Wolne Lektury potrzebują pomocy...


Potrzebujemy Twojej pomocy!

Na stałe wspiera nas 434 czytelników i czytelniczek.

Niestety, minimalną stabilność działania uzyskamy dopiero przy 1000 regularnych darczyńców. Dorzucisz się?

Tak, dorzucę się do Wolnych Lektur!
Tym razem nie pomogę, przechodzę prosto do biblioteki
Pracuj dla Wolnych Lektur

Pracuj dla Wolnych Lektur! Szukamy fundraiserek i fundraiserów >>>

x
Pieśń o klęsce → ← (Pod nieba dłoniastą palmą nie daj mi chodzić samotnie...)

Spis treści

      Krzysztof Kamil BaczyńskiPieśń o ciemności

      1
      Sny leżą na mnie warując milczenia
      jak lwy z pomników co warują śmierci
      i liść opada czasem, śnieg, albo i obłok,
      albo ptaków pióropusz wzbije się i przyjdzie.
      5
      I niebo stoi. Wtedy mam podobną
      twarz do nieba, choć cienia niema w niej, ni żalu
      słyszę jak się sodomy w cichym trzasku palą.
      O nie sędzią ja czekam! Dzień płonie jak listek
      na płytę pieca opadły i zwija
      10
      sieć żyłek delikatną, a z nim giną wszystkie
      chwile nerwem łączone. Noc i dzień przemija.
      I w katakumbach czasu od sklepień odbija
      głos, może napomnienie, może bitwa walna —
      — wszystko nierozróżnione i rozdarte wszystko.
      15
      I noc przechodzi górą jak śmierć — triumfalna
      i spływa obraz do mórz wrzących pysków.
      W huku werbli, w burz wrzawie, w łoskocie pokoleń
      idą chłopcy o oczach z największych przeznaczeń,
      idą, aż za daleko przechodzą — do ziemi,
      20
      idą, kiedy za nimi świt nie zapłacze
      mlekiem błękitnym. I tak stygną z niemi
      i przechodzą żelazem — karty czarnej ziemi.
      A tyle rzeczy czeka jak spod dłoni — nowych
      na nadawanie imion. Jak zwierzęta stoją,
      25
      tak smutnieją mijane i schylają głowy,
      aby przeżuwać zapomnienia zmierzch.
      O zatrzymać! Płacz milknie. Znów przywala grób,
      znów sen się kładzie głazem mruczący jak lew
      i niebo jak kolumna. Stygnie w urnach krew,
      30
      a burza ciężko pełznie nad doliną.
      Noc. Po nocy powstają upiory i z ciała
      wychodzą, aby truć oczy i zmieniać je w popiół,
      aby smutnym dziewczynkom twarz jak orzech gnieść,
      i słuchać w płaczu cichym zwycięstwa i śmiechu
      35
      swojej strasznej postaci jak uschnięty badyl
      natchniony śmiercią, lub serc wodospadem,
      który się w ciemność toczy. Znowu dym spowija
      i snem przybitą leżąc umieram. Wiek mija.
      O! Zatrzymać! Milczenie. Widzę jeszcze ludy
      40
      i naród pod kopułą, gdzie szalone wozy
      wypruwają z obłoków deszcze krwawych nożyc.
      I pada mór i ludzie wypłoszeni
      do bram łomoczą, a bramy z kamieni
      więc przypadają do stóp drżącej ziemi,
      45
      a ta otwiera paszcze, całuje i wchłania,
      a niebo drga, nie woła żaden głos.
      Milczenie. Sny ziewają. Puszcze płyną górą
      i leżą tak, a w dłoniach kolumny z marmuru
      wbite warują ciszy. Nie przychodzi śmierć
      50
      i tylko niebo błyszczy oparte o pierś,
      a ciało jeszcze raz zmienia się w sypki popiół.
      Zamknij
      Proszę czekać…
      x