Wolne Lektury potrzebują pomocy...



Wolne Lektury są za darmo i bez reklam, bo utrzymują się z dobrowolnych darowizn i dotacji.

Na stałe wspiera nas 376 czytelników i czytelniczek.

Niestety, minimalną stabilność działania uzyskamy dopiero przy 1000 regularnych darczyńców. Potrzebujemy Twojej pomocy!

Tak, dorzucę się do Wolnych Lektur!
Tym razem nie pomogę, przechodzę prosto do biblioteki
Znajdź nas na YouTube

Audiobooki Wolnych Lektur znajdziesz na naszym kanale na YouTube.
Kliknij, by przejść do audiobooków.

x
Salome →

Spis treści

    1. Błoto: 1
    2. Bóg: 1 2 3 4 5 6
    3. Bunt: 1
    4. Buntownik: 1
    5. Chrystus: 1 2 3 4
    6. Ciało: 1
    7. Cierpienie: 1 2
    8. Dziecko: 1
    9. Gotycyzm: 1
    10. Grzech: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10
    11. Kara: 1
    12. Kobieta: 1 2 3 4 5 6 7 8
    13. Kobieta "upadła": 1 2 3 4 5 6
    14. Kondycja ludzka: 1 2 3 4
    15. Koniec świata: 1
    16. Krew: 1
    17. Kwiaty: 1
    18. Los: 1
    19. Mężczyzna: 1 2
    20. Narodziny: 1
    21. Oko: 1 2 3
    22. Pokusa: 1 2
    23. Pożądanie: 1
    24. Rozpacz: 1
    25. Sąd: 1 2 3
    26. Strach: 1
    27. Upadek: 1 2
    28. Walka: 1
    29. Wąż: 1 2 3 4
    30. Wygnanie: 1
    31. Wzrok: 1
    32. Zdrada: 1
    33. Zemsta: 1
    34. Zesłaniec: 1

    Jan KasprowiczHymnyDies Irae[1]

    Koniec świataTrąba dziwny dźwięk rozsieje,
    ogień skrzepnie, blask ściemnieje[2],
    w proch powrócą światów dzieje.
    Z drzew wieczności spadną liście
    na Sędziego straszne przyjście,
    by świadectwo dać Psalmiście…
    A ty, psalmisto Pański, nastrój harfę swoją
    już na ostatni ton!
    Grzech krwią czarną duszę plami…
    Bez obrońcy staniem sami —
    któż zlituje się nad nami?
    Kyrie elejson[3]!…
    O Boże! Ty bądź naszą łaską i obroną!
    Kyrie elejson!
    ChrystusO Głowo, owinięta cierniową koroną,
    gasnącym wieki wieków spojrzyj na nas okiem!
    O spojrzyj na nas z tej głuszy,
    która swym tchnieniem głębokiem
    ogarnia światów bezmiary,
    a którą ty wypełniasz swych bólów ogromem,
    o Głowo, owinięta cierniową koroną!
    Grzech, Kara, Kondycja ludzka, LosŻałobna drogo nieochybnej kary,
    broczącej we łzach i przy jęków wtórze
    w ten pozbawiony końca
    Pańskiego gniewu dzień,
    w którym w pożarach spokojnego słońca
    Kobieta, Kobieta "upadła", Kwiatyszatańskim chichotem płoną
    świeże, niezwiędłe róże
    grzechu i winy!
    Na ich purpurze
    osiadł posępny i siny
    tej Konieczności cień,
    z której przepastnej głębiny,
    z łona, pełnego niweczących tchnień,
    nad boskiej woli złomem
    wyrosły zabójcze kwiaty
    w Pańskiego gniewu nieskończony dzień…
    A Ewa jasnowłosa, matka gwiazd i ziemi,
    upaja się ich wonią, schylona nad niemi.
    Kyrie elejson!
    Przez ciebie w proch nicości wracają Twe światy,
    o Boże miłosierny, zmiłuj się nad nami!
    Od Twego drzewa oderwany liść,
    pędzi duch ludzki i naprzód i wstecz,
    niby garść kurzu, porwana cyklonem:
    przed nim i za nim płomienisty miecz
    iskrzy się ostrzem czerwonem;
    przed nim i za nim wstają z swych cmentarzy
    upiory wieków, naznaczone sromem
    winy i grzechu,
    i klną i bluźnią i płaczą,
    jęczą i syczą i dyszą
    nieustającą rozpaczą,
    od szaleńczego zamierają śmiechu
    w ten Pańskich gniewów nieskończony dzień…
    ChrystusO Głowo, owinięta cierniową koroną,
    Ty, co rozpierasz Swej męki ogromem
    pierś Konieczności! Oko, WzrokO Głowo,
    której źrenice, jako dwie pochodnie
    dogasające, płoną
    nad krętą, pustą, nieskończoną drogą
    i gasną, gasną, a zgasnąć nie mogą,
    zawrzyj Swe oczy nad nami,
    nie patrz na boleść i zbrodnię!…
    Jedno jest tylko w przestworzach widomem,
    jedno w zachodniej płomienieje zorzy
    nad płomiennymi falami
    wiekuistego Żywota
    i nigdy w ciemnię grobu się nie złoży
    i nigdy ciężkich stóp swych nie poruszy,
    by iść i iść i iść
    poza granice duszy —
    jedno jest tylko Jednem,
    grzmiącym miedzianą surmą archanioła
    ponad pokoleń pokoleniem biednem
    w Pańskiego gniewu nieskończony dzień:
    wielki, wszechmocny Ból.
    O Boże miłosierny, zmiłuj się nad nami!
    Niech łaska Twoja winy nam odpuści…
    A ty swe skronie tul
    do zimnych opok, do strzaskanych grani,
    sterczących smutnie nad gardłem czeluści,
    i płacz…
    Surma jęczy, surma woła!
    Giną w chmurach wirchów[4] czoła;
    wałem mżących mgieł dokoła
    nieznany oddech miota,
    jakieś potworne, dzikie kształty tworzy
    i po dolinach rozpędza ich stada
    i znów je skupia w przepastnej otchłani
    i ku niebiosom wyrzuca ich kłąb
    i w jakieś czarne rozsnuwa całuny
    ten niewidzialny, dreszcz budzący Tkacz
    i ciężką, mokrą tą przędzą pokrywa
    wszystko, co jest…
    O biada!…
    Biada!… Pierś światów przed chwilą tak żywa,
    kona pod strasznym ciężarem…
    Olbrzymy świerków padają strzaskane;
    las się położył na skalisty zrąb;
    węże kosówek, wyprężywszy ciała
    w kurczach śmiertelnych, drętwieją bezwładne;
    wrzos na granitów podścielisku szarem
    spełznął na wieki;
    kozice stromą oblepiły ścianę
    i patrząc trwożnie w bezmierny, daleki,
    w ten nieskończony chaos mgieł i cieni,
    runęły w żlebny grób…
    Rozkrzyżuj silne ramiona
    i paznokciami wpij się w twardy głaz
    i odwróć oczy od onej przestrzeni,
    w której rozsadza horyzontów krańce
    ta Głowa, w cierń uwieńczona!
    Grzech, Kobieta, Kobieta "upadła"Nie patrz, gdzie siadła jasnowłosa Ewa,
    wygnana z raju na wieczysty czas,
    mająca zbrodnię u swych białych stóp,
    wieczyście żarta płomienistą żądzą
    winy i grzechu…
    O duszo, pełna miłości,
    a którą nieustanne szarpią niepokoje!
    Pańskiego gniewu zwalił się już dzień!
    Trombita Sądu nad tobą rozbrzmiewa
    piorunną mocą archanielskich tchnień
    w Pańskiego gniewu nieskończony dzień…
    Niechaj mnie sądzą,
    niechaj mnie karzą —
    tak, mnie, Adama, com na barki swoje
    zabrał z Ogrodu to nadludzkie brzemię
    przygniatającej winy
    i wieki wieków pnę się z tym ciężarem
    ku wiekuistej wyży[5]
    i zbladłą nie śmiem odwrócić się twarzą
    Grzech, Kobieta, Kobieta "upadła", Wążtam, ku tym zmrokom, co zaległy ziemię,
    tam, ku piekielnej przełęczy,
    na której siadła jasnowłosa Ewa
    z padalcem grzechu u swych białych stóp…
    Miliardy krzyży,
    opromienione okręgami tęczy,
    z padolnych Styksów powstają głębiny
    w Pańskiego gniewu nieskończony dzień
    i rosną, rosną w jakiś straszny las,
    co wierzchołkami swych bolesnych drzew
    przeszywa wszystkie mgły
    i wszystkie blaski, które lśnią nad mgłami,
    wypływające z Wszechmocy Istnienia.
    O Boże miłosierny, zmiłuj się nad nami!
    Twojego gniewu nadszedł wielki czas,
    głos już zagrzmiał hiobowy,
    niebios walą się posowy[6],
    Krew, Cierpienie, Chrystusz owiniętej cierniem Głowy
    rzeką i morzem płynie ciepła krew,
    w rzekę i morze krwi jej ból się zmienia…
    W świątyni bożej zamilkł święty śpiew,
    już się zasłona rozdarła na dwoje,
    mur się już wali i skała już pęka…
    A krew w tych morzach, w tych czerwonych rzekach
    ścięła się w ciemny lód…
    Kyrie elejson!
    Ciało, CierpienieOgromna, niesłychana, wiekuista męka,
    z nieprzygasłymi oczyma,
    milcząca, cicha i, jak zmierzch, pobladła,
    na wklęsłych skroniach siadła,
    na wpółotwartych powiekach
    i na wydętych piersiach tych olbrzymich ciał,
    które do krzyżów przybiła
    nielitościwa Dłoń…
    W kleszczach je swoich trzyma,
    wpija się w kąty ust,
    ramiona w kabłąk gnie
    dręcząca wieki niezmożona siła
    i, jak śmiertelny szał,
    zastygły, skamieniały w godzinie konania,
    swoim ciężarem się wgniata
    w zwiędłe, z przepasek odsłonięte brzuchy
    i biodra spłaszcza, kolana rozsuwa
    i pokrzywione, czarne palce nóg,
    pokrytych siecią fioletowych żył,
    w zamarłych kurczach wydłuża…
    O grozo świata!
    O widma, płynące w dal,
    w ten przestwór ślepy i głuchy,
    w wilgotny, mgławy pył,
    w te ciemne wnętrza bezsłonecznych brył,
    w potworne gmachy nadszczytowych chmur!
    Jeszcze nie zapiał kur,
    a na piekielnej przełęczy,
    Grzech, Kobieta, Kobieta "upadła", Zdradanad dnem Styksowych otchłani,
    siedzi pod złomem niebotycznej grani
    pramatka Grzechu, jasnowłosa Ewa,
    z gadziną zdrady u swych białych stóp.
    Kyrie elejson!
    Straszny przed nami otworzyłeś grób…
    BłotoI płyną, płyną te milczące krzyże
    razem z ruchomym, wielkim trzęsawiskiem,
    które swą rdzawą kałużą oblewa
    męczeńskie drzewa.
    Wszystko, co było dalekim i bliskiem,
    co opadało w niedojrzaną głąb
    i w niedojrzane wznosiło się wyże,
    teraz tym wielkim, grząskim bagnem płynie
    w Pańskiego gniewu ostatniej godzinie…
    Kyrie elejson!
    Światy pochłania nieprzebyty muł,
    światy, od bożych odepchnięte bram.
    Pokusa, Wąż, GotycyzmA spod korzeni jadowitych ziół,
    spod kęp sitowia i trzciny i traw,
    z rowów, przepadlisk, wądolców[7] i jam,
    pokrytych opalowym szkliwem zgniłych wód,
    zaczyna wypełzywać[8] żmij skłębiony płód:
    czarne pijawki, zielone jaszczury
    wiją się naprzód wpław
    i oplatają kręgami śliskiemi
    męczeńskich krzyżów smutne miliardy,
    z bagnistej wyrosłe ziemi,
    zapadłe w bagnisty kał…
    I oto głowy swoje, dziwne, ludzkie głowy,
    świecące trupim tłuszczem zżółkłych, łysych czół,
    o szczękach, otulonych kłębem czarnych bród,
    kładą na łonach tych pomarłych ciał…
    I skośne, mętne oczy podnoszą do góry
    ku ich schylonym skroniom…
    I biodra opasawszy w lubieżnym uścisku,
    zwilgotniałymi usty
    szepczą im słowa rozpusty…
    O Boże miłosierny, zmiłuj się nad nami!
    W królestwie Śmierci staje nagi szał.
    W niedoścignionym błysku
    tchnienie żywota przenika
    to, co od wieków zagasło…
    W Pańskiego gniewu ostatniej godzinie
    krew świeża płynie
    z odrywających się od krzyżów rąk,
    z odrywających się od krzyżów nóg…
    I Głowa, owinięta cierniową koroną,
    ta Głowa, która przestwór wypełnia bezbrzeżny,
    podnosi ciężkie powieki i patrzy…
    Jakaż to orgia dzika!
    Jakiż to chaos mąk!
    Kyrie elejson!
    Idą na się zmartwychwstali,
    ogniem wojny świat się pali,
    tłumy w krwawej brodzą fali!
    Grzech, Pokusa, Kobieta, Kobieta "upadła", Mężczyzna, Upadek, WążAdamie potępiony, zwróć się z strasznych dróg!
    Zawiśnij na swym krzyżu, sterczącym w niebiosa,
    i nie patrz, gdzie w spokoju Ewa jasnowłosa,
    piekielny zająwszy próg,
    do rozpustnego przytula się gada!
    O biada! —
    Rozpacz, ZemstaIdą na się zmartwychwstali —
    w oku mściwy skrzy się gniew,
    rozpaczy kurcz wypręża rozchylone wargi,
    kroplisty pot oblewa policzki zapadłe,
    kudły włosów zlepia gęsta krew.
    Z wyciem hien, z rykiem lwów,
    z psów szczekaniem, z rżeniem koni,
    które cugli nie zaznały,
    łkając, jęcząc, grożąc, klnąc,
    poszarpane miecąc[9] skargi,
    pędzi tuman ludzkich żądz.
    Ten upada, ten się broni,
    temu dłoń ścisnęła krtań,
    ten się w swojego brata paznokciami wrył,
    a tamten zęby szczerzy, poszarpawszy ramię,
    a ten olbrzyma ręką pochwycił dwie nogi
    i rozdarł na dwie szczypy tułów Heraklowy
    i w ciemną rzucił bezdeń, w Sądu straszną noc…
    Oko, StrachA z parą szklanych, martwych kul,
    rozsadzających oczodoły,
    biegnie bez końca, bez końca, bez końca,
    gnając przed sobą bratobójczy huf,
    niemy i głuchy Strach…
    Grzech, Kobieta, Mężczyzna, UpadekZakryj błędne źrenice, ścigany Adamie!
    Nad tobą tam! u szczytu
    złocistowłosa Ewa!
    Jej grzechu ciężar zgniótł cię, stanąłeś wpół drogi
    Zakryj błędne źrenice i na wieki wieków
    rzuć się w przepastny żleb!…
    Enoch i Eliasz z proroczymi księgi
    przyszli obwieścić szalonemu światu
    Pańskiego gniewu moc.
    Lecz nim zdołali rozedrzeć swój płaszcz,
    nim głos wytrysnął z przepełnionych łon,
    padli w zamęcie spadających gwiazd,
    zgaśli, jak słońca,
    na to wzniecone w przedpoczątkach bytu,
    ażeby zgasły… Amen.
    Szum się wielki stał dokoła,
    kiedy surma[10] archanioła
    na Ostatni Sąd zawoła.
    Głos rozlega się ponury,
    jak grzmot leci złotopióry,
    z dolinami równa góry.
    Drży strwożona światów dusza,
    a on głębie mórz wysusza,
    kości wieków w grobach rusza.
    Gwiazdy z orbit wytrąciła
    archanielskiej trąby siła,
    już rozwarła się mogiła.
    Bunt, WalkaIdą na się zmartwychwstali,
    ogniem buntu świat się pali,
    tłumy w krwawej broczą fali.
    Z wyciem hien, z rykiem lwów,
    łkając, jęcząc, grożąc, klnąc
    pędzi tuman ludzkich żądz…
    BógA On,
    potężne Łono, przepotężnych łon,
    Jasność jasności,
    Zmrok zmroków,
    Łaska łask i gniewów Gniew,
    stanął nad skonem Żywota
    i, rękę położywszy na głowie Boleści,
    na niezmierzonej, cierniem opasanej Głowie,
    wypełniającej wszechświatów przestwory,
    rozpoczął Sąd.
    Biją pioruny,
    a nad pioruny idzie Jego zew!
    Ogrom bytu błyskawic wszystkich nie pomieści,
    a Jego światłość złota
    strzela nad pełnię, nad ogniste łuny
    błyskawicowych potoków…
    Bóg, Grzech, Kondycja ludzkaCzym jestem wobec Ciebie, ja, com z rajskich włości
    zabrał z sobą, wygnaniec, tę łamiącą winę
    i teraz ginę,
    od Wschodu do Zachodu tułacz nieszczęśliwy,
    pod nieuchronnych wyroków
    w początkach dnia i nocy wzniesionym obuchem?!
    Stopę Swoją złożyłeś na pokoleń grzbiecie
    i sądzisz! Kyrie elejson!
    Płaczów i jęków słuchasz niesłyszącym uchem
    i sądzisz! Kyrie elejson!
    Na mękę wieków patrzysz niewidzącym okiem
    i sądzisz! Kyrie elejson!
    Bóg, Dziecko, Grzech, Kobieta, NarodzinyNiewiasta z rozpaczliwym krzykiem rodzi dziecię,
    Ty jego duszę grzechu oblewasz hyzopem[11]
    i sądzisz! Kyrie elejson!
    Wichr idzie po rozdrożach westchnieniem głębokiem
    ku Twojej wyży[12],
    modlitwy niesie krwawe, przybite do krzyży,
    Ty sądzisz! Kyrie elejson!
    Bóg, Grzech, Kondycja ludzka, SądA kto mnie stworzył na to, ażebym w tej chwili,
    odziany potępienia podartą żałobą,
    kawałem kiru, zdjętym z mar Twojego świata,
    wił się i czołgał przed Tobą,
    Okoi martwym, osłupiałym z przerażenia okiem
    strasznego Sądu wyławiał płomienne,
    świat druzgocące rozkazy?
    Kobieta, Kobieta "upadła", Pożądanie, WążA kto mi kazał patrzeć na te czarne głazy,
    rozpadające się na gruz pod mocą
    Twojego gniewu, przeraźliwy Boże —
    na głazy te, gdzie straszny owoc Twego drzewa,
    złocistowłosa Ewa,
    do piersi pierś padalca tuli obnażoną?…
    ChrystusO Głowo, przepasana cierniową koroną!…
    Któż się nad dolą zlituje sierocą,
    nad moją dolą,
    której, Boże, Twe ręce, z kajdan nie wyzwolą?
    Kyrie elejson!
    Patrzaj!… Kyrie elejson!
    Ona swą białą dłoń
    kładzie na jego skroń —
    na trupią, zapadniętą, zżółkła skroń zleniałą…
    Kyrie elejson!
    I podczas, Bóg, Sądgdy Swe Sądy sprawiasz Ty, o morze
    niewyczerpanych gniewów,
    ona swym okiem patrzy w jego oczy —
    omdlewającym okiem!
    Kyrie elejson!
    Jej nagie uda drżą,
    palcami rozczesuje złoto swych warkoczy
    i falą złocistych włosów
    osłania jego nagość i pieści i pieści
    ustami czerwonymi bladość jego ust.
    Kyrie elejson!
    Wężowe jego kręgi opasują biodra
    rozlubieżnionej Boleści,
    a ona, wyprężywszy swe rozpustne ciało,
    nienasyconym oddycha pragnieniem.
    Kyrie elejson!
    Na łonie jej spoczęła czarna, lśniąca broda
    rozpalonego Szatana,
    co świat umierający okrył swoim cieniem,
    a ona,
    w zbrodniczych pieszczot rozdawaniu szczodra,
    zamknęła w drżące go biodra,
    w nabiegłe żądzą ramiona…
    Kyrie elejson!
    Bóg, Kondycja ludzka, SądMą duszę pali wieczna, niezamknięta rana!
    Któż mi lekarstwo poda?
    Ojcze rozpusty! Kyrie elejson!
    Nic, co się stało pod sklepem niebiosów[13],
    bez Twej się woli nie stało!
    Kyrie elejson!
    O źródło zdrady! Kyrie elejson!
    Przyczyno grzechu
    i zemsty i rozpaczy szaleńczego śmiechu!
    Kyrie elejson!
    Sądź, Sprawiedliwy!
    Krusz światów posady,
    rozżegnij wielki pożar w tlejącej iskierce,
    na popiół spal Adama oszukane serce
    i płacz!
    Z nim razem płacz, kamienny, lodowaty Boże!
    Niech Twa surma przeraźliwa
    echem płaczu się odzywa
    nad pokosem Twego żniwa…
    Dwujęzycznego smoka,
    Szatana o trzech grzbietach zwalczył w wielkim boju
    archanioł pański, Michał, i zginął w otchłani. Amen.
    I stał się koniec świata… O chwilo spokoju!
    Zgasł płomienny głos proroka,
    i wieczności noc głęboka
    nieprzejrzaną jest dla oka.
    Buntownik, Wygnanie, ZesłaniecA ja, wygnaniec z Raju, tułacz nieszczęśliwy,
    zesłany, aby konać, na te ziemskie niwy,
    i patrzeć, jak pod złomem niebotycznej grani
    usiadła matka Śmierci, Ewa jasnowłosa,
    pieszcząca węża Grzechu, posyłam w niebiosa,
    opadłe nad wieczności tajemniczym mrokiem,
    to moje wiekuiste, nieprzebrzmiałe: Amen!
    Amen[14]!
    W umarłych bytów milczeniu głębokiem
    słychać jedynie Amen, moje straszne Amen.
    O Boże miłosierny, zmiłuj się nad nami!
    Kyrie elejson!
    GrzechPrzede mną przepaść, zrodzona przez winę,
    przez grzech Twój, Boże!… Ginę! ginę! ginę!
    Amen.
    A cóż powstanie ponad nicościami,
    gdzie ongi były światy
    i Ja, w chęć życia bogaty,
    a dziś w umarłych postawiony rzędzie?
    Niech nic nie będzie!
    Amen!
    Bo cóż być może, jeślim ja zaginął?…
    Na wszystko mrok nicości nieprzebyty spłynął —
    Amen.

    Przypisy

    [1]

    Dies irae (łac.) — dosł. dzień gniewu, tj. dzień Sądu Ostatecznego; tytuł średniowiecznej pieśni religijnej autorstwa wł. poety Tomasza z Celano (1190–1260), jej gł. przesłanie stanowi zapowiedź nadejścia dnia kary bożej za grzechy; do dzisiaj Dies Irae wchodzi w skład Requiem, czyli utworu wykonywanego z okazji uroczystości pogrzebowych. [przypis edytorski]

    [2]

    ogień skrzepnie, blask ściemnieje — nawiązanie do kolędy Bóg się rodzi. [przypis edytorski]

    [3]

    Kyrie eleison (gr.) — Panie, zmiłuj się. [przypis edytorski]

    [4]

    wirchy a. wierchy (gw.) — szczyty gór. [przypis edytorski]

    [5]

    wyż (neol.) — wysokość. [przypis edytorski]

    [6]

    posowa (gw.) — sufit. [przypis edytorski]

    [7]

    wądolec — forma augmentatywna (zgrubienie) od: wądół; niewielka dolinka, zagłębienie terenu. [przypis edytorski]

    [8]

    wypełzywać — dziś popr. forma: wypełzać. [przypis edytorski]

    [9]

    miecąc (daw. forma) — dziś: miotając; rzucając. [przypis edytorski]

    [10]

    surma — bęben używany w wojsku, pomagał komenderować i nadawać rytm marszowi oddziałów. [przypis edytorski]

    [11]

    hyzop — roślina (półkrzew), z którego olejek używany był przez staroż. Żydów w oczyszczających obrzędach rytualnych. [przypis edytorski]

    [12]

    wyż (neol.) — wysokość. [przypis edytorski]

    [13]

    pod sklepem niebiosów (daw. formy) — dziś: pod sklepieniem niebios. [przypis edytorski]

    [14]

    amen (z hebr.) — tak, zaiste; niech się stanie; w judaizmie i chrześcijaństwie formuła uroczystego potwierdzenia i zgody. [przypis edytorski]

    Close
    Please wait...