Aby móc stabilnie działać w 2026 roku, potrzebujemy Twojego wsparcia!
dowiedz się więcej

Wpłać
 
600 000 zł

Cześć ludzie!

Tu Patyczak, Brudne Dzieci Sida! Lubię biegać, lubię grać, ale czytać wprost uwielbiam. Dlatego wspieram skromnym, ale za to regularnym comiesięcznym zleceniem stałym Fundację Wolne Lektury. Napisałem nawet wiersz:

Czy wolisz czytać w domu, czy na łonie natury,
Zapraszam! Wspierajmy razem Fundację Wolne Lektury!

Wspieram Wolne Lektury!
Szacowany czas do końca: -
Adam Mickiewicz, Ballady i romanse, Świteź
Świtezianka → ← Romantyczność

Spis treści

    1. Anioł: 1
    2. Bóg: 1 2 3
    3. Córka: 1
    4. Czary: 1
    5. Dziewictwo: 1
    6. Ksiądz: 1
    7. Miasto: 1 2 3
    8. Przywódca: 1
    9. Religia: 1 2
    10. Rośliny: 1
    11. Samobójstwo: 1
    12. Walka: 1
    13. Woda: 1
    14. Wojna: 1
    15. Żołnierz: 1

    Adam MickiewiczBallady i romanseŚwiteź

    Do Michała Wereszczaki

    1
    WodaKtokolwiek będziesz w Nowogródzkiej stronie,
    Do Płużyn ciemnego boru
    Wjechawszy, pomnij zatrzymać twe konie,
    By się przypatrzyć jezioru.
    5
    Świteź tam jasne rozprzestrzenia łona,
    W wielkiego kształcie obwodu,
    Gęstą po bokach puszczą oczerniona,
    A gładka jak szyba lodu.
    Jeżeli nocną przybliżysz się dobą
    10
    I zwrócisz ku wodom lice:
    Gwiazdy nad tobą i gwiazdy pod tobą
    I dwa obaczysz księżyce.
    Niepewny, czyli szklanna spod twej stopy
    Pod niebo idzie równina,
    15
    Czyli też niebo swoje szklanne stropy
    Aż do nóg twoich ugina;
    Gdy oko brzegów przeciwnych nie sięga,
    Dna nie odróżnia od szczytu:
    Zdajesz się wisieć w środku niebokręga,
    20
    W jakiejś otchłani błękitu.
    Tak w noc, pogodna jeśli służy pora,
    Wzrok się przyjemnie ułudzi…
    CzaryLecz, żeby w nocy jechać do jeziora,
    Trzeba być najśmielszym z ludzi.
    25
    Bo jakie szatan wyprawia tam harce!
    Jakie się larwy[1] szamocą!
    Drżę cały, kiedy bają o tém starce,
    I strach wspominać przed nocą.
    Nieraz śród wody gwar jakoby w mieście,
    30
    Ogień i dym bucha gęsty,
    I zgiełk walczących i wrzaski niewieście
    I dzwonów gwałt i zbrój chrzęsty.
    Nagle dym spada, hałas się uśmierza,
    Na brzegach tylko szum jodły,
    35
    W wodach gadanie cichego pacierza,
    I dziewic żałośne modły.
    Co to ma znaczyć? różni różnie plotą:
    Cóż, kiedy nie był nikt na dnie;
    Biegają wieści pomiędzy prostotą,
    40
    Lecz któż z nich prawdę odgadnie?
    Pan na Płużynach, którego pradziady
    Były Świtezi dziedzice,
    Z dawna przemyślał i zasięgał rady,
    Jak te zbadać tajemnice.
    45
    Kazał przybory w bliskiem robić mieście,
    I wielkie sypał wydatki:
    Związano niewód, głęboki stóp dwieście,
    Budują czółny i statki.
    Ksiądz, ReligiaJa ostrzegałem: że w tak wielkiem dziele
    50
    Dobrze, kto z Bogiem poczyna;
    Dano więc na mszę w niejednym kościele,
    I ksiądz przyjechał z Cyryna[2].
    Stanął na brzegu, ubrał się w ornaty,
    Przeżegnał, pracę pokropił;
    55
    Pan daje hasło: odbijają baty[3],
    Niewód się z szumem zatopił.
    Topi się, pławki[4] na dół z sobą spycha,
    Tak przepaść wody głęboka;
    Prężą się liny, niewód idzie z cicha,
    60
    Pewnie nie złowią ni oka[5].
    Na brzeg oboje wyjęto już skrzydło,
    Ciągną ostatek więcierzy:
    Powiemże jakie złowiono straszydło?
    Choć powiem, nikt nie uwierzy.
    65
    Powiem jednakże. Nie straszydło wcale,
    Żywa kobieta w niewodzie,
    Twarz miała jasną, usta jak korale,
    Włos biały skąpany w wodzie.
    Do brzegu dąży. A gdy jedni z trwogi
    70
    Na miejscu stanęli głazem,
    Drudzy zwracają ku ucieczce nogi,
    Łagodnym rzecze wyrazem:
    «Młodzieńcy! wiecie, że tutaj bezkarnie
    Dotąd nikt statku nie spuści:
    75
    Każdego śmiałka jezioro zagarnie
    Do nieprzebrnionych czeluści.
    I ty, zuchwały, i twoja gromada
    Wraz byście poszli w głębinie[6]:
    Lecz, że to kraj był twojego pradziada,
    80
    Że w tobie nasza krew płynie;
    Bóg, ReligiaChoć godna kary jest ciekawość pusta,
    Lecz, żeście z Bogiem poczęli,
    Bóg wam przez moje opowiada usta,
    Dzieje tej cudnej topieli.
    85
    MiastoNa miejscach, które dziś piaskiem zaniosło,
    Gdzie car[7] i trzcina zarasta,
    Po których teraz wasze biega wiosło,
    Stał okrąg pięknego miasta.
    Świteź, i w sławne orężem ramiona
    90
    I w kraśne twarze bogata,
    Niegdyś od książąt Tuhanów[8] rządzona,
    Kwitnęła przez długie lata.
    Nie ćmił widoku ten ostęp ponury:
    Przez żyzne wskroś okolice
    95
    Przywódca, Wojna, ŻołnierzWidać stąd było Nowogródzkie mury,
    Litwy naówczas stolicę.
    Raz niespodzianie obiegł[9] tam Mendoga
    Potężnem wojskiem car z Rusi;
    Na całą Litwę wielka padła trwoga,
    100
    Że Mendog poddać się musi.
    Nim ściągnął wojsko z odległej granicy,
    Do ojca mego napisze:
    — »Tuhanie! w tobie obrona stolicy,
    Śpiesz, zwołaj twe towarzysze«. —
    105
    Skoro przeczytał Tuhan list książęcy
    I wydał rozkaz do wojny,
    Stanęło zaraz mężów pięć tysięcy,
    A każdy konny i zbrojny.
    Uderzą w trąby, rusza młódź, już w bramie
    110
    Błyska Tuhana proporzec,
    Lecz Tuhan stanie i ręce załamie,
    I znowu jedzie na dworzec.
    I mówi do mnie: — »Jaż własnych mieszkańców
    Dla obcej zgubię odsieczy?
    115
    Wszak wiesz, że Świteź nie ma innych szańców,
    Prócz naszych piersi i mieczy.
    Anioł, Bóg, Córka, MiastoJeśli rozdzielę szczupłe wojsko moje,
    Krewnemu nie dam obrony;
    A jeśli wszyscy pociągniem na boje,
    120
    Jak będą córy i żony?«
    — Ojcze, odpowiem, lękasz się niewcześnie,
    Idź, kędy sława cię woła,
    Bóg nas obroni: dziś nad miastem we śnie,
    Widziałam jego anioła.
    125
    Okrążył Świteź miecza błyskawicą,
    I nakrył złotemi pióry,
    I rzekł mi: póki męże za granicą,
    Ja bronię żony i córy. —
    Miasto, WalkaUsłuchał Tuhan, i za wojskiem goni;
    130
    Lecz gdy noc spada ponura,
    Słychać gwar z dala, szczęk i tętent koni,
    I zewsząd straszny wrzask: ura!
    Zagrzmią tarany, padły bram ostatki,
    Zewsząd pocisków grad leci,
    135
    Biegą na dworzec starce, nędzne matki,
    Dziewice i drobne dzieci.
    »Gwałtu! wołają, zamykajcie bramę,
    Tuż, tuż, za nami Ruś wali.
    Ach! zgińmy lepiej, zabijmy się same,
    140
    Śmierć nas od hańby ocali«.
    Bóg, SamobójstwoNatychmiast wściekłość bierze miejsce strachu;
    Miecą bogactwa na stosy,
    Przynoszą żagwie i płomień do gmachu,
    I krzyczą strasznemi głosy:
    145
    »Przeklęty będzie, kto się nie dobije!«
    Broniłam, lecz próżny opór:
    Klęczą, na progach wyciągają szyje,
    A drugie przynoszą topór.
    Gotowa zbrodnia… Czyli wezwać hordy
    150
    I podłe przyjąć kajdany,
    Czy bezbożnemi wytępić się mordy?…
    Panie, zawołam, nad pany:
    Jeśli nie możem ujść nieprzyjaciela,
    O śmierć błagamy u Ciebie,
    155
    Niechaj nas lepiej Twój piorun wystrzela,
    Lub żywych ziemia pogrzebie!
    Wtem, jakaś białość nagle mnie otoczy,
    Dzień zda się spędzać noc ciemną:
    Spuszczam ku ziemi przerażone oczy…
    160
    Już ziemi nie ma pode mną!…
    DziewictwoRoślinyTakeśmy uszły zhańbienia i rzezi.
    Widzisz to ziele dokoła,
    To są małżonki i córki Świtezi,
    Które Bóg przemienił w zioła.
    165
    Białawem kwieciem, jak białe motylki,
    Unoszą się nad topielą;
    List[10] ich zielony, jak jodłowe szpilki,
    Kiedy je śniegi pobielą.
    Za życia cnoty niewinnej obrazy,
    170
    Jej barwę mają po zgonie,
    W ukryciu żyją i nie cierpią skazy,
    Śmiertelne nie tkną ich dłonie.
    Doświadczył tego car i ruska zgraja,
    Gdy piękne ujrzawszy kwiecie,
    175
    Ten rwie i szyszak stalony umaja,
    Ten wianki na skronie plecie:
    Kto tylko ściągnął do głębini ramie,
    Tak straszna jest kwiatów władza,
    Że go natychmiast choroba wyłamie,
    180
    I śmierć gwałtowna ugadza.
    Choć czas te dzieje wymazał z pamięci,
    Pozostał sam odgłos kary,
    Dotąd w swych baśniach prostota go święci,
    I kwiaty nazywa Cary». —
    185
    To mówiąc, pani z wolna się oddala,
    Topią się statki i sieci,
    Szum słychać w puszczy, poburzona fala
    Z łoskotem na brzegi leci.
    Jezioro do dna pękło na kształt rowu,
    190
    Lecz próżno za nią wzrok goni,
    Wpadła i falą nakryła się znowu,
    I więcej nie słychać o niéj.

    Przypisy

    [1]

    larwy — straszydła. [przypis redakcyjny]

    [2]

    Cyryn — miasteczko w Nowogródzkiem, z kościołem parafialnym. Do parafii cyryńskiej należały Płużyny. [przypis redakcyjny]

    [3]

    baty — czółna. [przypis redakcyjny]

    [4]

    pławki (pławy, pławuki) — kawałki kory przytwierdzane do górnej krawędzi sieci w celu utrzymania jej na wodzie. [przypis redakcyjny]

    [5]

    Pewnie nie złowią ni oka — zwrot ludowy, używany na Białej Rusi i Podolu; oko — waga trzech funtów. [przypis redakcyjny]

    [6]

    głębinia (forma białorus.) — głębina. [przypis redakcyjny]

    [7]

    car — podbiał (ziele). [przypis redakcyjny]

    [8]

    od książąt Tuhanów — aluzja do Tuhanowicz, wsi należącej do Wereszczaków, gdzie przebywała Maryla. [przypis redakcyjny]

    [9]

    obiec (daw.) — tu: otoczyć, prowadzić oblężenie (np. miasta). [przypis edytorski]

    [10]

    List (stpol.) — liść (por.: listopad). [przypis redakcyjny]

    Bezpieczne płatności zapewniają: PayU Visa MasterCard PayPal

    Dane do przelewu tradycyjnego:

    nazwa odbiorcy

    Fundacja Wolne Lektury

    adres odbiorcy

    ul. Marszałkowska 84/92 lok. 125, 00-514 Warszawa

    numer konta

    75 1090 2851 0000 0001 4324 3317

    tytuł przelewu

    Darowizna na Wolne Lektury + twoja nazwa użytkownika lub e-mail

    wpłaty w EUR

    PL88 1090 2851 0000 0001 4324 3374

    Wpłaty w USD

    PL82 1090 2851 0000 0001 4324 3385

    SWIFT

    WBKPPLPP

    x
    Skopiuj link Skopiuj cytat
    Zakładka Istniejąca zakładka Notka
    Słuchaj od tego miejsca