Oferta dla Przyjaciół

Czytaj teksty współczesnych autorek i autorów wcześniej niż inni. Ty decydujesz, ile płacisz!

Zadeklaruj stałą wpłatę i dołącz do Towarzystwa Przyjaciół Wolnych Lektur.

TAK, chcę dołączyć!
Nie, rezygnuję z tej oferty
1% dla Wolnych Lektur

Czy wiesz, że możesz nam pomóc rozwijać Wolne Lektury, przekazując 1% swojego podatku? To bardzo proste - wystarczy, że w zeznaniu podatkowym podasz nasz numer KRS 0000070056.

x
Kallypso → ← Lucifer

Spis treści

    Inferno
  1. Ananke

    Tadeusz MicińskiStrąceni z niebiosówKain[1]

    Wyszła mi z boru — w złocie warkoczy
    z twarzą indyjskiej Bogarodzicy —
    w błękitnych iskrach — w srebrnej przeźroczy —
    nadksiężycowej wieszczka świątnicy…
    Ach, rozkochały się w niej moje tęskne oczy —
    ach, — i zabrzęczał łańcuch mej ciemnicy.
    Jak wulkan krwawy w łonie Arymana,
    jak Samum, gdy się wichrami rozuzda —
    tak we mnie otchłań — gwiazdami przetkana
    leciała w państwo słoneczne Ormuzda.
    Ach, rozkochały się w niej moje tęskne oczy —
    ach, i zabrzęczał łańcuch mej ciemnicy.
    Nie wzbraniał mi jej smok, żelazna wieża,
    zdradny labirynt, ni królewskie ramię —
    miłość zwycięży wszystko — wszystko złamie —
    ale nie miłość drugą do pasterza
    Więc Śmierć przyzwałem — i śmierć odtąd żyje —
    i wszechświat cały grobowcem przywarła —
    — — — czuję mdły powiew — —
    — — w oczeretach gnije — —
    z tęsknoty — u nóg mych — umarła.
    Na pustej trzcinie rozpiąłem jej włos —
    nad śniącą rzeką schyliły się drzewa —
    wiatr cicho płacze — ptak mogilny śpiewa —
    to los mój — los!…
    głębiny tajne pruć —
    milczenia głuche mącić —
    jako stracona łódź
    od brzegu się odtrącić —
    mieć gwiazdy — gwiazdy rzucić —
    i tylko piosnkę nucić —
    to los mój — los!…

    *

    Magia mej duszy niechaj Cię wywoła
    z zarzewia komet czy z mroku przepaści —
    przyjdź — ustroimy w lotus nasze czoła
    i gibkie ciała nasze nard namaści.
    Pachną mi dziwnie Twoje złote włosy,
    jak prześwietlone senne kłosy.
    Twych oczu lazur, jak górskie jeziora,
    w których się pławi czarna sykomora.
    A Twoje usta, pachnące jak róże —
    chłodne — jak płomień zaklęty w marmurze.
    W ogrodach piersi kwitnące jabłonie,
    jakoby księżyc w mgieł srebrnych oponie.
    Biodra toczone ze słoniowej kości,
    jako indyjska świątynia miłości.
    O przyjdź — na liściach zwiędłych piszę
    ten sen mój obłąkany —
    rzucam je w strumień łez moich wezbrany —
    niechaj w anielskie odpłyną zacisze — —
    Ale mi włócznią swą miedzianą
    potrząsasz — i groźna jak mrok —
    roździerasz serce moje —
    czarną pianą
    dysze mi toń — ja pieczar tych smok —
    weź moje skarby i Twe zimne serce —
    opasz — niech błyszczy!
    Szmaragd Ci wspomni te zielone łąki,
    po których szliśmy strojni w asfodele —
    rubin — czyścowe jeziora rozłąki —
    i miłość, którą oddałaś w kościele
    innemu — a dyament — moje serce dumne,
    stopione w ogniach i rzucone w trumnę.
    Na czole Twoim płomień chryzolitów,
    abyś widziała gwiazdy konające —
    ortoklast zimny, smutny jak miesiące
    zamrozi w oczach Twoich sen błękitów.
    Ale ci jeszcze składam te szafiry
    i perły jak chmury bezdomne,
    i krwawej jaszmy obłąkane wiry —
    na znak, że Ciebie nigdy nie zapomnę —
    pierścień Ci włożę z mrocznych karbonatów,
    bo się spotkamy — za progiem tych światów.

    *

    Kiedy Cię moje oplotą sny —
    jak białe róże —
    nie bój się kochać — ja — i ty
    w nieba lazurze.
    Ziemia, jak echo minionych dni,
    grające w borze,
    a nasze duchy wśród martwych pni
    wieszają zorze.
    Serce mi splatasz koroną gwiazd,
    hymnem warkoczy —
    podemną góry, wieżyce miast —
    nademną — oczy.
    Dziwnie się srebrzysz, aniele mój,
    w tęczowem piórze —
    fontanny szemrzą, gwiazd iskrzy rój —
    wonieją róże…

    *

    Jest serca kraj na modrej morza fali,
    gdzie Centaur dzikiej poucza mądrości,
    gdzie bór indyjskie rozwiesza wonności
    i w wodospadach rzeka się krysztali.
    Tam żyjesz Ty — i Bóg mi Cię zazdrości —
    i weźmie Cię — gdy serce moje spali.

    *

    Błękitnym echem letniej żarzy,
    szumem kwiecistych traw —
    głęboko na dnie lśni i marzy
    w czarze krateru staw.
    Podziemnych duchów serce szklane
    gra Bogu dziwną pieśń —
    jak Anioł dumne, nieskalane
    przez łzy, ni pleśń.
    Tu chciałbym marzyć w noc gwiaździstą
    na czole mieć Twą dłoń —
    i zejść przed jutrznią w uroczystą
    głęboką zimną toń.
    Lecz wiem, że wznosząc nad anioły
    rajów Ci oddam moc —
    sam w głuche muszę iść padoły
    w głęboką zimną noc.

    *

    Na księżycu czarnym wiszę
    patrząc w gwiazd gasnących ciszę.
    W mroku dumnym i bezgłośnym
    ze strzaskaną harfą snów
    płynę — szukam jej —
    nie odnajdę już.

    Inferno

    Wichry i dżdże — niebo od gromów rozdarte,
    węże błyskawic i wycie szatanów —
    duch mój zgnieciony głębią Oceanów
    szyderstwem kłuje swą zastygłą wartę.
    — Ha, Belfegorze! doli twej zazdroszczę,
    bo ogień chłonąc, jak ptak nieśmiertelny —
    światów gasnących bard, książę udzielny —
    w Ławrach swych grzebiesz mar anielskich moszcze.
    Skrzył fosforycznie, choć mróz lodowaty
    ścinał me żyły. I wyciągnął skrzydło
    i pot uronił na żelazne kraty —
    syknęły z bólu — i pękły. Straszydło
    wszponia się we mnie swym wzrokiem bez powiek
    i szepce: masz mnie — jam twój skryty człowiek.

    Ananke

    Gwiazdy wydały nademną sąd:
    — wieczną jest ciemność, wiecznym jest błąd.
    — Ty budowniku nadgwiezdnych wież
    — będziesz się tułał, jak dziki zwierz,
    — zapadnie każdy pod tobą ląd —
    — wśród ognia zmarzniesz — stlisz się jak lont.
    A gwiazdom odparł królewski duch:
    wam przeznaczono okrężny ruch,
    mojej wolności dowodem błąd,
    serce me dźwiga w głębinach ląd.
    Poszumy płaczą mogilnych drzew,
    lecz w barce życia płynie mój śpiew.
    Ja budowniczy nadgwiezdnych miast
    szydzę z rozpaczy gasnących gwiazd.

    Przypisy

    [1]

    Kain — utwór ten składa się z kilku części, z których ostatnia, Ananke, została już opublikowana w bibliotece pod tym tytułem. [przypis edytorski]

    Close
    Please wait...
    x