Wolne Lektury potrzebują pomocy...



Wolne Lektury utrzymują się z dobrowolnych darowizn i dotacji.


Na stałe wspiera nas 400 czytelników i czytelniczek.
Niestety, minimalną stabilność działania uzyskamy dopiero przy 1000 regularnych darczyńców.


Dołącz do darczyńców! Przyjaciele Wolnych Lektur zyskują wcześniejszy dostęp do nowych publikacji!
Potrzebujemy Twojej pomocy!

TAK, wpłacam
Tym razem nie pomogę, przechodzę prosto do biblioteki
Informacje o nowościach

Informacje o nowościach w naszej bibliotece w Twojej skrzynce mailowej? Nic prostszego, zapisz się do newslettera. Kliknij, by pozostawić swój adres e-mail.

x
Pieśń VI (Co by ty, urodziwa Hanno, na to dała...) → ← Pieśń IV (Kiedy by kogo Bóg był swymi słowy...)

Spis treści

      Jan KochanowskiPieśń V[1]

      Panie, jako barzo błądzą,
      Którzy Cię niedbałym sądzą;
      A iż prawie żadnej rzeczy
      Nie chcesz mieć na swojej pieczy.
      Nie wiem, czego więcej trzeba,
      Przeciwko nim świadczą nieba;
      Świadczą gwiazdy niezliczone,
      Na powietrzu zapalone.
      Kiedy słońce swego wschodu
      Albo chybiło zachodu?
      Kiedy miesiąc[2] jasne rogi
      Skłonił od swej zwykłej drogi?
      Toż nam i ziemia zeznawa,
      Która pewnych czasów[3] dawa
      Zboża w wielkiej obfitości,
      Synom ludzkim ku żywności.
      Niechaj źli we złocie chodzą
      I nad lepszymi przewodzą;
      Jednak złe sumnienie mają,
      Sądu Twego sie lękają.
      A ja patrzając z daleka
      Na szczęście złego człowieka;
      Im dalej, tymem pewniejszy,
      Że jest żywot pośledniejszy[4].
      Wzywałem Cię, wieczny Boże,
      Idąc wieczór na swe łoże;
      Wzywałem Cię o północy,
      A byłeś mi ku pomocy.
      Nieprzyjaciel stał nade mną,
      Mógł uczynić wszytko ze mną;
      Spałem jako zarzezany[6],
      On mi nie śmiał zadać rany.
      A na pierwsze me ocknienie
      I słów kilka przemówienie,
      Panie, znać, żeś mię Ty bronił:
      Uciekł, a nikt go nie gonił.
      A co mnie był nagotował,
      To sam mało nie skosztował;
      Bowiem od wielkiego strachu
      Wypadł oknem na dół z gmachu.
      Ani miecz, ani mię siła
      Złej przygody obroniła,
      Jeno szczyra łaska Twoja,
      Co wyznawa dusza moja
      I pójdę do domu Twego,
      A w pośrzodku zboru[7] wszego
      Będęć, mój Panie, dziękował,
      Z łaski Twej żeś mię zachował.
      A ludzie zapamiętali[8],
      Którzy spraw Twych nie poznali,
      Niechaj dziś na oko[9] znają,
      Że Cię dobrzy stróżem mają.
      A przepuścisz li co na nie,
      Zlitujesz sie zasię, Panie;
      Jako więc i złym sowito
      Płacisz zatrzymane[10] myto.

      Przypisy

      [1]

      W przypisach gwiazdką oznaczono wyrazy, które są używane do dziś, ale których znaczenie w utworze jest odmienne od znaczenia obecnego. [przypis edytorski]

      [2]

      miesiąc (daw.) — księżyc. [przypis redakcyjny]

      [3]

      pewnych czasów (starop.) — w określonych porach. [przypis redakcyjny]

      [4]

      pośledniejszy (starop.)— ostateczny, tu: pośmiertny. [przypis redakcyjny]

      [5]

      gdzie — tu: gdy. [przypis redakcyjny]

      [6]

      zarzezany — zabity (nożem). [przypis redakcyjny]

      [7]

      zbór (daw.) — zgromadzenie wierzących. [przypis redakcyjny]

      [8]

      zapamiętali — nie pamiętający (o dobrodziejstwach Boga). [przypis redakcyjny]

      [9]

      na oko — na własne oczy. [przypis redakcyjny]

      [10]

      zatrzymane myto — wstrzymana zapłata. [przypis redakcyjny]

      Close
      Please wait...
      x