorski]

      [2]

      Rakowski, Konrad (1875-1916) — krakowski krytyk teatralny, sportretowany w 1899 r. przez Stanisława Wyspiańskiego. [przypis edytorski]

      Close
      Please wait...