Oferta dla Przyjaciół

Czytaj teksty współczesnych autorek i autorów wcześniej niż inni. Ty decydujesz, ile płacisz!

Zadeklaruj stałą wpłatę i dołącz do Towarzystwa Przyjaciół Wolnych Lektur.

TAK, chcę dołączyć!
Nie, rezygnuję z tej oferty
Znajdź nas na YouTube

Audiobooki Wolnych Lektur znajdziesz na naszym kanale na YouTube.
Kliknij, by przejść do audiobooków i włączyć subskrypcję.

x
Orland Szalony →

Spis treści

      Tadeusz MicińskiStrąceni z niebiosówKolosseum

      Ruinom podobne serce moje — ruinom ogromnym i bezkształtnym.
      Mrok otulił rany moje, po lazurowych wschodach prowadzi mię zaduma w gwiazdy.
      Oryonie — bracie mój — w purpurowem zarzewiu wulkanów czytający księgę przeznaczeń —
      i Ty, siostro moja, Andromedo, przykuta do skał —
      i Ty, łamiąca dłonie Kassyopeo, której córę wzięło na pożarcie złe bóstwo — miłość —
      i Ty, Perseuszu, coś ujarzmił obłąkane loty swojej wyobraźni —
      i Ty, Liro — i Ty, Orle — i Ty najbliższa nam grzywo Centaura —
      — — o gwiazdy magowie, składający hołd wiekuistnemu Sercu! wzmocnijcie chlebem aniołów mnie — najciemniejszego z tułaczów po otchłani.
      Męczennicy, których krew użyźnia bryłę ziemi — dziewice, niewinniejsze od lilij — młodzieńcy, dzielniejsi od posągów — rozżarzcie serce moje w trybularz wonności.
      I wy, Geniusze, tworzący wszechład — ogień — wodę — powietrze i ziemię — eter — gwiazdy i przeznaczenie gwiazd —
      świeczniki boże siedmioramienne — skrysztalcie mię w klejnot wiedzy, na czarny węgiel rzućcie iskrę objawień.
      Aniołowie — otom dzwon zaryty w piasku, — na wysokich górach postawcie mię braciszkowie moi, abym dolinom opętanym w mroku zwiastował Ducha Pocieszyciela.
      O ruiny serca mego, ogromne i bezkształtne w mroku — poryte wąwozami cieniów, które nie wiem dokąd zawiodą — pełne więzień i klatek na potwory, łańcuchów — pordzewiałych od krwi i od łez —
      — — Czarodzieje filtrują jady w przysionkach mych —
      handlarze bronzu rozkopują łono moje —
      niewolnice kupczą wdziękiem Afrodyty —
      dumna młodzież rozpędza rydwany dokoła cyprysowych alej —
      lecz łasice gryzą się w ciemnościach, a świerszcze sykają nad upadkiem —
      i tylko gwiazdy wświecają się w sznur obłąkanych nieskończonością okien —
      a niebiosa rozwinęły się nademną jako szafirowe żagle.
      O przedwieczne rodzeństwo — aniołowie,
      geniusze i święci — dźwignijcie księżyc z fali morza zamarzłego — niechaj cyprysy moje napełni szmerami proroctw.
      W ciemności schodzi duch mój — w ciemności roztęczone od szronu gwiazd — łyskające kopułą czarodziejskiego zamku, gdzie białe rumaki strącane są w głuche jeziora — a w fosforycznych grotach ucztują widma potępionych.
      Tysiącoletnie drzewa rozpaczy nurzają się w lodowych zatorach, płyną szeleszcząc ku bezdennym wirom — nad mglistym wyżłobionym lejem Anioł śmierci waży się w krwawym płomieniu, niby dogorywająca na wieży latarnia.
      Stało się —
      zapadły podemną niebiosa — kępa kwiatów pod stopą kamiennego olbrzyma i mrok zgęstniał dokoła.
      A nad głębiami Duch — gasi gwiazdy — i rozżarza wizye, świetniejsze od gwiazd.
      Close
      Please wait...
      x