Wolne Lektury potrzebują pomocy...



Wolne Lektury utrzymują się z dobrowolnych darowizn i dotacji.


Na stałe wspiera nas 375 czytelników i czytelniczek.
Niestety, minimalną stabilność działania uzyskamy dopiero przy 1000 regularnych darczyńców.


Dołącz do darczyńców! Przyjaciele Wolnych Lektur zyskują wcześniejszy dostęp do nowych publikacji!
Potrzebujemy Twojej pomocy!

TAK, wpłacam
Tym razem nie pomogę, przechodzę prosto do biblioteki
Znajdź nasze audiobooki na YouTube

Audiobooki Wolnych Lektur znajdziesz na naszym kanale na YouTube. Kliknij, by przejść do audiobooków.

x
Bywało! → ← O moim starym domku

Spis treści

      Władysław SyrokomlaGawędyKradzionePrzypowieść szlachecka. Podsłuchano

      — W ręce[1] aspana[2], Panie Jakubie,
      Mówisz: kradzione lepsze i chcesz tego dowieść;
      Ja sobie rozmaite przypowieści lubię,
      Powiem aspanu przypowieść:
      W samym końcu zaścianku, pilnując swéj niwy,
      Żył sobie szlachcic poczciwy, —
      A miał syna wyrostka z wąsem wyżéj nosa,
      Chłopiec dobre miał serce, ale w głowie za to
      Okropnie było pstrokato,
      Zwyczajnie jak u młokosa.
      A tutże mój mospanie, obok ich stodoły
      Ciągnął się wygon sąsiada,
      Na którym pasły się stada,
      Konie, owieczki i woły.
      — Czy wiecie co, tatulu (tak mówił raz młody),
      Fraszki to — praca i cnota,
      U nas panie poczciwość, trudy, niewygody,
      A w domu wieczna hołota[3];
      Czy to Pan Bóg uważa[4], że ludziska giną,
      Poczciwym nie da talarka,
      Dla jednego pomyślność odmierza ośminą[5],
      Drugiemu liczy na ziarnka.
      Na przykład choćby u nas: — ot idą zapusty,
      A w domu ni to, ni owo,
      Hola, jakby to dobrze, by na Czwartek Tłusty
      Utuszyć pieczeń wołową!
      — A skądże weźmiesz wołu?
      — Czy to wielka sztuka,
      Niby to dostać nie możem,
      Chodzą woły sąsiada — po gardlisku nożem,
      Niech potém sąsiad poszuka. —
      — Cóż to! — zawołał ojciec — to kradzież wyraźnie,
      To jakaś sztuka zbójecka;
      A siódme przykazanie? a sumienie? — błaźnie,
      A nasza wiara szlachecka?…
      — At myśleć, co się godzi, a co się nie godzi,
      Za cóż my biedni i głodni?
      Nas jeden wół przeżywi przez kilka tygodni,
      Czy to po ludziach nie chodzi? —
      Na takie argumentum ojciec mruknął z cicha:
      — Cóż robić? szatan cię uczy,
      Ukradniem jutro wołu — lecz pomnij do licha,
      Nigdy kradzione nie tuczy!
      Wieczorem stary ojciec poszedł do sąsiada,
      Cichaczem kupił wołu, napił się borysza[6];
      Nazajutrz bierze syna, niby się podkrada,
      I z wołem… het! do zacisza.
      Zaraz nożem po gardle, nieszczęsnego byka
      Rozćwiartowali w stodole,
      I jak słowo powiedzieć[7], już u czynszownika[8]
      Wołowa pieczeń na stole.
      — Wiesz co teraz, mój synku? — odmierzym się w pasie,
      Zjadając mięsko tak cudnie,
      Będziem wiedzieć Mospanie, po niejakim czasie,
      Kto z nas utyje? kto schudnie? —
      Zmierzyli się; — i każdy na swojej poprędze[9]
      Zaznaczył kreskę czerwoną.
      — Co to gadać tatulu, schudzeni przez nędzę,
      Teraz utuczym się pono[10]! —
      Przez całe trzy tygodnie gody[11] u szlachcica,
      Co dzień przysmaczek od wołu:
      Dzisiaj rura do barszczu, jutro polędwica,
      Po jutrze pieczeń u stołu.
      A tu rozruch w zaścianku, sąsiad niby jęczy,
      Niby to szuka wołu, niby ludzi zowie,
      Syn dręczy się obawą jak duch potępieńczy,
      Już mu i jadło nie w głowie;
      Czy kto skrzypnie we wrotach — on w nocy i we dnie
      Marzy o przyjściu sąsiada;
      W obiedzie… strach, zgryzota, co chwila poblednie,
      A ojciec smaczno zajada.
      Syn był młody i zdrowy, jak dębina krzepka;
      Ojca wiek zniszczył i znoje;
      Lecz kiedy zjedli wołu — syn wysechł jak szczepka,
      A ojciec utył we dwoje.
      — A co błaźnie! (rzekł stary) pamiętaj przysłowie:
      Że maleparta[12] do czarta,
      Ja zakupiłem wołu, — toć mi szło na zdrowie,
      Ty kradnąc schudłeś na charta. —

      *

      — A cóż panie Jakubie, jak przypowieść zda się?
      — Moralna! sens na wierzchu jakby gwiazda świeci.
      — Ja umiem jeszcze lepsze — a w swobodnym czasie
      Więcej opowiem waszeci. —

      12 marca 1849

      Przypisy

      [1]

      w ręce czyjeś — formuła ofiarowania, dedykacji, także toastu. [przypis edytorski]

      [2]

      aspan — skrócona, potoczna forma zwrotu grzecznościowego. [przypis edytorski]

      [3]

      hołota — gołota; bieda. [przypis edytorski]

      [4]

      uważać — tu: zwracać uwagę na coś. [przypis edytorski]

      [5]

      ośmina — daw. miara objętości (także: achtel; korzec), używana np. do odmierzania zboża; równa 32 garncom (1 garniec w XIX w. był równy 4 litrom). [przypis edytorski]

      [6]

      borysz — podarek pieniężny lub poczęstunek przy sprzedaży albo kupnie; także: litkup. [przypis edytorski]

      [7]

      jak słowo powiedzieć — szybko i łatwo. [przypis edytorski]

      [8]

      czynszownik — osoba niebędąca właścicielem, ale dzierżawiąca ziemię za czynsz. [przypis edytorski]

      [9]

      popręga — pasek noszony na wierzchnim ubraniu. [przypis edytorski]

      [10]

      pono — podobno, prawdopodobnie. [przypis edytorski]

      [11]

      gody — święto. [przypis edytorski]

      [12]

      maleparta — właśc. male parta (łac.): źle nabyte; część łac. przysłowia: male parta male dilabuntur, czyli: źle nabyte marnieje; pol. popularne porzekadło: male parta do czarta. [przypis edytorski]

      Close
      Please wait...