Wesprzyj Wolne Lektury 1,5% podatku — to nic nie kosztuje! Wpisz KRS 00000 70056 i nazwę fundacji Wolne Lektury do deklaracji podatkowej. Masz czas tylko do końca kwietnia :)

Szacowany czas do końca: -
Bianka Rolando, Biała książka, Czyściec, Pieśń dwudziesta trzecia. Pieśń z sutkiem w ustach
Pieśń dwudziesta czwarta. Bianca odwraca się kolejny raz na palcu → ← Pieśń dwudziesta druga. Bar mleczny na peryferiach

Spis treści

      Bianka RolandoBiała książkaPiekłoPieśń dwudziesta trzecia. Pieśń z sutkiem w ustach

      bełkocząc
      1
      Już nie wymiotuj, proszę, patrząc na mnie
      na tę przepełnioną bańkę mleczną, maślaną
      Wielkie złoża dobroczynnych elementów
      odkładają się we mnie niczym brud
      5
      Jestem tym, który chciał posiąść bogactwa
      Całego świata rodzynki i pieczywa białe
      kradłem, niszczyłem, zdobywałem wiele
      wypełniając się słodkim mlekiem, miodem
      po brzegi, po krawędzie dobrobytu, wykipienia
      10
      Złoto zlewało się z bielą w mieszankach
      kruszcu, jedzenia, maseczek na usta, na oczy
      przykładanych przez czarnych niewolników
      Diamentowa rozpusta kusiła mruganiem
      słodkim teatrem zależności i manipulacji
      15
      Za złoto, bursztyny sprzedawane dusze
      za tłustą pierś pełną sączącego się nasycenia
      w korzeniach swoich ma głód i strach
      Kanaliki mleczne schowane są głęboko
      Moje lśniące, pachnące życie kończyło się
      20
      nowotwór żołądka i układu pokarmowego
      Najbardziej znani na świecie lekarze wróżyli
      kuracje alternatywne, milkwaye
      przedłużenie mi w komfortowy sposób życia
      Wiedziałem, że czekają mnie bóle porodowe
      25
      wraz z żoną zadecydowaliśmy o eutanazji
      w szwajcarskiej klinice z różowym widokiem
      Obserwować sobie te jeziora mgłą zasunięte
      Taka refleksyjność nachodziła wtedy człowieka
      tak miękko i przyjemnie odchodzi się w ziemię
      30
      Po co zwoływać ciężkie myśli w szyki bojowe
      w ramach dawnej pieśni skruchy?
      Me złoto w mojej pelerynie wisiało, dekorowało
      Złote runo musiałem zostawić, z uśmiechem
      żegnałem się z najbliższymi, całując ich lekko
      35
      po miękkich, rumianych policzkach
      Słońce zachodziło nastrojowo na obrazku
      Ktoś nawet wspomniał o wielkiej słuszności
      Gdy wszyscy na palcach odchodzili cichutko
      kroki prawie dekoracyjne, baletowe, wycofane
      40
      przyszedł do mnie uśmiechnięty blondyn
      niosąc w ręku me oświecone zbawienie i spokój
      Podłączył do złotych żył, ropa w nich płynęła
      Wykonana ręcznie z kryształu górskiego kroplówka
      z rureczkami splatanymi w warkoczach ścisłych
      45
      Cenna substancja kropla po kropli dozowana dla mnie
      Ciepło i przyjemnie zasnąłem pełen wygody
      wtedy nagle nastąpiło gwałtowne drgnięcie
      zerwałem się z siebie, zobaczyłem się w korytarzu
      ktoś dopytywał się o mnie, a ja nie byłem gotowy
      50
      Wiedziałem, że jestem nagi w szpitalnym raju
      Skryłem się wśród kryształowych kroplówek
      wśród jedwabnych rurek od sprzętów medycznych
      Te wszystkie konstrukcje skłębiły się razem
      tworząc wielkie wymiono, uczę się ssać
      55
      z trudem zdobywania pokarmu i zmęczeniem
      Gryzę z bólu wielki sutek, on łagodzi mój ból
      przeżarcia, przepełnienia, wygodnej spiżarni
      Ten ból niedonoszenia mego życia jak ciąży
      Kiedyś skończy się ten pokarm, a ja będę mógł
      60
      być nowo narodzonym, z którego się cieszą
      zabierają go ze szpitala do siebie, do domu
      skurczonego i zależnego w kocach ciepłych
      pachnącymi tłuszczami dosyconymi
      x