Blackout

Od 12 lat Wolne Lektury udostępniają książki nieodpłatnie i bez reklam
Jesteśmy najpopularniejszą biblioteką w Polsce: w 2019 roku 5,9 miliona unikalnych użytkowników odwiedziło nas 21 milionów razy. Wszyscy zasługujemy na bibliotekę, która gwarantuje dostęp do najwyższej jakości wydań cyfrowych.

Stoi przed nami realna groźba zamknięcia
Niestety, z milionów czytelników wspiera nas jedynie niewiele 190 osób. Środki, jakie do tej pory pozyskiwaliśmy ze źródeł publicznych, są coraz mniejsze.

Potrzebujemy pomocy Przyjaciół
Nie uda się utrzymać tej niezwykłej biblioteki bez Twojego wsparcia. Jeśli możesz sobie na to pozwolić, zacznij wspierać nas regularnie. Potrzeba minimum 1000 Przyjaciół, żeby Wolne Lektury dalej istniały.

Zostań naszym Przyjacielem!

Tak, chcę pomóc Wolnym Lekturom!
Nie chcę pomagać, chcę tylko czytać
Wesprzyj

Wspieraj Wolne Lektury

x

Spis treści

    1. Alkohol: 1
    2. Erotyzm: 1
    3. Flirt: 1
    4. Książka: 1
    5. Marzenie: 1
    6. Wstyd: 1

    Pisownia łączna / rozdzielna: w tem > wtem; dla tego > dlatego; jakgdyby > jak gdyby; czegoby > czego by; Ktoby > Kto by; słuchajno > słuchaj no; pisownia skrótów: i t. d. > itd. Pisownia joty: Aryów > Ariów; Interpunkcja: wiesz staruszku > wiesz, staruszku.

    Tadeusz Boy-ŻeleńskiSłówka (zbiór)Dziwna przygoda rodziny Połanieckich

    1

    Noc karnawałowa w zacnym polskim domu. Z przyległego salonu dochodzą dźwięki walca, głos wodzireja ryczący egzotyczne nazwy figur kotylionowych, szelest sukien falujących w tańcu itd. Książka, AlkoholSiedziałem, wpół drzemiąc, w wygodnym fotelu; wtem coś mignęło, zaszumiało tuż koło mnie i jakaś zapóźniona para przemknęła jak wicher, wywracając w pędzie, o zgrozo, butelkę doskonałego starego koniaku, którą zarezerwowałem do prywatnego użytku. Szacowny napój począł spływać powoli, oblewając strumieniem wspaniałą Prachtausgabe[1], leżącą jak przystało majestatycznie na stole polskiego domu. Spojrzałem: była to Rodzina Połanieckich. — Patrzałem z melancholią na grube welinowe karty, ociekające złotawym płynem, gdy nagle zdało mi się, iż słyszę najwyraźniej jakieś szmery, jak gdyby głosów wychodzących z kartek książki:

    2

    . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

    3

    — Panie Stachu!

    4

    — Co, panno Maryniu?

    5

    — Coś panu chciałam powiedzieć… W jednej chwili tak mi się strasznie w głowie zakręciło…

    6

    — Dziwna rzecz, bo mnie także… To pewno z tańca.

    7

    Wstyd, Marzenie, Flirt— Panie Stachu…

    8

    — Co, panno Maryniu…

    9

    — Kiedy się wstydzę…

    10

    — Nie wierzę, żeby panna Marynia mogła coś takiego pomyśleć, czego by się musiała wstydzić…

    11

    — Pan Stach taki dobry, że tak o mnie myśli… ale ja nie jestem taka… tak gdzieś głęboko, głęboko, to ja jestem bardzo zepsuta…

    12

    — Moja dziecino droga…

    13

    — Panie Stachu… ja chciałabym za mąż iść…

    14

    — Pójdzie pani, panno Maryniu…

    15

    — Ale ja chcę zaraz…

    16

    — Moja złota panno Maryniu, i ja także chciałbym, tak chciałbym, żeby pani znów wróciła ze mną do swego ukochanego Krzemienia…

    17

    — E, głupstwo Krzemień… nudna dziura… to nie dlatego… Aj, strach, jak mi się w głowie kręci… Panie Stachu —

    18

    — Co, panno Maryniu?

    19

    — . . . . . . . . . . . . . .

    20

    — . . . . . . . . . . . . . ?

    21

    — A bo czemu mnie pan Stach nigdy nie przytuli, nie popieści…

    22

    — Moja droga panno Maryniu… moja, bardzo moja… moja głowa najdroższa…

    23

    — Ale nie tak, panie Stachu, tak mocno, mocno, nie tak jak porządną kobietę, tak inaczej jakoś… ja sama nie wiem jak…

    24

    — Nie można, panno Maryniu… służba boża…

    25

    — A, prawda… służba boża…

    26

    . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

    27

    . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

    28

    — Oh, oh, oh, oh, (szlochanie).

    29

    — Maryniu, dziecko, co ci jest, dzie-dziecinko mo-moja. (Jakoś mi staremu język się plącze. I w głowie mi się czegoś nagle kręci. Pewnie będzie burza).

    30

    — Oh, oh, oh, panie profesorze, panie Waskowski, ja jestem taka nieszczęśliwa (szlochanie).

    31

    — Cóż to pannie Maryni jest? Niechże się przytuli do swojego starego profesora. O tak, jeszcze bliżej…

    32

    — Oh, oh, oh, panie profesorze, Stach mnie nie kocha…

    33

    — Co też Marynia za głupstwa plecie? Stach Maryni nie kocha? On, najmłodszy z Ariów?!

    34

    — A nie kocha…

    35

    — Co w tej głowie dzisiaj… Kto by nie kochał mojej dzieciny złotej?

    36

    — A Stach nie kocha (oh, oh, oh). Zresztą za co by mnie kochał…

    37

    — Iii! grzech takie rzeczy mówić! Za co? Oj ty, ty, ty. Za co? A za te oczka śliczne, a za to pysio różowe, a za ten karczek… a za te piersiątka… za te bioderka… za te nóżki małe… a za te łydeczki… ti, ti, ti… ty Aryjko mała, ty szelmutko jedna… a jak się to stroi, jakie to koronki, jakie hafciki… jakie majteczki… Ty, ty, ty kokotko mała…

    38

    — Panie profesorze, co pan robi… zobaczy kto… tak mi się strasznie w głowie kręci…

    39

    — Będzie burza…

    40

    . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

    41

    . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

    42

    Erotyzm— Panie Stachu!

    43

    — Co, Lituś?

    44

    — Tak mi jakoś dziwnie w główce…

    45

    — Chodź, kociaku, na kolana…

    46

    — A będzie pan Stach pieścił kociaka…

    47

    — Będę, Lituś.

    48

    — Tak dobrze u pana Stacha! Tak przyjemnie! To podwiązka. Panie Stachu, co pan robi… Nie można… nie można… panie Stachu… Panie Stachu! a jak ja powiem cioci Maryni, to co będzie?… Ha, ha, ha!… jaką pan Stach ma teraz niemądrą minę! A nieprawda, bo nic nie powiem, bo pana Stacha kocham i panu Stachowi wszystko wolno… I mnie tyż wszystko wolno, bo ja młodo umrę. Tak mi się w głowie kręci, jak wtedy na imieninach, jak piłam szampan… Panie Stachu, tak dziwnie… tak przyjemnie… pan taki strasznie kochany… co pan robi… Panie Stachuuuu…

    49

    . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

    50

    . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

    51

    — Bukacki! słuchaj no, co to jest?… co się tu dzieje? czy mnie się kręci w głowie, czy co, ale tu tak jakoś dziwnie…

    52

    — Nie przeszkadzaj im, Pławisiu, chodź na miasto… Pojedziemy… wiesz, staruszku… tam…

    53

    — Nie, nogi mi się czegoś plączą…

    54

    — No to zagrajmy w pikietę.

    55

    — Ale z rubikonem.

    56

    — Z rubikonem, staruszku, z rubikonem.

    57

    . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

    58

    . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

    59

    Szepty i szmery ucichły. Widocznie Rodzina Połanieckich, podeschnąwszy trochę, odzyskała równowagę duchową zachwianą na chwilę zetknięciem się z kilkoma kroplami starego koniaku. Podniosłem się z fotela i uczułem, że mnie samemu nogi się cokolwiek plączą…

    Pisane w r. 1907.

    Przypisy

    [1]

    Prachtausgabe (niem.) — luksusowe wydanie; książka w pięknej oprawie. [przypis edytorski]

    Close
    Please wait...