Wolne Lektury potrzebują pomocy...



Wolne Lektury utrzymują się z dobrowolnych darowizn i dotacji.


Na stałe wspiera nas 374 czytelników i czytelniczek.
Niestety, minimalną stabilność działania uzyskamy dopiero przy 1000 regularnych darczyńców.


Dołącz do darczyńców! Przyjaciele Wolnych Lektur zyskują wcześniejszy dostęp do nowych publikacji!
Potrzebujemy Twojej pomocy!

TAK, wpłacam
Tym razem nie pomogę, przechodzę prosto do biblioteki
Znajdź nas na YouTube

Audiobooki Wolnych Lektur znajdziesz na naszym kanale na YouTube.
Kliknij, by przejść do audiobooków.

x
Śnieg → ← Wiosna

Spis treści

      Bruno JasieńskiBut w butonierceProzowierszem

      Od zielonej lampy
      na białym obrusie
      kładą się półkola
      ekstatyczne.
      Chryzantemy milczą.
      Pianino słucha.
      Biały mops na pomarańczowym taburecie.
      Granatowe niebo jest usiane gwiazdami, jak sztandar amerykański.
      Z okna trzeciego piętra wyjrzał lunatyk i nie spotkawszy księżyca wrócił w łoże małżeńskie, jak przyzwoity obywatel.
      A księżyca nie ma. —
      Księżyc ma stosunek z kotem na dachu sąsiedniej kamienicy.
      Zegar cyka:
      Już — czas. Już — czas.
      Teraz wrócę już zaraz ze swojego koncertu,
      pełen owacji,
      recytacji
      i wibracji,
      jak potrącona mandolina.
      Kiedy wbiegnę po schodach i stanę na progu.
      mops ugryzie mnie w łydkę,
      a ty podniesiesz się wolno ze swojego maleńkiego, utulnego fotelika.
      Będziesz wyższa i smuklejsza niż zwykle,
      a po końcach loków, co ci spadają na szyję, poznam, żeś na mnie czekała.
      Dlatego powiem jaknajojbojętniej:
      «Dzień dobry».
      I — «Śliczna pogoda…»
      A potem — «Strasznie mi się chce pić».
      Wtedy ty podejdziesz do mnie zupełnie blisko-blisko
      i bez słowa podasz mi swoje małe,
      wykrojone,
      ładne
      usta.
      Pochylam się nad nimi i piję,
      aż powoli lampa, mops i porcelanowy Paderewski zaczynają tańczyć jakiegoś dziwnego cake-walka,
      coraz prędzej, coraz prędzej,
      a pośrodku tego wszystkiego
      siedzi wielki czarny kot z zielonymi fosforyzującymi oczyma,
      które znam tak dobrze.
      Ale po trochu i te oczy zaczynają się powlekać lekką, puszystą mgłą,
      a skądś z daleka,
      z zaświatów
      słyszę cichy, mistyczny szept,
      jak szelest strun
      wieczorem.
      — Zanieś mnie na otomanę… —
      Close
      Please wait...