Oferta dla Przyjaciół Wolnych Lektur...

Przyjaciele Wolnych Lektur otrzymują dostęp do specjalnych publikacji współczesnych autorek i autorów wcześniej niż inni. Zadeklaruj stałą wpłatę i dołącz do Towarzystwa Przyjaciół Wolnych Lektur.

TAK, chcę dołączyć!
Nie, rezygnuję z tej oferty
Ankieta czytelników Wolnych Lektur

Wypełnij ankietę i pomóż nam rozwijać Wolne Lektury. Zajmie Ci to kilka minut, a nam pomoże stworzyć bibliotekę, która odpowiada na potrzeby naszych Czytelników i Czytelniczek.

x
Postacie → ← Dziewczyna

Spis treści

    1. Ambicja: 1
    2. Bezsilność: 1
    3. Bóg: 1
    4. Cisza: 1 2
    5. Czas: 1 2
    6. Droga: 1
    7. Erotyzm: 1
    8. Flirt: 1
    9. Kochanek romantyczny: 1
    10. Las: 1
    11. Los: 1
    12. Miłość tragiczna: 1
    13. Morderstwo: 1
    14. Ptak: 1
    15. Sen: 1
    16. Śmierć: 1
    17. Wina: 1
    18. Zazdrość: 1
    19. Zwierzęta: 1

    pisownia łączna/rozdzielna: naoślep > na oślep

    fleksja: przegrzanem > przegrzanym

    leksyka/pisownia u/ó/o: bróździły > bruździły

    interpunkcja: mrówki, jak wylew krwi, płyną > mrówki jak wylew krwi płyną; Boga i strzały i pawia > Boga i strzały, i pawia

    Bolesław LeśmianNapój cienistyDżananda

    Herminii Naglerowej[1] z wyrazami
    uznania i przyjaźni nieustannej
    Sen, LasDrogaSzedł Dżananda tym lasem, gdzie bywać snem mogę,
    A miał drogę — na oślep. Wiadomo: miał drogę!
    ZwierzętaWęże w blask się nicości wśniwały plamiście,
    Słoń się wzgórzył w zaroślach, ciemniejąc łbem w liście.
    Małpy w żarach niechlujnych pławiły wzrok dziki,
    Ogonem nieprzytomne gmatwając storczyki.
    Lampart futrem przegrzanym polegał na grzbiecie
    I ssał łapę, ślepiami gnuśniejąc w zaświecie,
    A mrowiska, skąd mrówki jak wylew krwi płyną,
    Pachniały młodej myrry chętną wypociną.
    Cisza, CzasTchu nie stało wieczności! Nie drgnęły upały!
    Świat i zaświat tym samym snem nieruchomiały.
    Nie bruździły się trawy, nie skrzypiały krzaki,
    Nie szumiały mangowce, nie śpiewały ptaki.
    Jedna cisza — od nieba, a druga — od lasu, —
    Cisza ciszy — nie słyszy… Czas nie czuje czasu…
    Dżananda, snem trącony, na polanę zboczył
    I zaoczył dziewczynę… I znowu zaoczył…
    Ptak, BógErotyzm, FlirtLeżała, dłużąc w trawie swój dreszcz jednolity.
    Paw z nią gruchał, a w pawiu tkwił Indra ukryty.
    Porzucił praistnienia zjesieniałość górną,
    By się nasnuć jej w oczy tak barwno i piórno!
    Krył się w ptaku na prędce i krył się nieściśle,
    W pawim wątku, jak w trwożnym mętniejąc domyśle, —
    I puszyściał jej w szyję i szeptał do ucha,
    Aż mu coś odszepnęła dziewczyna-szeptucha,
    I zaśmiała się nagle z całej w słońcu duszy,
    Usznymi paluszkami zatykała uszy,
    ZazdrośćMiłość tragiczna, Śmierć, MorderstwoI dyszała do pawia, a paw do niej dyszał,
    Lecz tego, co mówili, Dżananda nie słyszał.
    Śniadą w twarzy miał zawiść, a w oczach miał drwinę,
    Duchem smaglił się w pawia. Już kochał dziewczynę!
    I, gdy paw zmyślnym dziobem włos sypki rozstrząsał,
    Łuk pochwycił i strzałę w łeb ptaka nadąsał!
    Spłoszył się Bóg, w ptaszęcym ledwo skryty ciele,
    I odfrunął z trzepotem w bliskie różnoziele.
    Zlękłym piersiom, gdy strzała żer nowy odgadła,
    Zbrakło pawiej osłony. Dziewczyna — upadła!
    I o ziem cisnął Indra upierzenie ptasie,
    Co w świat, warcząc, pomknęło, — i pobladł w bezczasie
    I zawołał: «Kto zgadnie człowieka i strzałę?
    Jam dla ciebie te piersi powcielał w sny białe!
    We mnie godził cios wszelki, tym kształtom zadany»! —
    I pokazał na biodrze ciąg dalszy jej rany…
    A ciąg dalszy był nieco podobny do kwiatu:
    Źdźbło nieba na szypułce Bożego szkarłatu.
    «Spal te zwłoki na kwiatach, gdzie zeszła się ze mną,
    Gdym cię jeszcze przyszłością miłował daremną!
    Kto dziewczynę przybłąkał w twych pragnień ustronie?
    Kto wypulchnił jej wargi i wyśnieżył dłonie?
    W tęcze pawie wbóstwiony szalenizną ducha, —
    Kto twe imię — twarz twoją wmawiał jej do ucha?
    Kto miłości i smutku nauczył zawczasu,
    Byś kochany był pierwej, nim wejdziesz do lasu?
    AmbicjaAleś ty — wzgardco pawia — zamyślił grześć w grobie
    Tego, co los twój w piórach rozszeptał i w dziobie?
    Boga chciałeś zmóc w ptaku? Nikczemny sen karła!
    Ptak odleciał! — Bóg żyje! — Dziewczyna umarła!» —
    CiszaI zezem spojrzał Indra na śmierć i na życie
    I zniknął! — I był tylko ten zanik w błękicie!
    I wrzask pawia skądinąd — i cisza niezwłoczna…
    A kto widział tę ciszę, — ten wie, że widoczna.
    I popatrzył Dżananda na zwłoki dziewczęce
    I pomyślał: «To właśnie — jej usta, jej ręce»…
    CzasI pomyślał osobno: «To właśnie — jej ciało.
    Bezsilność, Kochanek romantyczny, WinaGdzie ów czas, który płynął, nim wszystko się stało?
    LosTrzebaż było aż takiej miłości i trwogi,
    Bym ją stracił, gdy byłem już do niej wpół drogi?
    Trzebaż było aż Boga i strzały, i pawia,
    Bym takiego dosięgnął w ciemności bezprawia?
    Gdyby Bóg się nie spłoszył, a ptak się nie minął,
    Boga tylko bym zabił! Bóg tylko by zginął!
    Ale tak się to niebo skiełznęło po niebie,
    Że nie wiem, czy za Boga — czy zmarła za siebie?
    I tak się poździerzgało istnienie z istnieniem,
    Że śmierć stała się błędem, a błąd — przeznaczeniem!»
    I nie wiedział Dżananda, czym w mgłach jego winy
    Paw się różni od Boga, a Bóg od dziewczyny?
    I nie wiedział, kto strwonił pierś, co się wykrwawia?
    On — czy paw nie bez Boga? — Czy Bóg nie bez pawia?
    I nie wiedział, czyj zamysł, ani zbrodnia czyja?
    Kto tu kocha — kto ginie — kto kogo zabija?

    Przypisy

    [1]

    Herminia Naglerowa (1890–1957) — pisarka i publicystka, z zawodu nauczycielka; w dwudziestoleciu międzywojennym publikowała realistyczną prozę z elementami ekspresjonizmu pod pseudonimem Jan Stycz, działała w Związku Literatów Polskich i PEN-Clubie; po wojnie na emigracji w Londynie, pełniła funkcję wiceprezeski Związku Pisarzy Polskich na Obczyźnie. [przypis edytorski]

    Close
    Please wait...
    x