Wolne Lektury potrzebują pomocy...


Potrzebujemy Twojej pomocy!

Na stałe wspiera nas 427 czytelników i czytelniczek.

Niestety, minimalną stabilność działania uzyskamy dopiero przy 1000 regularnych darczyńców. Dorzucisz się?

Tak, dorzucę się do Wolnych Lektur!
Tym razem nie pomogę, przechodzę prosto do biblioteki
Dołącz

Dzisiaj aż 15 770 dzieciaków dzięki wsparciu osób takich jak Ty znajdzie darmowe książki na Wolnych Lekturach — dołącz do Przyjaciół Wolnych Lektur i zapewnij darmowy dostęp do książek milionom uczennic i uczniów dzisiaj i każdego dnia [kliknij, by dowiedzieć się więcej]

x
Pieśń jedenasta. Bruna śpiewa pierwszą pieśń wojenną → ← Pieśń dziewiąta. Pseudohelios wyje

Spis treści

      Bianka RolandoBiała książkaPiekłoPieśń dziesiąta. Piekło pseudoheliosa

      1
      Określając me śluzy ciągle skapujące
      e
      e
      Zapadające się litery w sobie noszę tu
      5
      cały czas, przy sobie mam swój koniec
      Skrzywione usta tak trudno narysować
      Jakim ołówkiem szkicować ich kształt
      granitowo-fioletowy i obawiający się?
      Oto nadszedł głuchy dźwięk z zimna
      10
      Więziony w sobie, własne żebra-kraty
      Wisi przede mną żółty abażur pradawny
      Jakieś istnienie rozumne i przebiegłe
      szeleści, zadając mi rany, ramy wąskie
      cytując i śpiewając — tatuując we mnie
      15
      słowami i pieśniami miażdżącymi się
      teraz odwrotnie rozciągane, za ogony
      na szorstką stronę, która nie pozwala
      na noszenie ich bez otarć i zniszczenia
      Trzeba zawsze było sprawdzać metkę
      20
      kraj pochodzenia tych tkanin skrytych
      zakazywanych i wytrzymałych jak juta
      Noszę ze sobą zawsze swój koniec
      Widzę ciągłe tylko zakończenia ze mną
      z głównym bohaterem filmu amatorskiego
      25
      w którym wtórują głosy zamazywane
      tylko zakończenia mi pozostają
      puszczane w ciągłych pętlach
      one zaciskają
      piekło
      śpiew z dziwnym raczej niespotykanym akcentem
      30
      gdzież się podział ów, ten helios pierdolony, pragnący spalić świat?
      nauczymy cię dyscypliny, my, krwawe owoce lychee, organizujące
      spotkania po latach i uczty zakrapiane winami poświęconymi
      sraj ze strachu, nadchodzimy na ciebie, znów w odwiedziny
      żeby ci było jeszcze bardziej przykro i byś był bardziej samotny
      35
      przyzwyczaj się do naszej obecności cierpkiej i karzącej
      hi, hi, będziemy dydaktyczni bardzo, oczekuj tego, tylko tego
      ohydne, niby takie silne i oświecone, teraz płacze to nieżyjątko
      dogonimy cię i będziemy niszczyć, aż nie będziesz w stanie piać
      ze strachu, że noc się nie kończy, a złe sny są takie namacalne
      40
      i szeleszczą złowieszczo w przepoconych, długich palcach
      wydrapiemy jego gardło językami z płomieni, samozaciskami
      aż skuli się do niemożliwości, aż będzie wzywać swe dzieci
      my z jego ust wszystko pochwycimy, spożyjemy łapczywie
      napełniamy się bowiem sokiem jego, prawie że pęczniejemy
      45
      w naszym wiecznym głodzie, w trwaniu zakonserwowane
      i niezmiennie perwersyjne w rekonstrukcjach
      Zamknij
      Proszę czekać…
      x