TPWL

Wolne Lektury potrzebują pomocy! Wesprzyj bezpłatną bibliotekę internetową i przeczytaj utwory napisane specjalnie dla Ciebie.

x

Spis treści

    1. Alkohol: 1
    2. Erotyzm: 1
    3. Flirt: 1
    4. Książka: 1
    5. Marzenie: 1
    6. Wstyd: 1

    Pisownia łączna / rozdzielna: w tem > wtem; dla tego > dlatego; jakgdyby > jak gdyby; czegoby > czego by; Ktoby > Kto by; słuchajno > słuchaj no; pisownia skrótów: i t. d. > itd. Pisownia joty: Aryów > Ariów; Interpunkcja: wiesz staruszku > wiesz, staruszku.

    Tadeusz Boy-ŻeleńskiSłówka (zbiór)Dziwna przygoda rodziny Połanieckich

    1

    Noc karnawałowa w zacnym polskim domu. Z przyległego salonu dochodzą dźwięki walca, głos wodzireja ryczący egzotyczne nazwy figur kotylionowych, szelest sukien falujących w tańcu itd. Książka, AlkoholSiedziałem, wpół drzemiąc, w wygodnym fotelu; wtem coś mignęło, zaszumiało tuż koło mnie i jakaś zapóźniona para przemknęła jak wicher, wywracając w pędzie, o zgrozo, butelkę doskonałego starego koniaku, którą zarezerwowałem do prywatnego użytku. Szacowny napój począł spływać powoli, oblewając strumieniem wspaniałą Prachtausgabe[1], leżącą jak przystało majestatycznie na stole polskiego domu. Spojrzałem: była to Rodzina Połanieckich. — Patrzałem z melancholią na grube welinowe karty, ociekające złotawym płynem, gdy nagle zdało mi się, iż słyszę najwyraźniej jakieś szmery, jak gdyby głosów wychodzących z kartek książki:

    2

    . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

    3

    — Panie Stachu!

    4

    — Co, panno Maryniu?

    5

    — Coś panu chciałam powiedzieć… W jednej chwili tak mi się strasznie w głowie zakręciło…

    6

    — Dziwna rzecz, bo mnie także… To pewno z tańca.

    7

    Wstyd, Marzenie, Flirt— Panie Stachu…

    8

    — Co, panno Maryniu…

    9

    — Kiedy się wstydzę…

    10

    — Nie wierzę, żeby panna Marynia mogła coś takiego pomyśleć, czego by się musiała wstydzić…

    11

    — Pan Stach taki dobry, że tak o mnie myśli… ale ja nie jestem taka… tak gdzieś głęboko, głęboko, to ja jestem bardzo zepsuta…

    12

    — Moja dziecino droga…

    13

    — Panie Stachu… ja chciałabym za mąż iść…

    14

    — Pójdzie pani, panno Maryniu…

    15

    — Ale ja chcę zaraz…

    16

    — Moja złota panno Maryniu, i ja także chciałbym, tak chciałbym, żeby pani znów wróciła ze mną do swego ukochanego Krzemienia…

    17

    — E, głupstwo Krzemień… nudna dziura… to nie dlatego… Aj, strach, jak mi się w głowie kręci… Panie Stachu —

    18

    — Co, panno Maryniu?

    19

    — . . . . . . . . . . . . . .

    20

    — . . . . . . . . . . . . . ?

    21

    — A bo czemu mnie pan Stach nigdy nie przytuli, nie popieści…

    22

    — Moja droga panno Maryniu… moja, bardzo moja… moja głowa najdroższa…

    23

    — Ale nie tak, panie Stachu, tak mocno, mocno, nie tak jak porządną kobietę, tak inaczej jakoś… ja sama nie wiem jak…

    24

    — Nie można, panno Maryniu… służba boża…

    25

    — A, prawda… służba boża…

    26

    . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

    27

    . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

    28

    — Oh, oh, oh, oh, (szlochanie).

    29

    — Maryniu, dziecko, co ci jest, dzie-dziecinko mo-moja. (Jakoś mi staremu język się plącze. I w głowie mi się czegoś nagle kręci. Pewnie będzie burza).

    30

    — Oh, oh, oh, panie profesorze, panie Waskowski, ja jestem taka nieszczęśliwa (szlochanie).

    31

    — Cóż to pannie Maryni jest? Niechże się przytuli do swojego starego profesora. O tak, jeszcze bliżej…

    32

    — Oh, oh, oh, panie profesorze, Stach mnie nie kocha…

    33

    — Co też Marynia za głupstwa plecie? Stach Maryni nie kocha? On, najmłodszy z Ariów?!

    34

    — A nie kocha…

    35

    — Co w tej głowie dzisiaj… Kto by nie kochał mojej dzieciny złotej?

    36

    — A Stach nie kocha (oh, oh, oh). Zresztą za co by mnie kochał…

    37

    — Iii! grzech takie rzeczy mówić! Za co? Oj ty, ty, ty. Za co? A za te oczka śliczne, a za to pysio różowe, a za ten karczek… a za te piersiątka… za te bioderka… za te nóżki małe… a za te łydeczki… ti, ti, ti… ty Aryjko mała, ty szelmutko jedna… a jak się to stroi, jakie to koronki, jakie hafciki… jakie majteczki… Ty, ty, ty kokotko mała…

    38

    — Panie profesorze, co pan robi… zobaczy kto… tak mi się strasznie w głowie kręci…

    39

    — Będzie burza…

    40

    . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

    41

    . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

    42

    Erotyzm— Panie Stachu!

    43

    — Co, Lituś?

    44

    — Tak mi jakoś dziwnie w główce…

    45

    — Chodź, kociaku, na kolana…

    46

    — A będzie pan Stach pieścił kociaka…

    47

    — Będę, Lituś.

    48

    — Tak dobrze u pana Stacha! Tak przyjemnie! To podwiązka. Panie Stachu, co pan robi… Nie można… nie można… panie Stachu… Panie Stachu! a jak ja powiem cioci Maryni, to co będzie?… Ha, ha, ha!… jaką pan Stach ma teraz niemądrą minę! A nieprawda, bo nic nie powiem, bo pana Stacha kocham i panu Stachowi wszystko wolno… I mnie tyż wszystko wolno, bo ja młodo umrę. Tak mi się w głowie kręci, jak wtedy na imieninach, jak piłam szampan… Panie Stachu, tak dziwnie… tak przyjemnie… pan taki strasznie kochany… co pan robi… Panie Stachuuuu…

    49

    . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

    50

    . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

    51

    — Bukacki! słuchaj no, co to jest?… co się tu dzieje? czy mnie się kręci w głowie, czy co, ale tu tak jakoś dziwnie…

    52

    — Nie przeszkadzaj im, Pławisiu, chodź na miasto… Pojedziemy… wiesz, staruszku… tam…

    53

    — Nie, nogi mi się czegoś plączą…

    54

    — No to zagrajmy w pikietę.

    55

    — Ale z rubikonem.

    56

    — Z rubikonem, staruszku, z rubikonem.

    57

    . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

    58

    . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

    59

    Szepty i szmery ucichły. Widocznie Rodzina Połanieckich, podeschnąwszy trochę, odzyskała równowagę duchową zachwianą na chwilę zetknięciem się z kilkoma kroplami starego koniaku. Podniosłem się z fotela i uczułem, że mnie samemu nogi się cokolwiek plączą…

    Pisane w r. 1907.

    Przypisy

    [1]

    Prachtausgabe (niem.) — luksusowe wydanie; książka w pięknej oprawie. [przypis edytorski]

    Close
    Please wait...