Blackout

Od 12 lat Wolne Lektury udostępniają książki nieodpłatnie i bez reklam
Jesteśmy najpopularniejszą biblioteką w Polsce: w 2019 roku 5,9 miliona unikalnych użytkowników odwiedziło nas 21 milionów razy. Wszyscy zasługujemy na bibliotekę, która gwarantuje dostęp do najwyższej jakości wydań cyfrowych.

Stoi przed nami realna groźba zamknięcia
Niestety, z milionów czytelników wspiera nas jedynie niewiele 190 osób. Środki, jakie do tej pory pozyskiwaliśmy ze źródeł publicznych, są coraz mniejsze.

Potrzebujemy pomocy Przyjaciół
Nie uda się utrzymać tej niezwykłej biblioteki bez Twojego wsparcia. Jeśli możesz sobie na to pozwolić, zacznij wspierać nas regularnie. Potrzeba minimum 1000 Przyjaciół, żeby Wolne Lektury dalej istniały.

Zostań naszym Przyjacielem!

Tak, chcę pomóc Wolnym Lekturom!
Nie chcę pomagać, chcę tylko czytać
Wesprzyj

Wspieraj Wolne Lektury

x

Spis treści

    1. Brat: 1
    2. Dziecko: 1
    3. Fałsz: 1
    4. Grzech: 1
    5. Kara: 1 2 3
    6. Konflikt: 1
    7. Kwiaty: 1 2 3
    8. Matka: 1
    9. Mąż: 1
    10. Młodość: 1
    11. Morderstwo: 1
    12. Ojciec: 1
    13. Pamięć: 1
    14. Ślub: 1
    15. Śmierć: 1
    16. Tajemnica: 1
    17. Trup: 1
    18. Upiór: 1
    19. Walka: 1
    20. Wdowa: 1
    21. Wina: 1
    22. Wyrzuty sumienia: 1
    23. Zbrodnia: 1
    24. Zbrodniarz: 1
    25. Zdrada: 1
    26. Żona: 1

    Adam MickiewiczBallady i romanseLilje[1]

    (z pieśni gminnej)

    1

    Mąż, Morderstwo, Zbrodniarz, ŻonaKwiatyZbrodnia to niesłychana,

    Pani zabija pana.

    Zabiwszy grzebie w gaju,

    Na łączce przy ruczaju,

    5

    Grób liliją zasiewa,

    Zasiewając tak śpiewa:

    „Rośnij kwiecie wysoko,

    Jak pan leży głęboko;

    Jak pan leży głęboko,

    10

    Tak ty rośnij wysoko”.

    Potem cała skrwawiona,

    Męża zbójczyni żona,

    Bieży przez łąki, przez knieje,

    I górą, i dołem, i górą.

    15

    Zmrok pada, wietrzyk wieje;

    Ciemno, wietrzno, ponuro.

    Wrona gdzieniegdzie kracze,

    I puchają puchacze.

    Bieży w dół do strumyka,

    20

    Gdzie stary rośnie buk,

    Do chatki pustelnika

    Stuk stuk, stuk stuk!

    „Kto tam?” Spadła zapora,

    Wychodzi starzec, świeci;

    25

    Wina, Wyrzuty sumienia, ZdradaPani na kształt upiora

    Z krzykiem do chatki leci.

    Ha! ha! zsiniałe usta,

    Oczy przewraca w słup,

    Drżąca, zbladła jak chusta:

    30

    „Ha! mąż, ha! trup!”

    — „Niewiasto, Pan Bóg z tobą!

    Co ciebie tutaj niesie?

    Wieczorną, słotną dobą,

    Co robisz sama w lesie?”

    35

    — „Tu za lasem, za stawem,

    Błyszczą mych zamków ściany,

    Mąż z królem Bolesławem

    Poszedł na Kijowiany.

    Lato za latem bieży,

    40

    Nie masz go z bojowiska,

    Ja młoda śród młodzieży,

    A droga cnoty śliska!

    Nie dochowałam wiary,

    Ach! biada mojej głowie!

    45

    Król srogie głosi kary;

    Powrócili mężowie.

    Ha! ha! mąż się nie dowie!

    Oto krew! oto nóż!

    Po nim już, po nim już!

    50

    Starcze: wyznałam szczerze,

    Ty głoś świętemi usty,

    Jakie mówić pacierze,

    Gdzie mam iść na odpusty?

    Ach! pójdę aż do piekła,

    55

    Zniosę bicze, pochodnie,

    Byleby moję zbrodnię

    Wieczysta noc powlekła”.

    Kara, Tajemnica„Niewiasto — rzecze stary —

    Więc ci nie żal rozboju,

    60

    Ale tylko strach kary?

    Idźże sobie w pokoju,

    Rzuć bojaźń, rozjaśń lica,

    Wieczna twa tajemnica.

    Bo takie sądy Boże,

    65

    Iż co ty zrobisz skrycie,

    Mąż tylko wydać może,

    A mąż twój stracił życie”.

    Dziecko, Matka, OjciecPani z wyroku rada,

    Jak wpadła, tak wypada.

    70

    Bieży nocą do domu,

    Nic nie mówiąc nikomu.

    Stoją dzieci przed bramą:

    „Mamo — wołają — mamo!

    A gdzie został nasz tato?”

    75

    „Nieboszczyk? co? wasz tato?”

    — Nie wie, co mówić na to —

    „Został w lesie za dworem,

    Powróci dziś wieczorem”.

    PamięćCzekają wieczór dzieci;

    80

    Czekają drugi, trzeci,

    Czekają tydzień cały;

    Nareszcie zapomniały.

    GrzechPani zapomnieć trudno,

    Nie wygnać z myśli grzechu,

    85

    Zawsze na sercu nudno,

    Nigdy na ustach śmiechu,

    Nigdy snu na źrenicy!

    Bo często w nocnej porze,

    Coś stuka się na dworze,

    90

    Coś chodzi po świetlicy:

    „Dzieci, — woła — to ja to,

    To ja, dzieci, wasz tato!”

    Noc przeszła, zasnąć trudno;

    Nie wygnać z myśli grzechu,

    95

    Zawsze na sercu nudno,

    Nigdy na ustach śmiechu!

    „Idź, Hanko, przez dziedziniec:

    Słyszę tętent na moście,

    I kurzy się gościniec:

    100

    Czy nie jadą tu goście?

    Idź na gościniec i w las,

    Czy kto nie jedzie do nas?” —

    — „Jadą, jadą w tę stronę,

    Tuman na drodze wielki,

    105

    Rżą, rżą koniki wrone[2],

    Ostre błyszczą szabelki,

    Jadą, jadą panowie,

    Nieboszczyka bratowie!” —

    Brat— „A witajże, czy zdrowa?

    110

    Witajże nam, bratowa.

    Gdzie brat?” — „Nieboszczyk brat,

    Już pożegnał ten świat”.

    — „Kiedy?” — „Dawno, rok minął,

    Umarł… na wojnie zginął”.

    115

    — „To kłamstwo, bądź spokojna,

    Już skończyła się wojna;

    Brat zdrowy i ochoczy,

    Ujrzysz go na twe oczy”.

    FałszPani ze strachu zbladła,

    120

    Zemdlała i upadła;

    Oczy przewraca w słup,

    Z trwogą dokoła rzuca:

    „Gdzie on? gdzie mąż? gdzie trup?”

    Powoli się ocuca;

    125

    Mdlała niby z radości

    I pytała u gości:

    „Gdzie mąż, gdzie me kochanie,

    Kiedy przede mną stanie?”

    — „Powracał razem z nami,

    130

    Lecz przodem chciał pospieszyć,

    Nas przyjąć z rycerzami,

    I twoje łzy pocieszyć.

    Dziś, jutro, pewnie będzie,

    Pewnie kędyś w obłędzie[3]

    135

    Ubite minął szlaki.

    Zaczekajmy dzień jaki,

    Poszlemy szukać wszędzie,

    Dziś, jutro, pewnie będzie”.

    Posłali wszędzie sługi,

    140

    Czekali dzień i drugi;

    Gdy nic nie doczekali,

    Z płaczem chcą jechać daléj.

    Zachodzi drogę pani:

    „Bracia moi kochani,

    145

    Jesień zła do podróży,

    Wiatry, słoty i deszcze,

    Wszak czekaliście dłużéj,

    Czekajcie trochę jeszcze”.

    Czekają. Przyszła zima,

    150

    Brata nié ma i nié ma.

    Czekają; myślą sobie:

    Może powróci z wiosną?

    A on już leży w grobie,

    A nad nim kwiatki rosną,

    155

    A rosną tak wysoko,

    Jak on leży głęboko.

    I wiosnę przeczekali,

    I już nie jadą daléj.

    Do smaku im gospoda,

    160

    Bo gospodyni młoda;

    Że chcą jechać, udają,

    A tymczasem czekają,

    Czekają aż do lata,

    Zapominają brata.

    165

    Do smaku im gospoda,

    I gospodyni młoda.

    Jak dwaj u niej gościli,

    Tak ją dwaj polubili.

    Obu nadzieja łechce,

    170

    Obadwaj zjęci trwogą,

    Żyć bez niej żaden nie chce,

    Żyć z nią obaj nie mogą.

    Wreszcie, na jedno zdani,

    Idą razem do pani.

    175

    Młodość, Wdowa— „Słuchaj, pani bratowo,

    Przyjm dobrze nasze słowo:

    My tu próżno siedzimy,

    Brata nie zobaczymy.

    Ty jeszcze jesteś młoda,

    180

    Młodości twojej szkoda,

    Nie wiąż dla siebie świata,

    Wybierz brata za brata”.

    To rzekli i stanęli.

    Gniew ich i zazdrość piecze,

    185

    Ten, to ów okiem strzeli,

    Ten, to ów słówko rzecze;

    Usta sine przycięli,

    W ręku ściskają miecze.

    Pani ich widzi w gniewie,

    190

    Co mówić, sama nie wie.

    Prosi o chwilkę czasu,

    Bieży zaraz do lasu.

    Bieży w dół do strumyka,

    Gdzie stary rośnie buk,

    195

    Do chatki pustelnika

    Stuk stuk, stuk stuk!

    Całą mu rzecz wykłada,

    Pyta się, co za rada?

    „Ach, jak pogodzić braci?

    200

    Chcą mojej ręki oba;

    Ten i ten się podoba,

    Lecz kto weźmie? kto straci?

    Ja mam maleńkie dziatki,

    I wioski i dostatki;

    205

    Dostatek się zmitręża[4],

    Gdy zostałam bez męża.

    Lecz ach! nie dla mnie szczęście!

    Nie dla mnie już zamęście!

    Trup, UpiórBoża nade mną kara,

    210

    Ściga mnie nocna mara:

    Zaledwie przymknę oczy,

    Traf, traf, klamka odskoczy;

    Budzę się: widzę, słyszę,

    Jak idzie i jak dysze,

    215

    Jak dysze i jak tupa,

    Ach, widzę, słyszę trupa!

    Skrzyp, skrzyp, i już nad łożem

    Skrwawionym sięga nożem,

    I iskry z gęby sypie,

    220

    I ciągnie mnie i szczypie. Ach! dosyć, dosyć strachu, Nie siedzieć mnie w tym gmachu, Nie dla mnie świat i szczęście, Nie dla mnie już zamęście!” Zbrodnia, Kara, Śmierć„Córko — rzecze jej stary —

    Nie masz zbrodni bez kary,

    Lecz jeśli szczera skrucha,

    Zbrodniarzów Pan Bóg słucha.

    Znam ja tajnie wyroku,

    225

    Miłą ci rzecz obwieszczę:

    Choć mąż zginął od roku,

    Ja go wskrzeszę dziś jeszcze”.

    — „Co, co? jak, jak? mój ojcze!

    Nie czas już, ach, nie czas!

    230

    To żelazo zabójcze

    Na wieki dzieli nas!

    Ach znam[5], żem warta kary,

    I zniosę wszelkie kary,

    Byle się pozbyć mary.

    235

    Zrzekę się mego zbioru

    I pójdę do klasztoru,

    I pójdę w ciemny las.

    Nie, nie wskrzeszaj, mój ojcze!

    Nie czas już, ach, nie czas!

    240

    To żelazo zabójcze

    Na wieki dzieli nas!”

    Starzec westchnął głęboko,

    I łzami zalał oko,

    Oblicze skrył w zasłonie,

    245

    Drżące załamał dłonie:

    „Idź za mąż, póki pora,

    Nie lękaj się upiora.

    Martwy się nie ocuci,

    Twarda wieczności brama;

    250

    I mąż twój nie powróci,

    Chyba zawołasz sama”.

    — „Lecz jak pogodzić braci?

    Kto weźmie, a kto straci?…”

    Kwiaty— „Najlepsza będzie droga,

    255

    Zdać się na los i Boga.

    Niechajże z ranną rosą

    Pójdą i kwiecia zniosą.

    Niech każdy weźmie kwiecie,

    I wianek tobie splecie,

    260

    I niechaj doda znaki,

    Żeby poznać, czyj jaki?

    I pójdzie w kościół Boży,

    I na ołtarzu złoży:

    Czyj pierwszy weźmiesz wianek,

    265

    Ten mąż twój, ten kochanek”.

    Pani z przestrogi rada,

    Już do małżeństwa skora,

    Nie boi się upiora;

    Bo w myśli swej układa,

    270

    Nigdy w żadnej potrzebie

    Nie wołać go do siebie.

    I z tych układów rada,

    Jak wpadła, tak wypada.

    Bieży prosto do domu,

    275

    Nic nie mówiąc nikomu.

    Bieży przez łąki, przez gaje,

    I bieży i staje

    I staje i myśli i słucha:

    Zda się, że ją ktoś goni,

    280

    I że coś szepce do niéj

    (Wokoło ciemność głucha):

    „To ja, twój mąż, twój mąż!”

    I staje i myśli i słucha;

    Słucha, zrywa się, bieży,

    285

    Włos się na głowie jeży,

    W tył obejrzeć się lęka,

    Coś wciąż po krzakach stęka,

    Echo powtarza wciąż:

    „To ja, twój mąż, twój mąż!”

    290

    Konflikt, WalkaLecz zbliża się niedziela,

    Zbliża się czas wesela.

    Zaledwie słońce wschodzi,

    Wybiegają dwaj młodzi.

    ŚlubPani, śród dziewic grona

    295

    Do ślubu prowadzona,

    Wystąpi śród kościoła

    KwiatyI bierze pierwszy wianek,

    Obnosi go dokoła:

    „Oto w wieńcu lilije,

    300

    Ach! czyjeż to są, czyje?

    Kto mój mąż, kto kochanek?”

    Wybiega starszy brat,

    Radość na licach płonie,

    Skacze i klaszcze w dłonie:

    305

    „Tyś moja, mój to kwiat!

    Między liliji kręgi

    Uplotłem wstążek zwój:

    To znak, to moje wstęgi!

    To mój, to mój, to mój!”

    310

    „Kłamstwo! — drugi zawoła —

    Wyjdźcie tylko z kościoła,

    Miejsce widzieć możecie,

    Kędy rwałem to kwiecie.

    Rwałem na łączce, w gaju,

    315

    Na grobie przy ruczaju,

    Okażę grób i zdrój:

    To mój, to mój, to mój!”

    Kłócą się źli młodzieńce,

    Ten mówi, ten zaprzecza;

    320

    Dobyli z pochew miecza,

    Wszczyna się srogi bój,

    Szarpią do siebie wieńce:

    „To mój, to mój, to mój!”

    KaraWtem drzwi kościoła trzasły

    325

    Wiatr zawiał, świece zgasły,

    Wchodzi osoba w bieli:

    Znany chód, znana zbroja…

    Staje, wszyscy zadrżeli,

    Staje, patrzy ukosem,

    330

    Podziemnym woła głosem:

    „Mój wieniec i ty moja!

    Kwiat na mym rwany grobie:

    Mnie, księże, stułą wiąż;

    Zła żono, biada tobie!

    335

    To ja, twój mąż, twój mąż!

    Źli bracia! biada obu!

    Z mego rwaliście grobu,

    Zawieście krwawy bój!

    To ja, twój mąż, wasz brat,

    340

    Wy moi, wieniec mój,

    Daléj na tamten świat!”

    Wstrzęsła się cerkwi posada,

    Z zrębu wysuwa się zrąb,

    Sklep trzeszczy, w głąb zapada,

    345

    Cerkiew zapada w głąb.

    Ziemia ją z wiérzchu kryje,

    Na niéj rosną lilije,

    A rosną tak wysoko,

    Jak pan leżał głęboko.

    Przypisy

    [1]

    Wiadomość o Liljach, jako niedokończonej jeszcze balladzie, mamy w liście z Kowna z dnia 8 kwietnia 1820 r. Lilje są arcydziełem wśród ballad Mickiewicza. Krótki motyw ludowy rozwinął poeta wspaniale. Pierwsza zwrotka pieśni ludowej brzmi: „Stała się nam nowina, Pani pana zabiła, / W ogródku go schowała, Ruty na nim posiała, / Rośnij rutko wysoko, Jak pan leży głęboko”.

    [2]

    koniki wrone — koń maści karej (jednolicie czarne zabarwienie sierści, grzywy i ogona) i odcieniu wronim (odcień popielaty bez połysku).

    [3]

    w obłędzie — zbłądziwszy w drodze.

    [4]

    zmitręża się — marnuje się.

    [5]

    znam — tu: wiem.

    Close
    Please wait...