TPWL

Wolne Lektury potrzebują pomocy! Wesprzyj bezpłatną bibliotekę internetową i przeczytaj utwory napisane specjalnie dla Ciebie.

x

Spis treści

    1. Bogactwo: 1
    2. Bóg: 1 2 3 4 5
    3. Brat: 1
    4. Chciwość: 1
    5. Chłop: 1 2
    6. Cierpienie: 1
    7. Drzewo: 1
    8. Duch: 1 2 3
    9. Dziecko: 1 2
    10. Dziewictwo: 1
    11. Fałsz: 1 2 3
    12. Góra: 1
    13. Grzech: 1 2
    14. Kara: 1 2
    15. Klęska: 1
    16. Kobieta: 1
    17. Kochanek: 1
    18. Kondycja ludzka: 1 2 3 4
    19. Księżyc: 1 2
    20. Matka: 1
    21. Mąż: 1
    22. Melancholia: 1
    23. Miłosierdzie: 1
    24. Miłość: 1
    25. Modlitwa: 1 2
    26. Morderstwo: 1
    27. Natura: 1
    28. Nieśmiertelność: 1
    29. Noc: 1
    30. Obraz świata: 1 2 3
    31. Ogień: 1
    32. Ojciec: 1
    33. Pies: 1
    34. Pokusa: 1
    35. Pożądanie: 1 2
    36. Pycha: 1
    37. Sąsiad: 1
    38. Siostra: 1
    39. Słońce: 1 2
    40. Stworzenie: 1 2
    41. Syn: 1
    42. Śmierć: 1 2
    43. Śpiew: 1
    44. Trup: 1
    45. Upadek: 1
    46. Wieś: 1 2
    47. Wizja: 1
    48. Woda: 1
    49. Wzrok: 1
    50. Zazdrość: 1
    51. Zdrada: 1
    52. Złodziej: 1
    53. Zwierzęta: 1 2
    54. Żebrak: 1
    55. Żona: 1 2

    Jan KasprowiczHymnyMoja pieśń wieczorna

    1

    Bóg, Duch, Kondycja ludzka, Miłość, Obraz świataOn był i myśmy byli przed początkiem —

    niech imię Jego będzie pochwalone!

    Razem z gwiazdami byliśmy i słońcem,

    zanim się gwiazdy i słońca

    5

    jęły rozbijać w swych kołach,

    zanim się stało to, co cię pożera.

    O duszo, spragniona miłości,

    o duszo, spragniona spokoju!

    On był i ty w Nim byłaś przed początkiem,

    10

    nim jeszcze miłość i spokój

    stały się ogniem trawiącym,

    zanim się stały zabójczą tęsknicą

    i tym kamiennym, ślepym przerażeniem…

    Dzień mój przygasa —

    15

    za wielkim, niebotycznym przygasa mi szczytem,

    krwawą za sobą zostawiając zorzę,

    która się czepia ogniami

    tych oto smreczyn i ścian poszarpanych,

    zatartych śladów moich stóp.

    20

    Dzień mój przygasa, ten złoty,

    ten lazurowy, ten słoneczny dzień,

    w błogosławieństwie swych drogich promieni

    więżący klątwę dla człeka,

    dla zbłąkanego pielgrzyma.

    25

    Niech gaśnie! niech ginie!

    Niech upragniony nadejdzie już wieczór

    ze swoją ciszą wieczystą,

    która ci mgłami szepce miesięcznymi,

    że zanim miłość i spokój

    30

    stały się ogniem trawiącym,

    zanim się stały zabójczą tęsknicą

    i tym kamiennym, ślepym przerażeniem,

    On był i myśmy byli przed początkiem.

    WieśBłogosławioną niech będzie ta chwila,

    35

    kiedy się rodzi wieczorny hymn duszy!

    Kiedy od cichych pól,

    od rżysk i rzecznych pobrzeży,

    od przecznic i od ugorów,

    od wypaczonych chat

    40

    i od tych stodół zwietrzałych

    chłopięca płacze piosenka:

    A grajże mi, piszczałeczko,

    a grajże mi, graj!

    Uliniłem cię z wierzbiny,

    45

    gdzie ten potok srebrnosiny,

    gdzie ten szumny gaj!

    Pani pana tam zabiła,

    zieleni się hej! mogiła,

    zieleni się hej!

    50

    A cierniste krzewie głogu

    kwiat swój sypie po rozłogu,

    a szept idzie z kniej!…

    A dusza słucha i słucha…

    A dzień jej przygasa,

    55

    a ona śladem tęsknicy

    płynie rozlewną falą księżycową,

    rosami płynie, lśniącymi na łąkach,

    i wierzchołkami ukojonych drzew

    i grzbietem białych gór

    60

    ku onym dniom zapomnianym,

    gdy miłość i spokój

    nie były ogniem trawiącym,

    ani kamiennym, ślepym przerażeniem.

    Cierpienie, Duch, KlęskaPrzestwór się przed nią rozszerza

    65

    i, przepełniony wiekuistą nocą,

    topi w swych głębiach wszystko, co ją zmogło

    urągowiskiem i grzechem

    i wypełnioną pokutą,

    wstydu i hańby pociemniałą twarzą

    70

    i podeptaniem świętych, bożych praw

    i krwawą zemsty pochodnią

    i bolu, bolu strasznego

    tak pożądanym, a tak żrącym widmem.

    Błogosławioną niech będzie ta chwila,

    75

    kiedy się rodzi wieczorny hymn duszy!…

    Na senne kwiaty wystąpiła rosa,

    na łąk płaszczyzny, na ciemny łan zboża,

    Modlitwa, Wodaa ona siadła u brzegu jeziora

    i rozmodlona patrzy w jego głębię —

    80

    i oparami wznosi się nad wielką,

    nad uciszoną, rozmodloną wodą —

    i słucha i patrzy i szepce

    swoje wieczyste pacierze.

    Z zapadłych wiosek płyną rozhowory,

    85

    w bagniskach dzikie odzywa się ptactwo,

    a gdzieś w pustkowiu, a gdzieś na rozstaju,

    w samotnej chacie połyskuje światło,

    a tam! zdaleka cicha idzie Śmierć.

    Od zórz zachodnich, w ziół zasypiających

    90

    rozkosznej woni piosnka się kołysze,

    nad niemowlęcia kolebką wysnuta:

    O tej radości, o tym weselu,

    o tym cudownym, ukrytym zielu

    z za siódmej góry, z za siódmej rzeki,

    95

    które na smutek słodkie ma leki.

    Melancholia, ŚmierćO tej godzinie, co szczęście niesie,

    pieśń się kołysze po krzach, po lesie,

    po falach żyta pieśń się kołysze

    w tę uroczystą, wieczorną ciszę,

    100

    a wślad za pieśnią cicha kroczy Śmierć…

    Wyszła z dziedziny, gdzie miłość i spokój

    nie są–ci ogniem trawiącym,

    ani zabójczą tęsknicą,

    ani kamiennym, ślepym przerażeniem,

    105

    i w świat podąża, ku onym rozstajom,

    k'temu pustkowiu, ku chacie samotnej,

    k'temu słabemu, czerwonemu światłu…

    Ścieżyną zdąża i traktem szerokim,

    po drodze zerwie jakiś kłos zielony,

    110

    albo też listek topoli

    i w zamyśleniu rzuci je pod nogi.

    Lekkimi stopy przygnie jakąś trawkę,

    lub owad zdepce na miedzy,

    albo swą długą, białą, przezroczystą

    115

    zanurzy rękę w staw

    i jego srebrną powierzchnię

    powlecze rdzą opalową.

    Czasem w tym swoim pochodzie

    siądzie na chwilę pod krzyżem pochyłym,

    120

    na opuszczonej mogiłce,

    i, głowę ukrywszy w dłonie,

    głębokim jękiem zapłacze,

    rozlewającym się na okrąg świata.

    A potem wstaje i traktem rozległym,

    125

    albo miedzami idzie znów śród zbóż

    k'temu pustkowiu, gdzie w chacie samotnej

    czerwone, słabe połyskuje światło.

    A za nią snuje się smuga

    sinych oparów i mgieł,

    130

    na których ciężkiem, dalekiem obrzeżu

    zachodnia krwawi się zorza…

    Czemu nie gaśniesz, ty zorzo?…

    On był i myśmy byli przed początkiem,

    zanim się stało to, co nas pożera!

    135

    Czemu nie gaśniesz ?!

    Ach! jak się w twoich płomieniach

    palą te grona jarzębin!

    Jak się rozżarza ten żwir —

    ten szary piasek na drodze pątniczej!

    140

    Wybaw człowieka, o Panie,

    od żagwi[1] gniewu Twojego!

    Bóg, Duch, Nieśmiertelność, Drzewo, ModlitwaDusza ci śpiewa psalm, jak niegdyś, niegdyś —

    śród koralowych jarzębin,

    przy rozszumiałych, wielkich polach zbóż,

    145

    przy tajemniczych pogwarach tych lip,

    rozkołysanych Twym świętym oddechem…

    Pokorna, cicha, nieskalana dusza

    stoi u wrótni kościółka

    i psalm Ci śpiewa, tak wieczny,

    150

    jak wieczną ona i Ty!

    Na roztęczone mgławice kadzideł

    kładą się dźwięki organów,

    majestatyczne, cudotwórcze dźwięki,

    i podpływają ku cichej, pokornej,

    155

    ku nieskalanej, ku skupionej duszy,

    klęczącej w progu świątyni.

    Grona jarzębin rumienią się w słońcu,

    prastare lipy szumią hymn pierwotny,

    przenikający głębinę jestestwa,

    160

    łan się kołysze, rozłożysty, złoty,

    w oknach świergocą jaskółki,

    nad poszeptami pacierzy

    nieprzeliczonych pątników

    białe wzlatują gołębie,

    165

    a w rozmodleniu milczącym,

    na skrzydłach psalmów, tak wiecznych,

    jak wieczna ona i Ty,

    wznosi się dusza ku Tobie.

    Obraz świata, Stworzenie, NaturaBo gdzież jest większy Pan i król i władca?

    170

    Gdzież moc Ci równa i równa potęga?

    Sam z Siebieś powstał, majestat Twój płonie

    na tym z wieczności zbudowanym tronie.

    Z Siebie stworzyłeś ten przestwór bez końca

    i z Siebieś w niego rzucił żar na słońca.

    175

    Istnienieś Swoje zamknął w prochu ziemi

    I wichr piersiami oddycha Twojemi.

    Bóg, Kondycja ludzkaDuszę człowieka wywiodłeś ze Siebie

    wraz z duszą globów, świecących na niebie.

    Tyś, Boże, ziarnem i kłosem i listkiem,

    180

    Wszystko jest z Ciebie i Ty jesteś Wszystkiem

    i przez Cię Wszystko, nieśmiertelny Panie,

    ma nieśmiertelne w Tobie królowanie.

    Gdzież moc Ci równa? gdzież równa potęga?

    Gdzież jest ten płomień, co skry Twej dosięga?

    185

    Gromem przemawiasz w łyskającej tuczy,

    głos Twój morzami i wulkanem huczy,

    trzęsieniem ziemi ogłasza Twe wieści,

    lub słodko szumi, szemrze i szeleści.

    Straszliwym bywasz w Swym monarszym gniewie:

    190

    rozkwitłe pola zatapiasz w ulewie,

    żagwią pożarów godzisz nam w zagrody,

    bijesz dobytek i zatruwasz wody.

    Lecz kto opiece Twej odda się szczerze,

    tego Twa łaska od złego ustrzeże.

    195

    Bo czyjaż dobroć Twych bezmiarów sięga?

    Gdzież moc Ci równa i równa potęga?…

    Błogosławioną niech będzie ta chwila,

    kiedy się rodzi wieczorny hymn duszy,

    tej nieskalanej, pokornej i cichej!…

    200

    On był i myśmy byli przed początkiem —

    chwalmy i wielbmy Jego święte imię!

    Księżyc, Noc, SłońceCzemu nie gaśniesz, ty zorzo,

    nad oceanem tych ciężkich oparów,

    co pochłonęły me słońce?

    205

    Księżyc się dźwignął ponad węża gór,

    osrebrza brzegi obłoków,

    lśni się na rysach śnieżystych;

    od wschodu pełza cicha noc,

    stoki swym wielkim przytłacza spokojem,

    210

    a ty się palisz!

    Stamtąd — od nizin dalekich,

    usypiających poza stu wodami,

    poza tysiącem dróg,

    jakieś się echo przyczołguje w duszę —

    215

    Chłop, Dziecko, Śpiew, WieśCicho!

    To płacz tej dawnej, chłopięcej piosenki:

    A grajże mi, piszczałeczko,

    a grajże mi, graj!

    Uliniłem cię z wierzbiny,

    220

    gdzie ten ruczaj srebrno–siny,

    gdzie ten szumny gaj!

    Ach!…

    Czemu się żagwisz[2]?…

    Niech raz już wszystko zagaśnie!

    225

    Jarzębina się rumieni,

    szepcą lipy stare,

    suchy piasek się podnosi — — —

    Czemu nie milkniesz, ty zorzo?

    Dlaczego krzykiem ognistym,

    230

    wystrzelającym z tych przepastnych szczelin,

    pomiędzy dwiema piekielnymi ściany,

    tak mnie oślepiasz i tak mnie ogłuszasz,

    że dojść nie mogę do kresu?

    Księżyc, Ogień, Słońce, WizjaDzień mój już przygasł,

    235

    a zorza jego się krwawi,

    jakby się krwawić miała w nieskończoność!…

    wszystko pożera swymi płomieniami —

    duszę mi pali i świat cały pali!

    Z olbrzymich snopów ognia,

    240

    jakby młóconych niewidzialnym cepem,

    sypią się ziarna skier

    w okrąg na niebo i ziemię!

    Księżyc się zajął

    i, w mgnieniu oka wyrósłszy

    245

    w ogromną kulę ognistą,

    zaczyna rwać się w kawały

    i płomiennemi wali się bryłami

    na cielska płonących gór,

    na popiół smreków spalonych.

    250

    Płoną jeziora,

    sto wód się pali

    i tysiąc dróg!

    Z rozszalałego wnętrza ziemi

    ogniem buchają wulkany,

    255

    gwiazd miljony tną błyskawicami

    spieniony potop płomieni

    i z hukiem

    giną w czeluściach czerwonych…

    Grzech, KaraBoże!

    260

    Czemu mnie karzesz?

    W tych rozżarzonych stanąłeś przestworzach,

    cały spłomienion, większy niż przestwory,

    z krzyżem, ogromnym, płomienistym w dłoni

    i rozżagwiony rzucasz na mnie świat…

    265

    Karz mnie!

    Bom–ci ja człowiek, który wyszedł z grzechu

    i prześladowan był przez grzech — do końca!

    Moja to wina!

    Bo oto moja nieprawość,

    270

    mnoga, jak iskry tych ogni,

    przeszła granice, Panie, Twych zamiarów!

    Matka, Ojciec, SynOjcam się wyparł,

    a kiedy zamknął powieki,

    krzyża–m na jego grobie nie postawił,

    275

    bom go nie prosił o garść tego błota,

    o nędzny żywot ten!

    Moja to wina, moja wielka wina!

    Matkę–m wypędził z domu, by nie jadła

    strawy, porwanej większym, niż ja, tchórzom —

    280

    a wypędziłem ją w czas, gdy nad ziemią

    przebiegał tuman nawałnic,

    aby jej w drodze, w bezludnym pustkowiu,

    oczy wyżarły błyskawice,

    a dąb, walący się od gromu,

    285

    aby ją przygniótł swą kłodą na wieczność!

    Moja to wina, moja wielka wina!

    Siostra, ŻebrakOślepłą siostrę spotkawszy żebrzącą

    u wrót wspaniałej katedry,

    nie czułem tyle odwagi,

    290

    aby się dotknąć jej ręki wyschniętej

    i, na jej krwawe wskazując orbity,

    głupim powiedzieć lwom i pustym lwicom:

    Idźcie! mnie łaski waszej nie potrzeba —

    to siostra moja! przy niej mi pozostać!

    295

    Moja to wina, moja wielka wina!

    PiesPsa, który zaszedł mi drogę

    i z głodu zęby wyszczerzył

    i miłosierne wlepił we mnie ślepie,

    kopnąłem nogą,

    300

    aż ze skowytem padł pod moim płotem!

    ZwierzętaRobaka–m zdeptał —

    tysiące owadów

    miażdżyłem stopą, wlokąc się przydrożem,

    ażeby duszę znudzoną

    305

    orzeźwić wschodem lub zachodem słońca.

    A pnąc się w górę, ku rzeźbionym grotom,

    ku tajemniczym snom stalaktytowym,

    albo ku wirchom, skąd pycha

    wygraża światu pięściami z granitu,

    310

    kazałem ścinać pachołkom

    gałęzie smreków młodziutkich,

    gdyż iglicami drażniły mi skronie…

    Brat, Chłop, MorderstwoZabiłem brata,

    bo mi się worał w miedzę

    315

    i naręcz owsa mi wyżął

    dla swego konia —

    moja to wina, moja wielka wina!

    GóraChęć mi raz przyszła obłędna,

    ażeby kopać dla siebie mogiłę,

    320

    bo mi się życie stało cmentarzyskiem,

    i w tę mogiłę wtrąciłem bliźnego,

    tak, że oszalał między umarłymi!

    Moja to wina!

    Dziecko, Kochanek, Sąsiad, ŻonaUwiodłem żonę przyjaciela —

    325

    moja to wina!

    Pod próg sąsiada kazałem podrzucić

    dziecko, zrodzone z mego rozbestwienia.

    A raz to grzech mi tak zaciemnił oczy,

    żem po omacku szedł w przepastną głębię

    330

    strasznego lasu

    i, jadowite wyszukawszy ziele,

    świat nim stłumiłem w poczęciu.

    Moja to wina, moja wielka wina!

    MiłosierdzieNie karz mnie, Boże, według moich zbrodni!

    335

    W tej gniewu Twego straszliwej godzinie

    świat niech się kaja, lecz niechaj nie ginie!

    Wielka jest moc Twa i wielka potęga,

    lecz czyjaż dobroć Twej dobroci sięga?!

    Dziewictwo, Fałsz, Kobieta, ZłodziejRozpalonymi namiętnością dłońmi

    340

    umiałem skazić niewinną wstydliwość,

    nim się w słoneczne rozwinęła kwiecie.

    Podstępnie owoc zerwałem dziewiczy,

    słowem, któremu dała moc obłuda,

    wielbiąc zbawienie z miłości,

    345

    a sobie–m szeptał, jak złodziej, co w każdym

    widzi złodzieja: rwij, nim przyjdzie inny!

    Za grosz kupionej rozpuście

    dałem się wlec po kałużach,

    Pożądanie, Trup, Upadek, Wzrokalbo, gdy przesyt wypił ze mnie krew,

    350

    jak widmo–m stawał u bram lupanaru

    i źrenicami, zmienionemi w szkło,

    przez które ognia przezierał ostatek,

    zazdrośniem śledził takich, jak ja — trupów,

    by ich rozkoszą zwątloną

    355

    podżegać w myśli mą rozkosz przymarłą.

    A nieraz podłość tak mi żarła duszę,

    że chcąc wypełnić jej pustkę,

    małom nie szeptał błądzącym przechodniom:

    Nie tymi drzwiami: tamte wam poradzę!

    360

    Moja to wina, moja wielka wina!

    Fałsz, Mąż, Zdrada, ŻonaZwiązan ślubami,

    które mi jarzmem się stały,

    a sił nie mając otwarcie

    zrzucić ze siebie tych błazeńskich dzwonków

    365

    arcykapłana domowych ołtarzy

    i iść, gdzie w słońcu południa,

    śród woniejących ogrodów,

    krwawo się złoci zakazane drzewo,

    dawałem w duszy przystęp takim szeptom:

    370

    Niechajże Szatan się zjawi

    i niech uwikła w sieć swojej pokusy

    tę, co mi ongi była mocą szczęścia,

    a dziś mnie dusi swą cnotą!

    Wówczas jej krzyknę: podłaś! i, już czysty

    375

    w nędznym sumieniu, pójdę spełnić zdradę!

    Moja to wina! moja wielka wina!

    Oto jest miłość! oto jest to źródło,

    z którego bije szlachetność!

    Moja to wina! moja wielka wina!

    380

    Panie!

    Grzech, Kondycja ludzkaWszystkie ja grzechy wziąłem na swe barki,

    bom–ci ja człowiek, bom urodzon z bolu,

    bo żal i rozpacz i przestrach

    i wyczerpanie i siła

    385

    są przyczynami mojego istnienia…

    Spłonąłem chucią do mej własnej krwi,

    do matki mojej i do córki mej!

    Pokusa, Pożądanie, ZwierzętaA w noc tajemniczą,

    kiedy przed moim pałacem,

    390

    wzniesionym z mgławych majaków,

    przedziwne kwiaty o zbielałych oczach

    rozrzechotanej Meduzy

    do jakichś strasznych rozmiarów

    w mżachach wyrastały miesięcznych —

    395

    kiedy się księżyc skradał do mych komnat

    i kładł na łoże mego wyczerpania,

    wonczas mnie ze snu budziła lubieżna,

    sprowadzająca warg bezwładne drgawki

    i źrenic błędną gorączkę,

    400

    potworna żądza ku Twemu — zwierzęciu!

    Moja to wina! moja wielka wina!

    Oto jest miłość! oto jest krynica,

    z której wypływa zwycięstwo nad piekłem!

    Moja to wina, moja wielka wina!

    405

    Karz mnie!

    Karz mnie!

    W tym rozżagwionym przestworze

    masz krzyż z płomieni, większy, niż ten przestwór,

    więc bezlitością swych płomiennych rąk

    410

    wyciągnij członki moje do ogromu

    Twojego krzyża, na którymś zawisnął

    Stworzenie, Bóg, Obraz świataTy sam, o Panie! ongi przed początkiem,

    kiedyś się zmuszał, by spokój i miłość

    przemienić w ogień trawiący

    415

    i w skamieniałe, ślepe przerażenie!

    Kiedyś ze swego spokoju

    i swej miłości

    wydzielał słońca i gwiazdy;

    by rozbijały się w swoich elipsach,

    420

    aby się stało to, co nas pożera!

    Bóg, Kara, Kondycja ludzkaKarz mnie, człowieka, co krąży po świecie

    z brzemieniem winy na ugiętym grzbiecie.

    Wagę masz w ręku i miecz sprawiedliwy,

    z którego lecą skry na ludzkie niwy,

    425

    a pomsty Twojej płomienna potęga

    od pokolenia w pokolenie sięga.

    Krew nam wysusza i pożera kości

    wieczysta wszechmoc Twej zapalczywości —

    żadna się przed nią groza nie ostała:

    430

    Niechaj Ci za to będzie cześć i chwała

    na wieki wieków, Amen, Amen, Amen!

    Panie!

    Kłamałem!

    Bogactwo, ZazdrośćZawiść i zazdrość tuliły się do mnie

    435

    zżółkłymi łony[3] i, nagością swoją

    opanowawszy mą duszę,

    kazały zezem patrzeć mi na sławę

    i na bogactwo rodzonego brata.

    Kradłem —

    440

    w kościele Twoim rozbiłem skarbonę!

    Moja to wina, moja wielka wina!

    Chciwość, Fałsz, PychaA raz w czarownym, wielkim, ludnym mieście,

    śpiesząc ku śmierci, która czeka na mnie,

    chciwie wstrzymałem krok przed stosem złota

    445

    i błyskawicą, która idzie z Ciebie —

    moja to wina, moja wielka wina!

    myśl mi przebiegła haniebna:

    Tak! wymordować czcicieli Molocha

    i potem — zająć ich miejsce!

    450

    Panie!

    Fałszywym byłem prorokiem

    i nie umiałem powstrzymać bluźnierstwa

    przeciwko Tobie, tak, jak dzisiaj bluźnię!

    Krzywdy–m ja bratu nie przebaczył,

    455

    choć sam krzywdziłem — jak oszust!

    Pogardę niosłem tłumowi,

    jego sczerniałym, spracowanym dłoniom,

    jego łachmanom, przesyconym potem!

    Ornat na siebie kładłem i koronę

    460

    i, wziąwszy jabłko do ręki i berło,

    kazałem klękać przed mymi rozkazy,

    jakby nie było Twego majestatu!

    Moja to wina, moja wielka wina!

    Okręty słałem na spienione morza,

    465

    a w bitwach, w moim wszczynanych imieniu,

    tysiące kładły się we krwi swej własnej,

    a wszak Ty jeden masz prawo

    na życie człeka wydawać wyroki!…

    Moja to wina, moja wielka wina!

    470

    Karz mnie!

    Bom–ci ja człowiek, skazany na karę,

    bo dzień mój przygasa.

    a zorza jego się krwawi

    i świat się mój pali!

    475

    Bo dawno już przeszedł czas —

    moja to wina, moja wielka wina! —

    gdzie miłość i spokój

    nie były ogniem trawiącym

    ani zabójczą tęsknicą

    480

    ani kamiennym, ślepym przerażeniem…

    A graj–że mi, graj!…

    Jarzębiny się rumienią —

    suchy piasek się podnosi —

    A graj–że mi, graj!…

    485

    On był i myśmy byli przed początkiem,

    zanim się stało to, co nas pożera…

    ŚmierćBłogosławioną niech będzie ta chwila,

    kiedy się rodzi wieczorny hymn duszy!

    kiedy na wieki — na wieki

    490

    gaśnie jej dzień — — —

    Przypisy

    [1]

    żagiew — pochodnia. [przypis edytorski]

    [2]

    żagwić się (neol.) — czas. utworzony od rzecz. żagiew (płonący kawał drewna; pochodnia), synonim: płonąć. [przypis edytorski]

    [3]

    zżółkłymi łony — zżółkłymi łonami. [przypis edytorski]

    Close
    Please wait...