Oferta dla Przyjaciół Wolnych Lektur... Ankieta czytelników Wolnych Lektur

Wypełnij ankietę i pomóż nam rozwijać Wolne Lektury. Zajmie Ci to kilka minut, a nam pomoże stworzyć bibliotekę, która odpowiada na potrzeby naszych Czytelników i Czytelniczek.

x
(Nie wstydź się tych przelotów...) → ← W żalu najczystszym

Spis treści

    1. Anioł: 1
    2. Krew: 1
    3. Praca: 1

    Krzysztof Kamil BaczyńskiU niebios rozkwitających

    Młody dąb jak woda w górę
    tryska. Ptaków jasne koła.
    Dotykalna dłoń anioła
    dzieli chmurę.
    Wąski strumień, wąż roślinny,
    ziemię jeszcze raz obejmie,
    czas jak obraz z nieba zdejmie,
    taki płynny.
    Dzbany mleka — ciała żywe
    jakże krzepko łączy w owoc
    strop wysoki ponad głową,
    chóry lasów tkliwe.
    Dana ci ta glina giętka,
    oczy z ognia i rozumne
    i jak pług dzieląca ręka;
    posąg sczynisz nią czy trumnę?
    W blasku cały postawiony,
    nim rozróżnisz blask wszechrzeczy,
    z mdłego[1] ciała cię uleczy
    nienawistny, przesądzony.
    A mieć ciało, duszę jako
    słup żelaza — to nie znaczy
    przejść jak po szkle — po rozpaczy,
    ale niebo unieść ptakom,
    ale dom unosić w górę:
    mrówczy dom i ludzki kościół,
    nazwać wreszcie czas miłością,
    dosiąść chmurę.
    PracaWtedyś ziemi pobratany,
    kiedy trud największy wzniesiesz,
    gdy choć jedno drzewo w lesie
    nie odcięte, zbudowane.
    Jakąż w ptaków czas, na gody
    szatę włożyć? Może z gwiazdy?
    Jakiż uśmiech, a przyjazny?
    Czapkę chyba z drzew i wody?
    A my mali tacy, dumni
    u tych niebios pełnych liści,
    u tych świateł. W nienawiści
    na cokole smutnej trumny.
    Krew, AniołA my tacy we krwi cali,
    wciąż bez wstydu — boskie dzieci.
    O, niech anioł nie uleci,
    nimśmy jeszcze tacy mali.

    dn. 30 V 42 r.

    Przypisy

    [1]

    mdły (daw.) — słaby. [przypis edytorski]

    Close
    Please wait...
    x