Oferta dla Przyjaciół Wolnych Lektur... Ankieta czytelników Wolnych Lektur

Wypełnij ankietę i pomóż nam rozwijać Wolne Lektury. Zajmie Ci to kilka minut, a nam pomoże stworzyć bibliotekę, która odpowiada na potrzeby naszych Czytelników i Czytelniczek.

x
pokój → ← obiady otwarte

Spis treści

      Agnieszka Wolny-HamkałoNikon i Leicaśnieg

      kiść zapalniczek
      grzechocze ci w spodniach
      jak garść cukierków ślazowych.
      W oknach pomyka żółta animacja
      i cisy się cisną na wizję roziglone
      wżarte w śnieg murzynki.
      Jest wigilia, idziemy porzucać do kosza
      na topniejącym śniegu grać do upadłego
      aż nam zadymi z czapek i obłoczki pary
      urosną na okularach. Twoje rumiane policzki,
      jakbyś najadł się głogu. Kałuże strzaskane lodem,
      pobite gary, jak potłuczone gwiazdy na rykowisku.
      I już za chwilę przecierki chmur, warkoczyk błota
      na okularach, kiedy idziemy przez grudzień,
      a śnieg rośnie nam w ustach jak żelki.
      To przyzwoity początek. Czysta wiedza
      na temat nieznanego lądu i jego sposobów
      jest wartością pożądaną, ekstra.
      Na razie wysyłamy sobie ciepłe ognie. Chociaż
      można się ciebie bać: bo co mi zrobisz,
      jak mnie złapiesz i kto ci się oprze?
      Śnieg to aspartam, kiedy mnie nacierasz
      aż światła kucają i świat staje dęba.
      Nie myśl, że niczego nie napisałam
      po tej wybuchowej środzie, po której
      omal nie skończyliśmy w łóżku,
      a na pewno najedliśmy się śniegu,
      i księżyc — ta zapłakana małpa —
      zwyczajnie nas wygwizdał, zaś miasto
      pełgało w oddali jak chatka
      z białych kafli. Ty, nie przeginaj.
      Jestem w szczerym polu. Opuszki
      twoich palców zachwyciły mnie,
      jak mówi psalm. Jeśli chcesz wiedzieć
      który — pocałuj mnie.
      Close
      Please wait...
      x