Wolne Lektury potrzebują pomocy...



Wolne Lektury są za darmo i bez reklam, bo utrzymują się z dobrowolnych darowizn i dotacji.

Na stałe wspiera nas 375 czytelników i czytelniczek.

Niestety, minimalną stabilność działania uzyskamy dopiero przy 1000 regularnych darczyńców. Potrzebujemy Twojej pomocy!

Tak, dorzucę się do Wolnych Lektur!
Tym razem nie pomogę, przechodzę prosto do biblioteki
Znajdź nas na YouTube

Audiobooki Wolnych Lektur znajdziesz na naszym kanale na YouTube.
Kliknij, by przejść do audiobooków.

x
Judasz → ← Salve Regina

Spis treści

    1. Bieda: 1 2
    2. Bogactwo: 1 2
    3. Bóg: 1 2 3 4
    4. Chciwość: 1
    5. Choroba: 1
    6. Chrystus: 1 2 3
    7. Cierpienie: 1 2 3 4 5
    8. Dziewictwo: 1
    9. Grzech: 1 2
    10. Kara: 1
    11. Kobieta: 1
    12. Kondycja ludzka: 1 2
    13. Koniec świata: 1
    14. Koń: 1
    15. Krew: 1
    16. Kwiaty: 1
    17. Mądrość: 1
    18. Miasto: 1
    19. Miłosierdzie: 1 2 3
    20. Miłość: 1 2 3 4 5 6 7 8
    21. Miłość platoniczna: 1
    22. Modlitwa: 1 2 3
    23. Natura: 1 2
    24. Nieśmiertelność: 1
    25. Niewola: 1
    26. Obraz świata: 1
    27. Oko: 1
    28. Pożądanie: 1 2
    29. Pycha: 1
    30. Raj: 1
    31. Sąd Ostateczny: 1 2
    32. Sędzia: 1
    33. Siostra: 1
    34. Słońce: 1
    35. Słowo: 1
    36. Szaleństwo: 1
    37. Szatan: 1 2
    38. Śmierć: 1 2 3
    39. Śpiew: 1 2 3 4
    40. Vanitas: 1
    41. Wąż: 1
    42. Wizja: 1
    43. Wolność: 1
    44. Zazdrość: 1

    Jan KasprowiczHymnyHymn Św. Franciszka z Asyżu

    Cierpienie, Miłość, BógBądź pochwalony, Rozdawco cierpienia!
    Ręceś mi przekłuł i nogi
    i krew mi cieknie z głowy,
    a oto z Krzyża
    zstępuje ku mnie w przechwalebnych ogniach
    Modlitwa, Śpiewbiały Serafin
    i radość w serce mi leje
    i z duszy śpiewne wytwarza narzędzie,
    ażebym śpiewał i grał,
    ażebym sławił i wielbił
    Rozdawcę bolesnych stygmatów,
    z których się rodzi Wesele
    i Miłość…
    I śpiewam i gram
    do wtóru anielskich Zastępów,
    mogących patrzeć w oblicze
    Twórcy…
    I śpiewam: bądź pochwalony!
    A wy, stworzenia boże, słuchajcie mej pieśni
    i chwalcie razem ze mną Tego, co was kocha.
    SłońceTy, słońce, przede wszystkim, zestrój swoje blaski
    w hymn płomienisty,
    albowiem przezeń nam świecisz
    i przezeń siewców rozbudzasz,
    ażeby ziarno siewali
    na sytny[1] chleb Ducha…
    Słowo, Bóg, Bogactwo, NaturaDługom–ci czekał na przedwieczne Słowo,
    jakkolwiek we mnie było i poza mną,
    we wszystkich drzewach i we wszystkich trawach,
    w wszystkich jasnościach i wszystkich ciemnościach,
    w róży i lilii,
    w robaku i płazie,
    w głębinach wody i w górach pustynnych,
    w płaczu, nadziei, w uciesze i trwodze.
    Długom—ci czekał, albowiem me plecy
    okrywał jedwab i pasem błyszczącym
    były ściągnięte me biodra
    i drogocenne trzewiki
    chroniły stopy me,
    aby ich piasek nie zbrudził,
    po którym stąpa — człowiek.
    Długom–ci czekał, o Panie,
    żądny się oprzeć na Twojej światłości,
    albowiem w ręku moim była laska,
    w kosztowny metal okuta,
    a zaś w marzeniach sięgałem po berło,
    by rozkazywać wszystkiemu, co żyje.
    A oto dzisiaj spłynął na mnie zdrój
    Łaski,
    iż mogę
    z wyciągniętemi rękoma
    patrzeć w Krzyż
    i z ran rozkosznych przelewać
    krew.
    I widzę twarz Serafina,
    całą w ognistych rozbłyskach,
    i słucham wiewu, któryś dał nam, Panie,
    abyśmy przezeń rozumieli tchnienie
    Twojej Istoty!…
    I słucham szeptów, któreś dał nam, Panie,
    w eukaliptowych koronach,
    w cichych gałęziach oliwek i pinii,
    byśmy w nich mieli oddźwięk tajemnicy
    Twojego Bytu!
    I słucham dzwonu, jak dzwoni
    w sferach powietrznych, pełnych Twego Ducha,
    wzywając ludzi i głazy
    i ryby w rzece i ptactwo,
    nim jeszcze zaśnie po gniazdach,
    i mchy na dachach i zielsko w szczelinach
    zwalonych bramic i schodów,
    i te różowe cyprysy
    na świętym miejscu umarłych,
    i kości, złożone w ziemi:
    aby ci bracia moi i me siostry
    zmówili pacierz wieczorny,
    aby na jego rozbrzmieniach,
    na śpiewnych rozlewach dzwonu,
    płynęli duchem ku Tobie…
    Raduj się, serce, weselem
    twojego Zbawcy!
    Dzwoń, szumiej i szeptaj[2] poszumem,
    szeptem i dźwiękiem okręgów,
    boś oto cząstką ich serca,
    bo oto przyszło ku tobie
    Ocknienie!
    MiastoO miasto, z zimnych zbudowane głazów,
    na których zorza przygasa!
    Ciepło jest w tobie i ogień,
    albowiem w twojem ubóstwie
    kryje się Miłość!…
    z jarzmem na plecach,
    z ciężarem konwi na głowie!
    Już ja w rzemiennym przepasaniu swoim
    nie mam–ci złota ni srebra,
    już ja rzuciłem laski i trzewiki
    i śpieszę ku wam ubogi,
    tylko bogaty tym Słowem,
    co mnie przy słońca zachodzie,
    przy dźwięku dzwonów i przy szepcie traw
    wyrwało z obierzy Zła.
    Już ja się nie gnę przed Blichtrem i Próżnią,
    lecz idę ku wam, aby jarzmo wasze
    wziąć na swe barki
    i, konwie wasze dźwigając na głowie,
    nierozerwalny zawrzeć ślub
    z wyzwalającą Miłością!
    Zbliżam się ku wam, pragnąc razem z wami
    i razem z wszystkim rodzeństwem,
    co kwitnie, pełza i świeci i gaśnie,
    Pychamężnie anielską oślepiwszy bronią
    Centaura Pychy,
    zaśpiewać pieśń tę jedyną:
    Cierpienie, MiłośćBądź pozdrowione Cierpienie,
    gdyż z ciebie rodzi się Miłość!
    Kondycja ludzka, Obraz świata, Chciwość, Pożądanie, ZazdrośćO bracie mój, księżycu! o siostry me, gwiazdy!
    Świecicie nad mrokami mojej siostry ziemi,
    co, mając Jutro przed sobą,
    nie umie zasnąć w łasce i spokoju,
    a tylko w myślach się wije,
    jakby, powstawszy rano,
    rozpuścić wszystkie swe żądze…
    I Zazdrość się zerwie
    i będzie zazierała pod okna sąsiada,
    zali nie bielszy chleb na jego stole…
    A potem, przeklinając dzień, który ją zrodził,
    pod fartuch schowa garnek z rozżarzonym węglem
    i pójdzie go podłożyć między snopy zboża…
    O bracie mój, księżycu! o siostry me, gwiazdy!
    Chwalcie wraz ze mną Miłość,
    ażeby Chciwość
    nie wyciągała pokurczonych palców
    po kruszec drogi, schowany w piwnicach
    zamków, ujętych w parów i ostrokół…
    Bieda, VanitasAlbowiem wszystko jest marność,
    blichtrem i próżnią
    potęga możnych,
    a błogosławion li ten,
    który w rzemiennem przepasaniu swoim
    nie nosi złota ni srebra,
    lecz bosy, z odkrytą głową
    idzie pomiędzy swą brać…
    Modlitwa, ŚpiewO bracie mój, księżycu! o siostry me, gwiazdy!
    Na lśnistych waszych drogach, w tęczach waszych blasków
    rząd apostołów i świętych,
    proroków i pustelników
    i zachwyconych dziewic,
    oczy utkwiwszy w Krzyż,
    wyrzeczeń nuci psalm.
    I słodkość mają w oczach,
    na głowach kwiaty lilii,
    Cierpienie, Krewkrew z nich strumieniem ciecze,
    a ręce ich oparte
    na przewiązanych słupach,
    na rozżarzonych rożnach,
    na kołach żelazistych,
    na mieczach i toporach,
    a z warg im uśmiechniętych
    wypływa zbożny psalm.
    A tutaj, w mrokach ziemi, śród pałacu Zbytku,
    na stopniach bazaltowych, pod urną z porfiru,
    ciężki zasypia Przesyt…
    O zwisłe piersi oparł
    obrzękłą twarz i śpi…
    Dłoń jego ściska puchar,
    z niego się wino leje
    na róże, pozrywane w wirydarzu[3] wiosny!
    KwiatyO róże, siostry moje, o najmilsze dzieci
    kochającego Twórcy,
    co posiał was, by upleść niebiańską koronę
    dla Przenajświętszej Panny:
    przebaczcie, że was ręce dotknęły nieczyste!
    Grzech, SzatanO zbudź się, Grzechu grzechów, i patrzaj: Koniec świata, Sąd Ostateczny, Wizjatam Szatan
    na barki wziął Rozpustę,
    zbiegłą z uścisków twych,
    i, skrzydła rozpostarłszy, wzniósł ją nad twój gmach
    i rzuca z wysokości, sięgającej niebios,
    na wieków wiek zamkniętych, w straszne widmo Sądu.
    Słyszę:
    anielskie huczą trąby —
    widzę:
    umarli wstają z grobów,
    kłąb ciał w śmiertelnych kurczach
    przeklina, ryczy, wzdycha
    westchnieniem, od którego ślepnie przerażenie…
    Szatan, WążPotworne sznury wężów
    wpiły się w potępieńców,
    a czarny Szatan–zwierz
    rozrywa ich widłami
    i strąca w piekielny ogień.
    A nad ostatnim szczeblem
    drabiny Jakubowej,
    na chmurze spłomienionej
    siadł sprawiedliwy Sędzia
    i sądzi złych i dobrych,
    i sądzi tak przez wieki, długie, straszne wieki.
    Chrystus, Miłosierdzie, MiłośćZasię Bóg–Człowiek,
    Krzyż dźwigający w jednej,
    a drugą na swe blizny wskazując otwarte,
    Cierpienia wzywa głosem,
    aby ukochać Miłość,
    gdyż ona li odwlecze
    dzień Sądu…
    A na maleńkiem ziarnku,
    dokąd dotychczas nie dotarły jeszcze
    grzmoty anielskich surm,
    wykwita kwiat ostatniej,
    najhaniebniejszej zbrodni:
    tam Chciwość, Pycha, Zazdrość
    do walki bratobójczej pogania plemiona.
    Widzę:
    leje się krew człowieka.
    Wilk, szakal i hiena
    rzucają legowiska.
    Łuna za łuną bije,
    sieroty płaczą głodne
    i matka pierś rozrywa!
    Widzę:
    kalekom z rąk wyschniętych
    na ziemię lecą krokwie,
    a starce, bez podpory, daremnie oczyma
    szukają oślepłymi, gdzie znaleźć kęs chleba.
    Choroba, ŚmierćA Dżuma, owinięta w szary, długi całun,
    przebiega z kosą w ręku zagon za zagonem
    i kosi resztę kłosów, których nie stratował
    szalony, Miłosierdziu wrogi tabun wojny.
    O biedni staruszkowie! o słabe sieroty!
    O matki zrozpaczone! do was–ci ja idę!
    O ziemio, siostro moja, rodzicielko Winy,
    do ciebie ja przychodzę bez złota w rzemieniu,
    pokorny i ubogi,
    tylko bogaty tym Słowem,
    co dziś przy słońca zachodzie,
    przy dźwięku dzwonów i przy szepcie traw,
    stało się dla nas orędziem pokoju!
    O ziemio, siostro moja, żądna krwi i hańby,
    do ciebie ja przychodzę,
    bosy, z odkrytą głową,
    i jarzmo twe i grzech twój i wszystką twą grozę
    chcę dźwigać razem z tobą
    i razem z tobą śpiewać
    przedziwny hymn Miłości,
    boć ona li odwlecze
    dzień Sądu…
    O bracie mój, księżycu, o siostry me, gwiazdy!
    O róże, które dłonie zrywają nieczyste —
    chwalcie wraz ze mną i z wszystkim stworzeniem,
    z mym drogim bratem ogniem
    i z siostrą moją wodą,
    z wszystkim, co rośnie i pełza i kwitnie,
    z wszystkim, co szumi i szepce i dźwięczy,
    z wszystkim, co płonie i gaśnie
    sprawiedliwego Sędzię,
    który odwlecze dzień Sądu
    przez Miłość…
    i w bok mi włócznię wbiłeś,
    a biały twój Serafin
    zstępuje ku mnie z Krzyża,
    zaś na promiennym obłoku
    ptaszęta wiją gniazda
    i nucą…
    Uciszcie się, ptaszkowie! Brat wasz pieśń chce śpiewać,
    albowiem serce mu rośnie,
    że może cierpieć Cierpieniem,
    z którego rodzi się Miłość…
    Że wyciągnąwszy ramiona
    i zapatrzony w tę jasność,
    opływającą ciernie,
    zwite na Krzyża wiązaniu,
    może dziś słuchać wiewów,
    któreś mu dał,
    abyśmy przez nie rozumieli tchnienie
    Twojej Istoty —
    że może słuchać tych szeptów,
    któreś nam dał
    w eukaliptowych koronach,
    w cichych gałęziach oliwek i pinii,
    byśmy w nich mieli oddźwięk tajemnicy
    Twojego Bytu!…
    Lub nie! Bóg, Modlitwa, Natura, Śpiewśpiewajcie wraz ze mną
    hymn jaśniejący, jak słońce,
    gdy pada na tę łąkę, na te złomy stare,
    na moje miasto rodzinne,
    na grzbiety tych mgławych gór!
    Chwalcie Go razem ze mną,
    boć On wam dał skrzydła,
    abyście mogły kąpać się w błękitach!
    On to wam krągłe dał oczy,
    abyście mogły patrzeć na ten Krzyż,
    na Serafina twarz!
    On wam dał bruzdy i miedze,
    krzewinę głogu i wierzchołki drzew,
    abyście miały gdzie spocząć!
    On–ci tak swoim każe świecić żarom,
    iżby się ziarna kruszyły
    na zapas dla waszych spichlerzy!
    Śpiewajcie, braciszkowie, i ty, siostro pszczółko,
    i ty, mój świerszczu polny,
    i ty, moja muszko,
    i ty, mój kwiecie rumianku,
    i ty, daleki a głęboki szumie
    mojego brata wiatru,
    i ty, jedwabny promieniu,
    który oprzędzasz ten stok!
    Kobieta, SiostraI ty, siostro Klaro,
    którą wybrałem między niewiastami,
    albowiem wdzięczna jesteś i zachodna,
    a zasię dusza twa
    jest jak przedziwne zwierciadło,
    odbijające świętą wolę Twórcy!
    DziewictwoW wysokiej, białej wieży
    zamknęłaś swe Dziewictwo,
    a święci aniołowie
    znoszą mu kwiaty hołdu.
    Strzeże go Czystość i Męstwo,
    wszystko się przed nim kłoni,
    i jam cię nie obraził
    choćby najmniejszym drgnięciem
    przyczajonego Grzechu.
    Zaś Oko, Rajpatrząc w twoje oczy,
    w ciche, głębokie oczy,
    w których się zamknął Raj,
    nim jeszcze zdradny wąż
    owinął w swoje kręgi drzewo Zła i Dobra,
    Miłości czuję prawdę,
    jeżeli jest jaki oddech,
    którym poranna zorza
    owiewa tron niebieski w dzień Wniebowstąpienia.
    Grzech, PożądanieA oto wczoraj w nocy,
    gdym legł na garści słomy,
    Kusiciel, wszedłszy do mnie,
    celę mą zmienił w kościół.
    O Sędzio, przebacz grzech!
    Księża, siedzący w stallach,
    śpiewali Miserere,
    a każdy dźwięk się stawał
    czerwoną lub białą różą
    i padał na marmury.
    O Sędzio, przebacz grzech!
    W kosztownych kadzielnicach
    paliły się kadzidła,
    a na opalach dymu
    słały się chóry świętych,
    pomiędzy nimi Szatan.
    O Sędzio, przebacz grzech!
    A kiedy zaśpiewali:
    „Wieczysty spokój, Panie,
    racz dać tej grzesznej duszy!”
    z pomiędzy grona świętych na drodze róż i blasków,
    tyś zeszła ku mnie naga —
    O Sędzio, przebacz grzech!
    I kościół się przemienił
    w kosztowny pałac Zbytku;
    Koń, Szaleństwoświat wszystek się rozszalał,
    jak tabun dzikich koni
    bez uzdy i wędzidła.
    Wino się strugą lało,
    gięły się srebrne stoły
    od pozłocistych zastaw.
    Śpiew, harfy, chutne[4] krzyki
    i nagie ciała w pląsach:
    świat wszystek się rozszalał,
    jak tabun dzikich koni
    bez uzdy i wędzidła.
    Sam Szatan mu przygrywał
    i suknie zdzierał z kobiet
    i warkocz im rozplatał
    i rzucał je pijane
    w szalony tłum pijanych.
    Śpiew, harfy, chutne krzyki
    i nagie ciała w pląsach:
    świat wszystek się rozszalał,
    jak tabun dzikich koni —
    sam Szatan mu przygrywał…
    A ja, zluźniwszy rzemieńca,
    pełnego srebra i złota,
    ległem pod urną z porfiru,
    na stopniach bazaltowych.
    I twarz skłoniwszy obrzękłą
    na tłustą pierś Satyra,
    z jedwabiów odsłoniętą,
    ledwiem udzierżył puchar.
    Z niego się wino lało
    na róże podeptane,
    a z objęć mych uciekła —
    wyrwała się Rozpusta,
    mająca twoje oczy…
    I Raj się w nich zamykał
    z oślizgłym wężem Zdrady,
    kiedy już w swoje kręgi
    owinął Zło i Dobro.
    Uciekła przesycona —
    Szatan ją wziął na skrzydła
    i uniósł nad mój gmach,
    w którym się świat rozszalał
    jak tabun dzikich koni…
    Do wysokości niebios,
    na wieków wiek zamkniętych,
    wzniósł ją na swoich barkach
    i rzucił w widmo Sądu.
    Anielskie grały trąby,
    świat wszystek jęczał, płakał,
    klął, wił się, ryczał, wzdychał,
    że od tych westchnień strasznych
    oślepło Przerażenie…
    Zaś na maleńkiem ziarnku,
    leżącym u mych stóp,
    wykwitał kwiat ostatniej,
    najhaniebniejszej zbrodni:
    to Pycha, Chciwość, Zazdrość
    do walki bratobójczej popchnęła plemiona…
    KaraAle nad srogi Twój rozgniew
    możniejszą, Sędzio, Twa litość,
    co z straszliwego zbudziwszy mnie snu,
    kazała iść między ciernie
    i żądze wytarzać w ich kolcach…
    I popłynęła ma krew,
    i ciernie zakwitły różami,
    ażebym razem z nimi
    i razem z tobą, o siostro ma, Klaro,
    mógł sławić i wielbić Twórcę!
    Ażebym razem z wonnym kwiatem róż
    i razem z duszą twą
    mógł dziś zaśpiewać hymn,
    że Miłość, Miłość platonicznaMiłość idzie przez ciebie,
    Miłość niewinna i czysta,
    która zwycięży nas!
    O nućcie razem ze mną, braciszkowie moi,
    ptaszęta, na promiennym siedzące obłoku!…
    Serafin stoi przy mnie,
    i patrzy jej oczyma,
    i rodzi się Miłość —
    i świat się obsypuje kwiatem i zielenią!
    O nućcie, braciszkowie i ty, siostro pszczółko,
    albowiem rodzi się Miłość
    i dźwięk płynie po ziemi, nigdyć niesłyszany,
    gdy Życie było li Ciałem!
    O nućcie, me ptaszęta i ty, siostro muszko,
    i ty, mój świerszczu polny,
    i ty, mój bracie wietrze,
    i ty, mój ogniu, wiekuisty ogniu,
    albowiem Miłość się rodzi
    i pokolenia idą w imię Ducha
    do walki z przemocą i Zdradą!
    A w bohaterstwo okuta ich pierś —
    we wielkiej idą procesji,
    w śmiałym szeregu,
    a Czystość wieńczy im skroń,
    a hasło: Zbawienie przez Miłość!…
    Raduje się moje serce,
    raduje się wielką radością,
    żeś ręce mi przekłuł i nogi,
    że krew mi z boku ciecze,
    że mogę patrzeć w Krzyż,
    że mogę cierpieć Cierpieniem,
    z którego rodzi się Miłość…
    raduje się wielką radością,
    że Twój Serafin biały
    Śmierć już prowadzi ku mnie:
    bądź pochwalony przez mą siostrę Śmierć!
    Nie na to ją stworzyłeś,
    aby nam była zniszczeniem,
    tylko w łagodnych jej oczach,
    patrzących na mnie błękitną światłością
    źrenic mej siostry Klary,
    potęgę–ś zamknął zbawczą,
    przez którą człowiek się staje
    szczęśliwym uczestnikiem
    nieśmiertelnego Żywota!
    Cierpienie, ChrystusRęce–ś mi przekłuł i nogi
    i w bok mi włócznię wbiłeś,
    i biały Twój Serafin
    zstępuje z Twego Krzyża
    i w blaskach promienistych
    Śmierć już prowadzi ku mnie —
    bądź pochwalony przez mą siostrę Śmierć!
    Nie szukam–ci ja ulgi,
    bom na to jest, by cierpieć,
    a tylko–m wielce spragnion
    wiekuistego Żywota,
    którego bramy, pełne chwały Twej,
    otwiera mi w tej chwili
    siostrzyca ukochana,
    przednia wśród Twoich córek —
    Śmierć!
    Miłość, ŚmierćBądź pochwalony
    przez jej wybawczą Moc!
    Bądź uwielbiony
    przez ukochanie Śmierci!
    Oto spogląda na mnie
    głębią łagodnych źrenic
    Twojej wybranki Klary,
    a świeżych ust dziewiczość
    szepce mi słodkie słowa,
    że już się zbliżył utęskniony czas
    tych moich z nią zaślubin…
    Krew sączy mi kroplami
    z przekłutych rąk i nóg,
    strumieniem krew mi cieknie
    ze zranionego boku,
    a ciało przebiega dreszcz…
    Kleją się ciężkie powieki,
    bezwładnie opadają
    ponad gasnącą jaśnią moich ócz,
    które za chwilę, za chwilę
    blask ujrzą przewspaniały
    Twojego Majestatu.
    O wschodzie nowego bytu!
    Płonie już moja góra,
    pali się ogród róż,
    anieli na skrzypcach grają
    u wejścia Porcjunkuli,
    ptaszęta wyśpiewują,
    oliwek liście szepcą
    poranny cichy pacierz,
    a korni braciszkowie
    na prostych niosą marach
    to grzeszne ciało moje,
    owite w czarny habit…
    Serafin schodzi z Krzyża
    i Śmierć spogląda ku mnie
    łagodną głębią źrenic
    Twojej wybranki Klary —
    bądź pochwalony przez mą siostrę Śmierć…
    . . . . . . . . . . . . . . .
    . . . . . . . . . . . . . . .

    Przypisy

    [1]

    sytny — sycący, dający nasycenie. [przypis edytorski]

    [2]

    szumiej i szeptaj — dziś popr.: szum i szepcz. [przypis edytorski]

    [3]

    wirydarz — ogród umieszczony w wewnętrznym dziedzińcu budynku, najczęściej klasztornego. [przypis edytorski]

    [4]

    chutne — pełne chuci, tj. pożądania, żądz. [przypis edytorski]

    Close
    Please wait...