Wolne Lektury potrzebują pomocy...



Wolne Lektury utrzymują się z dobrowolnych darowizn i dotacji.


Na stałe wspiera nas 400 czytelników i czytelniczek.
Niestety, minimalną stabilność działania uzyskamy dopiero przy 1000 regularnych darczyńców.


Dołącz do darczyńców! Przyjaciele Wolnych Lektur zyskują wcześniejszy dostęp do nowych publikacji!
Potrzebujemy Twojej pomocy!

TAK, wpłacam
Tym razem nie pomogę, przechodzę prosto do biblioteki
Informacje o nowościach

Informacje o nowościach w naszej bibliotece w Twojej skrzynce mailowej? Nic prostszego, zapisz się do newslettera. Kliknij, by pozostawić swój adres e-mail.

x
Powrót → ← Przedwieczerz

Spis treści

    1. Natura: 1
    2. Niebo: 1
    3. Obłok: 1
    4. Słońce: 1
    5. Spotkanie: 1
    6. Światło: 1
    7. Wieczór: 1 2
    8. Woda: 1

    pisownia łączna/rozdzielna: Z poza > Spoza; zwolna > z wolna;

    pisownia s/z: Z poza > Spoza;

    interpunkcja: rysy i szczerby i sznury > rysy i szczerby, i sznury;

    błękitną — I purpurową i złotą > błękitną — I purpurową, i złotą;

    Bolesław LeśmianNapój cienistyW odmętach wieczoru

    Natura, Woda, Niebo, WieczórŚwiatłoSpotkanieSłońce, zagrzęzłe w odmętach wieczoru,
    Spoza chat czubów i przyłbicy młyna
    Jeszcze się resztą świateł przypomina
    Upatrzonemu wśród sadów jezioru…
    Jezioro barwnym powleka się mrokiem,
    Co, rozwidniając, nie widzieć pozwala…
    ObłokZ wędrownym błyskiem spotyka się fala
    Pod umówionym w głębinie obłokiem.
    Obłok swój bezruch kojarzy z fal ruchem…
    Fala swe rysy i szczerby, i sznury
    Przesuwa z wolna za wiatru podmuchem
    Przez jego piętra z ognia i purpury…
    Purpura łamie błękitów przegrody
    I w nieprzejrzyste rozżarza się złoto,
    Poprzerywane plam czarnych ślepotą,
    Jakby tam nagła nieobecność wody
    Ujęła barwom podłoża dla czaru…
    Drzewa wraz z brzegiem i garścią gołębi
    Odbite chwiejnie, spragnione bezmiaru
    Do zaniedbanej powracają głębi,
    Z której powstały, — i nadal w niej kwitną.
    Zieleń ich możesz nazywać błękitną —
    I purpurową, i złotą… W wód cieniu
    Jest nią i nie jest, posłuszna imieniu,
    Które jej nadasz, muśnięty fal wzrokiem.
    Woda pod światło drzew liście kołysze,
    Wsłuchane w szmer swój nad wodą i w ciszę
    Pod umówionym w głębinie obłokiem.
    Po jego piętrach, od podstaw do szczytów
    Wspak odwróconych w kształt sprzecznej ruiny.
    Słońce, WieczórDuch, wzwyż stąpając, wciąż schodzi w głębiny,
    Z państwa purpury w świat zgasłych błękitów.
    I, schodząc, barwy odmienia bez końca:
    To — purpurowy, to — czarny, to — złoty,
    Posłuszny zejściu swojemu w ciemnoty
    Wód, zapatrzonych w przeróżną śmierć słońca.
    Śmierć, co zagrzęzła w odmętach wieczoru,
    Spoza chat czubów i przyłbicy młyna
    Jeszcze się resztą świateł przypomina
    Tobie — i twemu wśród sadów jezioru…
    Close
    Please wait...
    x