Skąd się biorą wolne lektury?


Nasza biblioteka, do której zaraz trafisz, działa dzięki stałemu wsparciu osób takich jak Ty! Dorzuć się, żebyśmy mogli ją dalej rozwijać i dodawać kolejne książki!

TAK, wpłacam
Nie, tym razem nie pomogę
Znajdź nas na YouTube

Audiobooki Wolnych Lektur znajdziesz na naszym kanale na YouTube.
Kliknij, by przejść do audiobooków i włączyć subskrypcję.

x
Śnieg → ← Wiosna

Spis treści

      Bruno JasieńskiBut w butonierceProzowierszem

      Od zielonej lampy
      na białym obrusie
      kładą się półkola
      ekstatyczne.
      Chryzantemy milczą.
      Pianino słucha.
      Biały mops na pomarańczowym taburecie.
      Granatowe niebo jest usiane gwiazdami, jak sztandar amerykański.
      Z okna trzeciego piętra wyjrzał lunatyk i nie spotkawszy księżyca wrócił w łoże małżeńskie, jak przyzwoity obywatel.
      A księżyca nie ma. —
      Księżyc ma stosunek z kotem na dachu sąsiedniej kamienicy.
      Zegar cyka:
      Już — czas. Już — czas.
      Teraz wrócę już zaraz ze swojego koncertu,
      pełen owacji,
      recytacji
      i wibracji,
      jak potrącona mandolina.
      Kiedy wbiegnę po schodach i stanę na progu.
      mops ugryzie mnie w łydkę,
      a ty podniesiesz się wolno ze swojego maleńkiego, utulnego fotelika.
      Będziesz wyższa i smuklejsza niż zwykle,
      a po końcach loków, co ci spadają na szyję, poznam, żeś na mnie czekała.
      Dlatego powiem jaknajojbojętniej:
      «Dzień dobry».
      I — «Śliczna pogoda…»
      A potem — «Strasznie mi się chce pić».
      Wtedy ty podejdziesz do mnie zupełnie blisko-blisko
      i bez słowa podasz mi swoje małe,
      wykrojone,
      ładne
      usta.
      Pochylam się nad nimi i piję,
      aż powoli lampa, mops i porcelanowy Paderewski zaczynają tańczyć jakiegoś dziwnego cake-walka,
      coraz prędzej, coraz prędzej,
      a pośrodku tego wszystkiego
      siedzi wielki czarny kot z zielonymi fosforyzującymi oczyma,
      które znam tak dobrze.
      Ale po trochu i te oczy zaczynają się powlekać lekką, puszystą mgłą,
      a skądś z daleka,
      z zaświatów
      słyszę cichy, mistyczny szept,
      jak szelest strun
      wieczorem.
      — Zanieś mnie na otomanę… —
      Close
      Please wait...