Wolne Lektury potrzebują pomocy...


Potrzebujemy Twojej pomocy!

Na stałe wspiera nas 437 czytelników i czytelniczek.

Niestety, minimalną stabilność działania uzyskamy dopiero przy 1000 regularnych darczyńców. Dorzucisz się?

Tak, dorzucę się do Wolnych Lektur!
Tym razem nie pomogę, przechodzę prosto do biblioteki
Pracuj dla Wolnych Lektur

Pracuj dla Wolnych Lektur! Szukamy fundraiserek i fundraiserów >>>

x
Radjo → ← Duma o Słowackim

Spis treści

    I
  1. II

    Mieczysław BraunPrzemysłyO Mickiewiczu

    I

    1
    Przepaść… Sto lat… Tak wielkim odcięci ogromem,
    Ale z Tobą złączeni, jak z rodzinnym domem,
    Tu, na ziemi tej samej, pod tem samem niebem
    Żyjemy Twojem słowem, jak powszednim chlebem.
    5
    Tacy sami jesteśmy, choć tak bardzo inni:
    Bardziej chłodni i obcy, ale mniej niewinni,
    Mniej mocni, mniej szaleni, tak samo prawdziwi,
    Chociaż bardziej zmęczeni, lecz bardziej szczęśliwi.
    Nie szumiały nam słodkie topole jesienne,
    10
    Nie pachniały nam noce ciemne i bezsenne,
    Nie kołysał nas wicher, gdy szarpał powietrze,
    Ani nawet kwiateczki od obłoczków bledsze,
    Nie wiły dla nas wieńca na gorące skronie…
    Nikt koni nie zatrzymał w nowogrodzkiej stronie…
    15
    Burzliwy potok wieku porwał nas, wychował,
    Koń groźny pędził z nami i serca stratował,
    Jak upiór nas wystraszył, nim zginął, jak Gustaw…
    Wdychaliśmy krwi wiele — krew mamy na ustach!
    Nam marzyć nie kazano. Broń dano do ręki,
    20
    Ćwiczono w marszach śmierci, aż do łez, do męki,
    Wypruto z nas kłąb nerwów i mózg nam zatruto, —
    Śród trupów macierzanką pachniało i rutą…
    Żar przestał nas przepalać a mróz przestał chłodzić,
    Mieliśmy wszyscy zginąć i znów się odrodzić.
    25
    O czem dziś mamy dumać tu, na miejskim bruku,
    Mając piersi pęknięte, uszy pełne stuku,
    Oczy pełne milczenia, myśli pełne nudy?…
    Razem z Tobą uciekać w krainę ułudy!
    Tam obmyć chore serca i zwilżyć powieki.
    30
    Sił nabrać i oddechu, by starczył przez wieki,
    Potem wrócić już z wiarą i z czystemi zmysły,
    W pracy wielkiej podobni szarym falom Wisły. —
    Jak mocny zapach róży, która ustom płonie,
    Niech miłość nas napełni i jak wiatr owionie,
    35
    Niech ziemią nas nakarmi, niech napoi niebem!
    Żyjemy każdem słowem tak samo, jak chlebem.
    Nasze książki są wszystkie pielgrzymstwa księgami,
    Wszyscy z Tobą jesteśmy i Ty jesteś z nami,
    Szepczesz nam najtajniejszy ze wszystkich sekretów
    40
    Świecąc z bliska, — ogromny filar filaretów,
    I mówisz najprawdziwsze, i piszesz najmniejsze,
    I uczysz życia, które od wierszy trudniejsze.

    II

    W dworku szlacheckim z drzewa, lecz podmurowanym,
    45
    W ciemnej wieży Aldony, w cichej więźnia celi,
    Gdzie czart kusił i słodko śpiewali anieli,
    Lub nad brzegiem Świtezi modro malowanym…
    W karczmie Rzym, gdzie Twardowski wychylał kielichy,
    Na Krymie, kędy błyska lampa Akermanu,
    50
    Nad przestworem suchego płynąc oceanu,
    Byłem z Tobą, ogromny i ogromnie cichy!
    W dzieciństwie jeszcze, pomnę, nad brzegiem ruczaju,
    I w śródmieściu krzykliwem, zmęczony i blady,
    Powtarzałem oddawna tłumione ballady
    55
    O Maryli, o zbójcach, liljach i Tukaju.
    Na rozmowy wieczorne, gdy ptak nocny sfrunie,
    Wypływałem z najgłębszej głębi mego ducha.
    Bóg pogardził mędrcami, a słów prostych słucha,
    Taki sam w nocy cichej, jak w groźnym piorunie.
    60
    Młodość górną i chmurną Twoja pieśń okrutna
    Przepaliła mi ogniem piekącym do głębi, —
    Żeglarzu, ciągnij rudel! już nic nas nie gnębi,
    Już się z pogodnych niebios oćma zdarła smutna!
    65
    Poezjo! twoja wieczna zabija udręka
    I słowa nieśmiertelne ludzką krwią nasyca.
    Nad brzegami Świtezi… przy świetle księżyca…
    Ktoś chodzi… ktoś wspomina… ktoś tęskni… i klęka…
    Zamknij
    Proszę czekać…
    x