TPWL

Wolne Lektury potrzebują pomocy! Wesprzyj bezpłatną bibliotekę internetową i przeczytaj utwory napisane specjalnie dla Ciebie.

x

Spis treści

    1. Bóg: 1
    2. Chrystus: 1 2
    3. Ciemność: 1
    4. Cierpienie: 1
    5. Duch: 1 2
    6. Kłamstwo: 1
    7. Kondycja ludzka: 1
    8. Kuszenie: 1
    9. Kwiaty: 1
    10. Łzy: 1
    11. Matka Boska: 1 2
    12. Miłość: 1 2
    13. Modlitwa: 1 2 3 4
    14. Odrodzenie przez grób: 1
    15. Oko: 1
    16. Pogrzeb: 1
    17. Potwór: 1
    18. Serce: 1
    19. Szatan: 1 2 3
    20. Śmierć: 1 2
    21. Śpiew: 1 2
    22. Tęsknota: 1
    23. Vanitas: 1 2 3
    24. Walka: 1
    25. Wąż: 1
    26. Wiosna: 1
    27. Wzrok: 1

    Jan KasprowiczHymnySalve Regina

    1

    Matka BoskaZawitaj, Pani świata,

    niebieska królowa,

    witaj, Panno nad Panny, gwiazdo porankowa.

    Wieniec Twą skroń oplata,

    5

    zwity z promiennych liści:

    o niech się w nich nadzieja biednych ludzi ziści!

    Kwiaty, WążBiała jak śnieg Twa szata,

    a z białego–ć łona

    lilija Twą czystością rośnie ubielona.

    10

    A wąż, który na ziemię przyniósł śmierć, przez Ciebie

    został podeptan na wieki

    Salve Regina!

    Milczcie!

    Nie do was idzie wielkie objawienie

    15

    od skalnych brzegów

    tajemniczego jeziora,

    nad którym okrąg zachodniego słońca

    w olbrzymią, wiekuistą rozlewa się falę.

    Nie dla was płynie pieśń,

    20

    co się w płomiennym urodziła krzewie,

    święta, jak ranek wiosenny,

    albo jak wieczór jesieni,

    zapadający nad ciszą ugorów,

    nad zwiędłą czerwienią drzew

    25

    i ponad próchnem pochylonych krzyży!

    Nie! nie! śpiewajcie ją wszyscy:

    wasze to tchnienie i wasza to krew,

    wasze to serce w tym śpiewie —

    Salve Regina!

    30

    ModlitwaBliżej! bliżej!

    O nie uciekaj przede mną,

    ty rozmodlony pogłosie!

    Wypełniasz cały świat

    swoją przedziwną melodią,

    35

    Ciemnośća przed mą duszą ciemną

    jak gdyby stanął nieprzebity mur,

    o który się rozbija twój rozlew potężny

    i głuchnie…

    Po co ten przestrach i po co ten lęk?

    40

    Tęsknota, ChrystusPonad głębiami nocy,

    nad skrajem uśpionej ziemi,

    oblasków niewidzącej, które idą z Życia,

    smug się rumieni ognistego złota

    i w jednej chwili ogarnia przestworza.

    45

    A k'niemu idzie Tęsknota,

    jak druhna boża,

    w wianku z oliwnych gałązek

    i z wielkim, czarnym krzyżem na wątłym ramieniu.

    Duch, Matka BoskaA w nim, w tym blasku, w tym ognistym złocie,

    50

    pali się milion dusz,

    O których tutaj dawno zgasła wieść.

    A każdą wieniec oplata,

    zwity z promiennych liści —

    nadzieja biednych ludzi w jego skrach się iści.

    55

    Biała, jak śnieg, ich szata,

    a z białego łona

    lilija ich czystością rośnie ubielona.

    I każda węża głowę

    depce swą białą stopą

    60

    i z lutnią, naciągniętą na tony wieczyste,

    śpiewa przesłodki hymn,

    zasłyszan ongi — tak dawno, tak dawno,

    ażeby o nich wieść

    zagasnąć miała czas —

    65

    hymn przenajświętszy:

    Salve Regina!

    Ziemio! ziemio!

    ModlitwaTęsknota chodzi po tobie

    w wieńcu z gałązek oliwnych

    70

    i z wielkim, czarnym krzyżem na wątłym ramieniu.

    I krople potu roni

    i, dzierżąc kielich goryczy

    w białej, zmęczonej dłoni,

    klęka co kroku w swej drodze krzemiennej

    75

    i modli się, i płacze, i wzdycha, i modli…

    A jej modlitwy i łzy

    i te westchnienia głębokie

    co krok się w przędze zmieniają pajęcze,

    jak one włókna jedwabne,

    80

    porozwieszane na rżyskach

    w październikowe dni

    i na kończynach więdniejących traw —

    na całym tym ogromnym, rozległym obszarze

    mrącego świata…

    85

    ŁzyO, wy, modlitwy i łzy!

    O, wy głębokie westchnienia

    naszej samotnej Tęsknoty,

    poklękującej na krzemiennej drodze,

    z kielichem goryczy w dłoni

    90

    i z czarnym krzyżem na wątłym ramieniu!

    Zmieniacie w mgły się pajęcze

    i, otuliwszy jej postać

    w swoje rozwiewne przędze,

    czynicie z niej by[1] obłok, wstający z poranku

    95

    na wielkich obszarach świata,

    i rwiecie ją z sobą do góry!

    O wieńcu z gałązek oliwnych!

    W wieniec przemieniasz się złoty,

    w promienny wieniec gwiazd,

    100

    na skroni naszej Tęsknoty

    i nad głębiami nocy świecisz, niepojęty!

    O ty kielichu goryczy,

    z twardej wykowan miedzi!

    W alabastrową przemieniasz się czarę,

    105

    na zapomnianym ustawioną grobie,

    pełną słodkiego napoju wieczności,

    i do bezmiarów rośniesz niepojętych,

    i sam się w napój rozpływasz,

    i swoją wonią przepełniasz

    110

    duszę biednego człowieka!

    O krzyżu na wątłych ramionach

    naszej serdecznej Tęsknoty,

    wraz z tobą dźwigającej tajemnicę bólu!

    W skrzydła się zmieniasz anielskie

    115

    i wnet ją niesiesz ku blaskom,

    lśniącym nad nocy głębiami,

    ku onym dusz milionom,

    o kórych tutaj dawno zgasła wieść.

    Tam lśni jej biała szata,

    120

    a z białego łona

    lilija jej czystością rośnie ubielona.

    I depce węża głowę

    swoją promienną stopą,

    i z lutnią, naciągniętą na tony wieczyste,

    125

    śpiewa przesłodki hymn,

    zasłyszan ongi, tak dawno, tak dawno,

    że miała zgasnąć czas

    owa szarpiąca wieść

    o tajemnicy krzyżowego bólu —

    130

    śpiewa swój hymn przenajświętszy:

    Salve Regina!

    Milczcie!

    Nie do was idzie wielkie objawienie

    od skalnych, cichych brzegów

    135

    tajemniczego jeziora,

    nad którym czarne cyprysy

    cicho schylają swe głowy…

    Modlitwa, Odrodzenie przez grób, ŚpiewMilczcie!

    Płaczem i jękiem,

    140

    urodzonymi z nicości,

    nie zakłócajcie tej pieśni,

    którą śród dusz miliona

    z białą liliją u łona

    wieczysta śpiewa Tęsknota.

    145

    Nie! nie! śpiewajcie ją wszyscy!

    Wasze to życie i wasza to krew —

    ta pieśń wstrząsająca,

    która swym świętym pogłosem

    nie o świątynne łamie się sklepienia,

    150

    ale przez pola idzie, wielkie pola,

    i zmartwychwstanie zmarłym daje kościom,

    i we wiosennym uśmiecha się blasku,

    i śnieg na łąkach roztapia,

    i zwiędłe trawy w świeżą stroi zieleń…

    155

    Vanitas, Miłość, CierpienieDlaczego płaczesz?

    Nędza jest wszędzie!

    Nędza w miłości i nędza w cierpieniu!

    Łam się!

    Nie masz spokoju?

    160

    Rozpękające drzewa twojej ziemi

    nie przywabiają cię woniami swymi?

    Uciekasz przed się[2], aby szukać ciszy,

    która twe serce usłyszy?

    VanitasNędza jest wszędzie!

    165

    W twym sercu jest nędza

    i w tych zwaliskach zagasłego świata,

    na które patrzysz zadziwionym okiem,

    nie — tylko nędza!

    Patrz! patrz bez końca!

    170

    Patrz na ten odblask ginącego słońca,

    którego czerwień zalewa te łuki —

    te poszarpane arkady,

    te widma kolumn

    i te dalekie kopuły!

    175

    Śmierć, WalkaNie masz spokoju?

    Wre w tobie echo pradawnego boju,

    z którego wyszła zwyciężczynią Śmierć?

    Jej li to sztandar powiewa ogniami

    nad tym rozległym, krwawym widnokręgiem —

    180

    tam, nad tym gajem cyprysów i pinij[3] ?

    Łam się i patrzaj! folgi nie daj oku!

    PotwórZ bezdennych głębin wieczystego mroku

    jakiś wyłania się potwór!

    Cicho, powoli

    185

    nietoperzowe rozpościera błony,

    zakrywa zorzę ich ciemnią

    i rośnie…

    Oko, Wzrok, DuchI kulistymi dwoma płomieniami

    swych nieruchomych źrenic

    190

    patrzy ci w duszę i błony

    nietoperzowe roztacza

    i rośnie…

    I grube wyciąga ramiona,

    i, kulistymi dwoma płomieniami

    195

    patrząc ci w duszę, w otchłań ludzkiej nędzy,

    w to nieustannych gniazdo niepokojów,

    podważa glob ciemniejący —

    Salve Regina! —

    do piersi go tuli kosmatej

    200

    i miażdży — — —

    Czemu uciekasz?

    Czemu w przestrzenie dążysz, jak ta plewa,

    którą wichr porwał z wymłóconych kłosów

    i pustą rzucił w pustkowie?

    205

    Boże!…

    Czemu uciekasz, jak ten blask gasnący,

    gdy się rozprasza w ciemnościach?…

    MiłośćNikt cię nie kochał?

    SerceNikt ci krwawego nie otworzył serca,

    210

    abyś w nim duszę zanurzył

    i, wykąpany w jego krwi płomiennej,

    mógł wszechwidzącą odczuwać źrenicą

    drgania tęsknoty i bólu,

    rozlanych w wielkiej, świętej duszy świata?

    215

    I sam tęsknotą i bólem

    drżeć, niby harfa eolska,

    z słonecznych stworzona kryształów?

    Drżeć, niby świat ten ogromny,

    przeczuwający

    220

    nieskończonego bytu promienistość,

    przez ból idącą, przez wielkie cierpienie?…

    Boże!…

    Nikt cię nie kochał?!

    A ty, czyjąś duszę

    225

    tak umiłował, abyś mógł zapomnieć,

    że jest granica między złem a dobrem?

    W czyjeś ty serce spojrzał z taką wiarą,

    aby jej siła mogła ci je rzucić

    do twoich stóp nieskalanych?

    230

    Do stóp bożego wybrańca,

    co serca podnosi

    i twórczym swym tchnieniem,

    nieskazitelnym i wiecznym przez miłość,

    pył z nich otrząsa i zbawia?

    235

    Co je podnosi nad wzlot własnej duszy,

    nad ból swój własny i nad swą tęsknotę,

    i — niby święte tajemnicze słońca,

    uwite z błysków przeczuć,

    powstałych z Stwórcy i dążących k'Niemu,

    240

    pomiędzy gwiazdy je rzuca,

    by niestrawionym promieniały światłem?

    Nigdyś nie kochał?

    Łam się!

    Bóg, SzatanPomiędzy sobą a morzem miłości,

    245

    huczącym pieśnią potężnych zapomnień,

    i przepotężnych pożądań,

    i nieodkrytych, Twórcy pełnych głębin,

    i uświadomień potężnego szczęścia,

    sameś piekielną budował opokę.

    250

    Rozbite ciosy swej duszy

    na samolubny znosiłeś Babilon,

    albowiemś sądził, że jesteś sam jeden,

    i że nad ciebie nie może być — życia!

    KuszenieI wówczas Szatan stawał na twej wieży,

    255

    śmiał się ku tobie oczyma Pokusy

    i, pełną kłamstwa czarą swych przyrzeczeń

    ubezwładniwszy twą duszę,

    kazał ci jedno: abyś kochał siebie!

    kazał ci jedno: abyś wierzył w siebie!

    260

    kazał ci jedno: abyś zbawiał siebie!

    KłamstwoI kłamstwo było i niemoc

    w twoich akordach, co wielbiły miłość!

    I kłamstwo było i niemoc

    w twoich akordach, co głosiły wiarę!

    265

    I kłamstwo było i niemoc

    w twoich akordach, co brzmiały nadzieją!…

    A poza tobą — jak blisko! jak blisko!

    huczało pieśnią potężnych zapomnień

    i przepotężnych pożądań,

    270

    i nieodkrytych, Twórcy pełnych głębin,

    i uświadomień potężnego szczęścia

    to wielkie, święte, jasne, nieskończone

    morze miłości…

    Łam się!

    275

    Chrystus, SzatanA gdy w odległych przepaściach twej duszy

    jęły się budzić echa tego Słowa,

    co w płomienistym rodziło się krzewie —

    kiedy od brzegów tajemniczej wody

    szum dolatywał przedwiecznych objawień,

    280

    poszeptujących tajemniczym głosem,

    ażebyś kochał — cierpieniem,

    naonczas Szatan tę twoją opokę,

    twój samolubny Babilon,

    w Górę przemieniał Oliwną.

    285

    I w szacie Zbawcy,

    z Sfinksa obliczem, na którym wyryto

    nieodgadniętą zagadkę boleści

    i rzeczy przyszłych dalekie widzenie,

    pełne wyrazu smutku i tęsknoty,

    290

    klękał w oblaskach[4] księżyca,

    na współczujące słaniał się rozłomy,

    i z rąk anioła brał kielich,

    i krwawym zlewał się potem,

    i modlił się i płakał i wzdychał i modlił…

    295

    A gdzieś od strony Jeruzalem nędzy,

    gdzieś od Syjonu zbrodni,

    od źródła i ujścia Bytu,

    gwar przypełzywał[5] na łunach,

    urągających wieczystemu Światłu,

    300

    pozapalanych, aby przyćmić Jasność!

    I rozchylały się gałęzie drzew,

    i z chrzęstem łamały się krzewy,

    i żwir się zsypywał po zboczach,

    i w krwawych ogniach pochodni,

    305

    pozapalanych, aby przyćmić Jasność,

    urągających wieczystemu Światłu,

    tłum się wyrzucił z Judaszem na czele…

    I, obdarowan pocałunkiem zdrady,

    brał krzyż na siebie, wielki, czarny krzyż,

    310

    i na Golgotę po krzemiennej drodze

    szedł twój Kusiciel —

    jak twa tęsknota

    szedł, modlił się i wzdychał i płakał i modlił

    A potem — w przepaść rzucił czarny krzyż,

    315

    w bezdenny rozdół szumiący,

    i, zolbrzymiawszy, legł na twej Golgocie,

    na Babilonie twej duszy.

    I rozkrzyżował ręce

    i, w strasznej, cierniowej koronie

    320

    na zolbrzymiałej głowie,

    przygasającym patrzał na cię wzrokiem,

    tak przenikliwym i smutnym,

    żeś modlił się i płakał i wzdychał i modlił…

    A na zachodzie

    325

    płonął krąg słońca,

    ogromny krwawy krąg,

    przecięty ogromnym obłokiem,

    i rzucał ogromny

    cień Kusiciela,

    330

    skrzyżowanego na twojej Golgocie,

    na Babilonie twej duszy,

    i topił świat w jego mroku — — —

    Zaś gdy cię złamał ból,

    gdyś sam się słaniał na głazy,

    335

    kiedyś brał kielich goryczy

    i Judaszowej pocałunek zdrady

    na swoich wargach odczuwał,

    wówczas się zrywał z opoki,

    stawał przed tobą, okryty

    340

    ciemną purpurą nocy,

    i wzrok utkwiwszy szyderczy

    w twych oczach, obłędnych z żalu,

    na świat się cały rzechotał

    wielkim, szyderczym rzechotem…

    345

    A poza tobą — jak blisko! jak blisko! —

    huczało pieśnią potężnych zapomnień

    i przepotężnych pożądań

    i nieodkrytych, Twórcy pełnych głębin,

    i uświadomień potężnego szczęścia

    350

    to wielkie, święte, jasne, nieskończone

    morze miłości…

    A Zbawca — oblany morzem miłości,

    tym wielkim, świętym, jasnym, nieskończonym,

    krzyż wyciągnąwszy z szumiącego dołu,

    355

    płakał nad tobą.

    Łam się!…

    Nędza jest wszędzie!

    W miłości jest nędza

    i nędza w cierpieniu!…

    360

    Łam się, i patrzaj, i słuchaj!…

    WiosnaSłoneczny błękit otula

    rozległe łany ozimin…

    Śniegu srebrzyste płaty

    drzemią zaledwie gdzieś w rowach,

    365

    pod mokrą schowane krawędzią,

    nad którą pęki traw

    w wiosennych drgają powiewach.

    Z posłania kiści jedwabnych

    stokrotka wychyla głowę

    370

    i rość zaczyna bylica.

    Z wądolców mgły się podnoszą

    i w ciepłych znikają promieniach,

    a nad głębiami sennej, cichej wody,

    od której twórcza idzie w świat tęsknota,

    375

    krzyk czajki się rozlega albo śpiew skowronka.

    Ponad brzegami dróg

    wierzby już gibkie wypuściły pręty

    i rząd topoli

    już się w świąteczne przyozdabia wieńce.

    380

    Kondycja ludzka, Pogrzeb, ŚmierćA roztopami,

    polem szerokim,

    nad którym chaty sczerniałą

    lśnią się dachówką,

    lub mchami obrosłą strzechą,

    385

    powoli toczy się wóz…

    Górą, na snopkach słomy,

    zamknięte w sosnowej skrzyni,

    śpi snem nieprzespanym

    życie biednego człowieka…

    390

    Cicho, z wolna wóz się toczy,

    na nim w żółtej skrzyni

    na wiek wieków zgasłe oczy,

    jak światła w pustyni.

    Twój li ojciec? matka twoja?

    395

    czy najdroższe dziecię?

    Gdzież jest radość? gdzież ostoja

    na burzliwym świecie?

    Kilka mogił, kilka krzyży

    śród piaszczystej zboczy —

    400

    coraz bliżej, coraz bliżej

    wóz się ku nim toczy.

    A przy pagórkach,

    na tajemniczych rozdrożach,

    gdzie święty duch ludu

    405

    Boże zbudował Męki,

    cicho przystaje wóz…

    I orszak zdejmuje w milczeniu

    trumnę sosnową,

    w której, jak światła w pustyni,

    410

    zagasłe drzemią źrenice

    twojego ojca czy matki,

    brata czy siostry,

    czy najdroższego dziecięcia,

    i na murawie ją stawia,

    415

    u stóp pobożnej figury.

    Razem z żałobnym orszakiem

    zmęczona klęka Tęsknota

    i zdjąwszy z ramion swych krzyż —

    ach, ten przeciężki, wielki, czarny krzyż,

    420

    o smutną opiera go skrzynię

    i modli się i płacze i wzdycha i modli.

    Modlitwa, ŚpiewA nad roztopy,

    nad łany,

    nad świeżej trawy podściela,

    425

    na pędy ożyłych wierzb

    i nad dzwonnice topoli,

    nad strzechy sczerniałe

    ulata pieśń przenajświętsza:

    Salve Regina!

    430

    Ku złotym płynie obłokom,

    w których skowronek

    nuci hymn wiosny,

    albo opada ku dołom,

    hen! ku ukrytym parowom,

    435

    gdzie śniegu ostatnie bryły

    pod mokrą konają krawędzią.

    Albo na skrzydłach przedziwnego smętku

    ku grząskim wzlatuje bagnom,

    gdzie pod pochyłą trzciną,

    440

    nad ostrowiami sitowia

    zrywa się czajki jęk.

    Lub ku dalekim idzie widnokręgom,

    ku modrym pasom borów,

    w mgły otulonych sinawe,

    445

    i w wielkie rozlewa się morze,

    wszechmocnych pełne zapomnień,

    i zbawiających pożądań,

    i nieodkrytych, Twórcy pełnych głębin,

    i uświadomień szczęścia,

    450

    którego ludzkie nie widziało oko,

    o którym ludzkie nie słyszało ucho.

    A na jej odzew anielski

    ziemia, od brzegu do brzegu

    podeptanymi zasiana grobami,

    455

    otwiera wielkie swe wnętrze:

    Zmarłe powstają kości

    i za tym biednym zdążają orszakiem

    ku garstce mogił i krzyży,

    ku tej piaszczystej zboczy,

    460

    ku której bliżej, wciąż bliżej

    ten prosty rydwan się toczy.

    Siermiężne płyną tłumy,

    króle i senatory,

    biskupy w białych ornatach,

    465

    i świętych wieniec liliowy,

    i mistrze, co ducha bożego

    zaklęli w barwę i kształt

    i w pieśni natchnionej dźwięk

    lub grzmieli głosem proroczym.

    470

    I zbrojni kroczą rycerze

    niby na wielki bój,

    w którym się wszystko ma złamać,

    co było Życia wielkiego przeczeniem.

    A wszyscy w blaskach słonecznych

    475

    nieba sięgają czołami

    i grzmiącym śpiewają głosem:

    Salve Regina!…

    A ponad nimi

    pali się milion dusz,

    480

    o których tutaj dawno zgasła wieść.

    A każdą wieniec oplata,

    zwity z promiennych liści —

    nadzieja biednych ludzi w jego skrach się iści.

    Biała, jak śnieg ich szata,

    485

    a z białego łona

    lilija ich czystością rośnie ubielona.

    I każda węża głowę

    depce swą białą stopą

    i, z lutnią, naciągniętą na tony wieczyste,

    490

    śpiewa nadniebny hymn,

    zasłyszan ongi, tak dawno, tak dawno,

    ażeby o nich wieść

    zagasnąć miała czas —

    hymn przenajświętszy:

    495

    Salve Regina!…

    A w ślad za nimi wlecze się twój ból…

    Szatan, VanitasHahahaha!

    (Szatan się zaśmiał, albowiem on jeden wie, że:)

    Nędza jest wszędzie —

    500

    nędza w miłości

    i nędza w cierpieniu!

    Śmiej się!

    A moja tęsknota,

    na barkach ciężki dźwigająca krzyż,

    505

    otwiera usta,

    by wraz z Tęsknotą świata

    zaśpiewać hymn przenajświętszy:

    Salve Regina!

    Przypisy

    [1]

    by — tu: jakby. [przypis edytorski]

    [2]

    przed się — przed siebie; do przodu. [przypis edytorski]

    [3]

    pinij — dziś popr.: pinii; pinia to rodzaj sosny, występującej w krajach basenu Morza Śródziemnego. [przypis edytorski]

    [4]

    oblaskach — odblaskach. [przypis edytorski]

    [5]

    przypełzywał — dziś popr.: przypełzał. [przypis edytorski]

    Close
    Please wait...