Wolne Lektury potrzebują pomocy...

Wspólnie budujemy najpopularniejszą bibliotekę internetową w Polsce.

Dzięki Twojej wpłacie uwolnimy kolejną książkę. Przeczytają ją tysiące dzieciaków!


Dorzucisz się?

Jasne, dorzucam się!
Tym razem nie, chcę przejść do biblioteki
Znajdź nas na YouTube

Audiobooki Wolnych Lektur znajdziesz na naszym kanale na YouTube.
Kliknij, by przejść do audiobooków.

x
Uroczyska → ← Noc świętojańska

Spis treści

    1. Drzewo: 1
    2. Las: 1
    3. Wiatr: 1

    Uwspółcześniono pisownię łączną / rozdzielną: zwolna > z wolna; wkrąg > w krąg.

    Uwspółcześniono interpunkcję - dodano przecinek przed wołaczem: grajcie mi, moce ziemi.

    Henryk ZbierzchowskiImpresyeWicher rozpętany

    Nikt nie zgadnie, jak i kiedy przyszedł na ten świat,
    Czy po falach księżycowych z gwiazd na ziemię spadł,
    Czy się podniósł z bagien leśnych i zmurszałych den,
    Gdzie na wodnych traw podłożu zmógł go długi sen,
    Czy go zrodził bór, co nocą w czarnych głębiach huczy,
    Czy ten ugór martwy, siny, gdzie się Rozpacz włóczy.
    Przypadł cicho w trawy śpiące i jak martwy legł,
    Objął w uścisk boru mroczny, skamieniały brzeg,
    Las drgnął tylko, tak jak człowiek zbudzony ze snu,
    Kilka liści spadło z wolna na podłoże mchu,
    Szmer poleciał w górę — w górę: ponad mroczną tonią
    Słychać w ciszy szelest skrzydeł i gwiazdy gdzieś dzwonią.
    I rozbudził naprzód tłumnie wszystkie trawy łąk;
    Fala kłosów kołysanych rozlewa się w krąg,
    Coraz dalej, coraz szerzej płynie szmerów chór,
    Aż uderza huczną falą o uśpiony bór.
    LasPochwyciły hasło wiatru dęby, sosny, jodły —
    Las i łąka wzniosły w niebo przedwieczorne modły.
    A szumże mi — szum melodio przebudzonych drzew!
    Chłonę w siebie niby w muszlę ten rozgłośny śpiew.
    Jakiś dech rozpiera piersi — hen w gwiaździsty łan
    Rzucam myśli, dźwięki, słowa w rozhukany tan,
    I pieśń śpiewam — taką górną, wielką, niepojętą…
    Czuwaj duszo! Już się zbliża tajemnicze święto!
    Wicher porwał się jak wściekły z wąwozów i traw,
    Wzburzył do dna i zamącił śpiący leśny staw,
    Rozbił brudną smugę wody o skalisty zrąb,
    jak kula wpadł znienacka w ciemną boru głąb.
    Cicho… cicho… jakieś drganie po drzewach się włóczy,
    Tylko w głębiach coś się kłębi, przewala i huczy!
    DrzewoWypadł z gąszczy taki mocny, potężny i zły,
    Strącił z włosów rozwichrzonych gałęzie i mchy,
    Obtarł cielsko o murawę, wyprężył się, wzrósł
    I pochwycił w obręcz wirów kępę białych brzóz.
    Hej! deszcz liści wątłych, srebrnych, z wiatrem leci… leci…
    «Zmiłuj, zmiłuj się nad nami!» — szeplenią jak dzieci…
    Potem wstrząsnął wierzby chore, zdarł gałęzi pęk,
    W próchnie drzewa wstaje cicho jakiś szklany jęk,
    Pręty tłuką się o siebie, szara kora drży,
    A po liściach spływa woda niby brudne łzy.
    Drzewa wiją się i jęczą w beznadziejnej walce
    I do nieba wyciągają pokurczone palce.
    WiatrDuszo! duszo! skądże w tobie taka wielka moc,
    Żeś zbudziła wiatr uśpiony w tę przeklętą noc,
    Że się podniósł z bagien leśnych i zmurszałych den,
    Gdzie na wodnych traw podłożu zmógł go długi sen,
    Że go zrodził bór, co nocą w tajnych głębiach huczy,
    I ten ugór martwy, siny, gdzie się Rozpacz włóczy.
    Hej! grajcie mi, moce ziemi — bom wielki — bom Pan!
    Cisnę gwiazdy jednym rzutem w rozhukany tan,
    Będę pieścił słuch łoskotem spadających brył,
    Cały w oczach płomienisty od nadmiaru sił,
    I zaśpiewam pieśń ogromną, górną, niepojętą:
    Duszo! duszo! wielkie święto! — tajemnicze święto!…
    Nikt nie zgadnie, jak i kiedy zamarł po nim ślad,
    Czy po falach księżycowych hen na gwiazdy spadł,
    Czy powrócił do uroczysk i zmurszałych den,
    Gdzie na wodnych traw podłożu zmógł go ciężki sen,
    Czy go wchłonął bór, co nocą w czarnych głębiach huczy,
    Czy ten ugór martwy, siny, gdzie się Rozpacz włóczy!
    Close
    Please wait...