Wolne Lektury potrzebują pomocy...

Wspólnie budujemy najpopularniejszą bibliotekę internetową w Polsce.

Dzięki Twojej wpłacie uwolnimy kolejną książkę. Przeczytają ją tysiące dzieciaków!


Dorzucisz się?

Jasne, dorzucam się!
Tym razem nie, chcę przejść do biblioteki
Informacje o nowościach

Informacje o nowościach w naszej bibliotece w Twojej skrzynce mailowej? Nic prostszego, zapisz się do newslettera. Kliknij, by pozostawić swój adres e-mail.

x
Świtezianka → ← Rybka

Spis treści

    1. Anioł: 1
    2. Bóg: 1 2 3
    3. Córka: 1
    4. Czary: 1
    5. Dziewictwo: 1
    6. Ksiądz: 1
    7. Miasto: 1 2 3
    8. Przywódca: 1
    9. Religia: 1 2
    10. Rośliny: 1
    11. Samobójstwo: 1
    12. Walka: 1
    13. Woda: 1
    14. Wojna: 1
    15. Żołnierz: 1

    Adam MickiewiczBallady i romanseŚwiteź

    Do Michała Wereszczaki

    WodaKtokolwiek będziesz w Nowogródzkiej stronie,
    Do Płużyn ciemnego boru
    Wjechawszy, pomnij zatrzymać twe konie,
    By się przypatrzyć jezioru.
    Świteź tam jasne rozprzestrzenia łona,
    W wielkiego kształcie obwodu,
    Gęstą po bokach puszczą oczerniona,
    A gładka jak szyba lodu.
    Jeżeli nocną przybliżysz się dobą
    I zwrócisz ku wodom lice:
    Gwiazdy nad tobą i gwiazdy pod tobą
    I dwa obaczysz księżyce.
    Niepewny, czyli szklanna spod twej stopy
    Pod niebo idzie równina,
    Czyli też niebo swoje szklanne stropy
    Aż do nóg twoich ugina;
    Gdy oko brzegów przeciwnych nie sięga,
    Dna nie odróżnia od szczytu:
    Zdajesz się wisieć w środku niebokręga,
    W jakiejś otchłani błękitu.
    Tak w noc, pogodna jeśli służy pora,
    Wzrok się przyjemnie ułudzi…
    CzaryLecz, żeby w nocy jechać do jeziora,
    Trzeba być najśmielszym z ludzi.
    Bo jakie szatan wyprawia tam harce!
    Jakie się larwy[1] szamocą!
    Drżę cały, kiedy bają o tém starce,
    I strach wspominać przed nocą.
    Nieraz śród wody gwar jakoby w mieście,
    Ogień i dym bucha gęsty,
    I zgiełk walczących i wrzaski niewieście
    I dzwonów gwałt i zbrój chrzęsty.
    Nagle dym spada, hałas się uśmierza,
    Na brzegach tylko szum jodły,
    W wodach gadanie cichego pacierza,
    I dziewic żałośne modły.
    Co to ma znaczyć? różni różnie plotą:
    Cóż, kiedy nie był nikt na dnie;
    Biegają wieści pomiędzy prostotą,
    Lecz któż z nich prawdę odgadnie?
    Pan na Płużynach, którego pradziady
    Były Świtezi dziedzice,
    Z dawna przemyślał i zasięgał rady,
    Jak te zbadać tajemnice.
    Kazał przybory w bliskiem robić mieście,
    I wielkie sypał wydatki:
    Związano niewód, głęboki stóp dwieście,
    Budują czółny i statki.
    Ksiądz, ReligiaJa ostrzegałem: że w tak wielkiem dziele
    Dobrze, kto z Bogiem poczyna;
    Dano więc na mszę w niejednym kościele,
    I ksiądz przyjechał z Cyryna[2].
    Stanął na brzegu, ubrał się w ornaty,
    Przeżegnał, pracę pokropił;
    Pan daje hasło: odbijają baty[3],
    Niewód się z szumem zatopił.
    Topi się, pławki[4] na dół z sobą spycha,
    Tak przepaść wody głęboka;
    Prężą się liny, niewód idzie z cicha,
    Pewnie nie złowią ni oka[5].
    Na brzeg oboje wyjęto już skrzydło,
    Ciągną ostatek więcierzy:
    Powiemże jakie złowiono straszydło?
    Choć powiem, nikt nie uwierzy.
    Powiem jednakże. Nie straszydło wcale,
    Żywa kobieta w niewodzie,
    Twarz miała jasną, usta jak korale,
    Włos biały skąpany w wodzie.
    Do brzegu dąży. A gdy jedni z trwogi
    Na miejscu stanęli głazem,
    Drudzy zwracają ku ucieczce nogi,
    Łagodnym rzecze wyrazem:
    „Młodzieńcy! wiecie, że tutaj bezkarnie
    Dotąd nikt statku nie spuści:
    Każdego śmiałka jezioro zagarnie
    Do nieprzebrnionych czeluści.
    I ty, zuchwały, i twoja gromada
    Wraz byście poszli w głębinie[6]:
    Lecz, że to kraj był twojego pradziada,
    Że w tobie nasza krew płynie;
    Bóg, ReligiaChoć godna kary jest ciekawość pusta,
    Lecz, żeście z Bogiem poczęli,
    Bóg wam przez moje opowiada usta,
    Dzieje tej cudnej topieli.
    MiastoNa miejscach, które dziś piaskiem zaniosło,
    Gdzie car[7] i trzcina zarasta,
    Po których teraz wasze biega wiosło,
    Stał okrąg pięknego miasta.
    Świteź, i w sławne orężem ramiona
    I w kraśne twarze bogata,
    Niegdyś od książąt Tuhanów[8] rządzona,
    Kwitnęła przez długie lata.
    Nie ćmił widoku ten ostęp ponury:
    Przez żyzne wskroś okolice
    Przywódca, Wojna, ŻołnierzWidać stąd było Nowogródzkie mury,
    Litwy naówczas stolicę.
    Raz niespodzianie obiegł tam Mendoga
    Potężnem wojskiem car z Rusi;
    Na całą Litwę wielka padła trwoga,
    Że Mendog poddać się musi.
    Nim ściągnął wojsko z odległej granicy,
    Do ojca mego napisze:
    — »Tuhanie! w tobie obrona stolicy,
    Śpiesz, zwołaj twe towarzysze«. —
    Skoro przeczytał Tuhan list książęcy
    I wydał rozkaz do wojny,
    Stanęło zaraz mężów pięć tysięcy,
    A każdy konny i zbrojny.
    Uderzą w trąby, rusza młódź, już w bramie
    Błyska Tuhana proporzec,
    Lecz Tuhan stanie i ręce załamie,
    I znowu jedzie na dworzec.
    I mówi do mnie: — »Jaż własnych mieszkańców
    Dla obcej zgubię odsieczy?
    Wszak wiesz, że Świteź nie ma innych szańców,
    Prócz naszych piersi i mieczy.
    Anioł, Bóg, Córka, MiastoJeśli rozdzielę szczupłe wojsko moje,
    Krewnemu nie dam obrony;
    A jeśli wszyscy pociągniem na boje,
    Jak będą córy i żony?«
    — Ojcze, odpowiem, lękasz się niewcześnie,
    Idź, kędy sława cię woła,
    Bóg nas obroni: dziś nad miastem we śnie,
    Widziałam jego anioła.
    Okrążył Świteź miecza błyskawicą,
    I nakrył złotemi pióry,
    I rzekł mi: póki męże za granicą,
    Ja bronię żony i córy. —
    Miasto, WalkaUsłuchał Tuhan, i za wojskiem goni;
    Lecz gdy noc spada ponura,
    Słychać gwar z dala, szczęk i tętent koni,
    I zewsząd straszny wrzask: ura!
    Zagrzmią tarany, padły bram ostatki,
    Zewsząd pocisków grad leci,
    Biegą na dworzec starce, nędzne matki,
    Dziewice i drobne dzieci.
    »Gwałtu! wołają, zamykajcie bramę,
    Tuż, tuż, za nami Ruś wali.
    Ach! zgińmy lepiej, zabijmy się same,
    Śmierć nas od hańby ocali«.
    Bóg, SamobójstwoNatychmiast wściekłość bierze miejsce strachu;
    Miecą bogactwa na stosy,
    Przynoszą żagwie i płomień do gmachu,
    I krzyczą strasznemi głosy:
    »Przeklęty będzie, kto się nie dobije!«
    Broniłam, lecz próżny opór:
    Klęczą, na progach wyciągają szyje,
    A drugie przynoszą topór.
    Gotowa zbrodnia… Czyli wezwać hordy
    I podłe przyjąć kajdany,
    Czy bezbożnemi wytępić się mordy?…
    Panie, zawołam, nad pany:
    Jeśli nie możem ujść nieprzyjaciela,
    O śmierć błagamy u Ciebie,
    Niechaj nas lepiej Twój piorun wystrzela,
    Lub żywych ziemia pogrzebie!
    Wtem, jakaś białość nagle mnie otoczy,
    Dzień zda się spędzać noc ciemną:
    Spuszczam ku ziemi przerażone oczy…
    Już ziemi nie ma pode mną!…
    DziewictwoRoślinyTakeśmy uszły zhańbienia i rzezi.
    Widzisz to ziele dokoła,
    To są małżonki i córki Świtezi,
    Które Bóg przemienił w zioła.
    Białawem kwieciem, jak białe motylki,
    Unoszą się nad topielą;
    List[9] ich zielony, jak jodłowe szpilki,
    Kiedy je śniegi pobielą.
    Za życia cnoty niewinnej obrazy,
    Jej barwę mają po zgonie,
    W ukryciu żyją i nie cierpią skazy,
    Śmiertelne nie tkną ich dłonie.
    Doświadczył tego car i ruska zgraja,
    Gdy piękne ujrzawszy kwiecie,
    Ten rwie i szyszak stalony umaja,
    Ten wianki na skronie plecie:
    Kto tylko ściągnął do głębini ramie,
    Tak straszna jest kwiatów władza,
    Że go natychmiast choroba wyłamie,
    I śmierć gwałtowna ugadza.
    Choć czas te dzieje wymazał z pamięci,
    Pozostał sam odgłos kary,
    Dotąd w swych baśniach prostota go święci,
    I kwiaty nazywa Cary”. —
    To mówiąc, pani z wolna się oddala,
    Topią się statki i sieci,
    Szum słychać w puszczy, poburzona fala
    Z łoskotem na brzegi leci.
    Jezioro do dna pękło na kształt rowu,
    Lecz próżno za nią wzrok goni,
    Wpadła i falą nakryła się znowu,
    I więcej nie słychać o niéj.

    Przypisy

    [1]

    larwy — straszydła. [przypis redakcyjny]

    [2]

    Cyryn — miasteczko w Nowogródzkiem, z kościołem parafialnym. Do parafii cyryńskiej należały Płużyny. [przypis redakcyjny]

    [3]

    baty — czółna. [przypis redakcyjny]

    [4]

    pławki (pławy, pławuki) — kawałki kory przytwierdzane do górnej krawędzi sieci w celu utrzymania jej na wodzie. [przypis redakcyjny]

    [5]

    Pewnie nie złowią ni oka — zwrot ludowy, używany na Białej Rusi i Podolu; oko — waga trzech funtów. [przypis redakcyjny]

    [6]

    głębinia (forma białorus.) — głębina. [przypis redakcyjny]

    [7]

    car — podbiał (ziele). [przypis redakcyjny]

    [8]

    od książąt Tuhanów — aluzja do Tuhanowicz, wsi należącej do Wereszczaków, gdzie przebywała Maryla. [przypis redakcyjny]

    [9]

    List (stpol.) — liść (por.: listopad). [przypis redakcyjny]

    Close
    Please wait...