Wolne Lektury potrzebują pomocy...


Potrzebujemy Twojej pomocy!

Na stałe wspiera nas 427 czytelników i czytelniczek.

Niestety, minimalną stabilność działania uzyskamy dopiero przy 1000 regularnych darczyńców. Dorzucisz się?

Tak, dorzucę się do Wolnych Lektur!
Tym razem nie pomogę, przechodzę prosto do biblioteki
Ufunduj e-książki dla dzieciaków

Lektury szkolne za darmo dla każdego dzieciaka? To możliwe dzięki wsparciu darczyńców takich jak Ty! Kliknij i dorzuć się >>>

x
Pieśń trzydziesta piąta. Pieśń Wija → ← Pieśń trzydziesta trzecia. Procesja

Spis treści

      Bianka RolandoBiała książkaPiekło Pieśń trzydziesta czwarta. Wij

      1
      Przed tak strasznym sakramentem padajcie wszyscy wraz
      Wije się ten najdłuższy, ściągając do siebie wszelkie prucia
      Wszelkie zło mu się przynależy w medalach właściwie
      osnową to jego trzonu, ciągle snującego się wokół swej osi
      5
      Straszliwe to jedwabniki snują jego zapętlenia wygodne
      Ciągle się nimi obwija, by swą dawną tuszę odzyskać
      Ściąga ze świata włóczki wielobarwne, posiadające grubość
      siniacząc nasze tyłki, krwotokami nadziewając pożegnania
      Ma w posiadaniu wielkie skarby i konta multiplikujące się
      10
      Gardząc wszystkimi, wychodzi z torebką, w której ma złoto
      w kieszonkach najdrobniejszych kradzieże dawne
      Wije się, wije, ściągając swe fałdy po dawnym duchu
      Teraz zbiera i zmiata wszystko skrywane i grzebie w tym
      z zegarmistrzowską precyzją wydłubuje z nich, chrupie
      15
      Jego pusta twarz odbija tylko najstraszniejsze wizerunki
      jest wśród nich cała galeria postaci, gestów do przymierzenia
      Wielkie wypukłe lustro wkuwane w niego, błyszczy innymi
      Wielkie cielsko jaka futrzanego z soplami po bokach nadciąga
      Z daleka ściąga najstraszniejsze filmy wideo, oparte na faktach
      20
      Chce każde sekundy rozciągać w nieskończoność skończoność
      Wygrzebany wędruje ciągle przez świat, posyłając mrówki
      Zmielony chochoł nadciąga burzami, krzykami w wyładowaniach
      Diagonale go zapowiadają w swych złamaniach i zatraceniach
      kierunki błędnie wyznaczone po to, by wpaść w doły
      25
      Słyszysz, jak szoruje swymi stopami, płaty skóry opadają
      Wielość jego naskórków niezmierzona, w głąb tylko szelesty
      Pozostawia po sobie zawsze te same ślady pachnące utwardzaczem
      Zbija zeszpecone, dawne piękności, twarze podrzucone mu pod
      Jego rozpacz skryta pod głębokimi szatami, szatanami narzuconymi
      30
      Pewnie najlepsi krawcy zszywają mu te silikonowe odlewy cierpienia
      w jedne masywne, kinetyczne stroiki, brzęczące wokół jak kastaniety
      Co za zręczność ciągłego przeskakiwania wobec regularnej krytyki
      to chyba jednak są ruchy w tańce zakluczone, a choreografia tajemna
      Bogactwo niezliczone obciąża jego tren ciągle gubiący się, zjadający się
      35
      W koszykach z supermarketów mu przywożą nowe ciężary z karmelu
      ciągle w nowe formy roztapiane na podwieczorek dla kolegów
      na posiedzenia rady zarządu spółek z ograniczoną odpowiedzialnością
      gdzie rozsiada się w fotelach zestawionych z ławek kościelnych
      Drzwi dwuskrzydłowe trzeba poszerzać dla niego na trzy skrzydła
      40
      Asystentka jego, wielka nierządnica — ma napisane na wizytówce
      Wszystkie narzędzia biurowe drżą, zwiastując nadchodzenie
      dusze skulone jeszcze bardziej odwracają się od niego
      szepcząc zapomniane paciorki, na które za późno w środku nocy gęstej
      Omota wszystko swą architekturą z najtańszej blachy falistej
      45
      skręcane rdzewiejącymi śrubami deformującymi do oporu
      Witaj nam, wielce nieurodzajny, skradający się powłóczyście
      w najgłębszych jaskiniach zdobywałeś swe liczne blizny
      lecz wśród brudu i futer zdzieranych masz tylko tanie drobiazgi
      Oto śnieżne rękawiczki na przydługie palce, uszyte na zamówienie
      50
      Śnieżne uśmiechy, które jak guziki trzymają tłuste warstwy ze sobą
      zwijają się ciągle, utrudniając jego chód, czyniąc go strojnym
      Któż odpowiednio przywita takiego niespodziewanego gościa?
      Bajaderowy jego bałagan, zalewany wielokrotnie Cointreau
      w końcu jest on wybitnym specjalistą od organizacji tego typu eventów
      55
      W scenografiach piekielnych cateringi z jego łojów odzyskiwanych
      w formie koreczków podawane, szczelnie się można nimi zatykać na zawsze
      Niewierni słudzy w gnilnych wieńcach, zabierający sobie jego skrawki
      łamią się nimi jak opłatkami, z jego skór wężowych, sezonowych
      wkładają je potem do wisiorków i niosą jak medaliki bluźniercze
      60
      Przed tak strasznym sakramentem padajcie wszyscy wraz
      marszcząc swe twarze w loki na podobieństwo do splątanego sobą
      splątanego swymi niezwykle skomplikowanymi fryzurami
      kształty wieży Babel, murów dzielących, krat więziennych układanych
      Solidne są te sztuczne włosia, bardziej wytrzymałe niż naturalne
      65
      Przesuwając się prawie majestatyczne, drąży za sobą koryto rzeki
      w której morskie tętniło życie, które zmarło wskutek oszustwa
      i wycieku ropy skrytej pod jego powiekami przydługimi
      On spowodował katastrofy tankowców, dryfujących kiedyś
      żeglowały po morzu jako możliwe li tylko ładownie nieoclone
      70
      Z ich czarnych dziur wylały się nieczystości na odcięte tereny
      po których Wij przechadza się jak w dawnym raju, podziwiając się
      ciągle od nowa podziwiając swój wlokący się czarny masyw górski
      Spod T-shirtu wychodzi mu kark owłosiony krecim futrem
      woskowanym wielokrotnie, wielostronnie
      Zamknij
      Proszę czekać…
      x