Wolne Lektury potrzebują pomocy...

Biblioteka Wolne Lektury to podstawowe źródło bezpłatnych lektur szkolnych dla uczniów i nauczycieli. Jesteśmy za darmo, bo utrzymujemy się z dobrowolnych darowizn i dotacji. Na stałe wspiera nas 326 czytelników i czytelniczek. Niestety, minimalną stabilność działania uzyskamy dopiero przy 1000 regularnych darczyńców. Potrzebujemy Twojej pomocy!

Jak nam pomóc?

1. Wpłacając niewielką, comiesięczną darowiznę. Stałe wpłaty mają wielką moc, bo dają bibliotece stabilność! Z góry dziękujemy!

2. Przekazując na Wolne Lektury 1% podatku. To nic nie kosztuje, wystarczy podać w formularzu PIT numer KRS: 0000070056 i organizacja: fundacja Nowoczesna Polska.

3. Zamieszczając informację o zbiórce na Wolne Lektury w mediach społecznościowych. Czasami wystarczy jedno dobre słowo!

W Wolnych Lekturach często mawiamy, że nasza praca to „czytanie dzieciom książek”. Robimy to od 12 lat. Dziś Wolne Lektury potrzebują Twojej pomocy — bez wsparcia nie będziemy mogli tego robić dalej.

Dorzuć się do Wolnych Lektur!
Przejdź do biblioteki
Wesprzyj nas

Wesprzyj nas!

x
  1. Gra: 1
  2. Obyczaje: 1
  3. Taniec: 1

Dominik BielickiGruba tańczy

Rodzicom


Kilimandżaro

1

Zanurkowałem w wannie

i wynurzyłem się z gorącego źródła.

Bez plecaka, mając tylko ręce

zwracałem się do ludzi.

5

Bardzo powoli jedli.

Nocą mówili o wojnach i huraganach.

Czasem pytali o ciebie, ale bez nacisku,

a ja pytałem, co jest za tą wielką górą.


Dobrze po

Zacina.

10

Kobieta w wiatrówce i z psem

mówi — dopiero co włamanie było.

Jednak obcy wydaje się sympatyczny.

Pobrudził się o zardzewiałą kratę.

Wieczór, pękaty kawał kłódki.

15

Nie bardzo późno, ale dobrze po.

Wilczur obserwuje mokre krzaki.

Dopiero co mieliśmy włamanie.

Poprawia kaptur. Rękę ma

zajętą smyczą. Czy ma

20

chusteczki? Nie ma chusteczki.


Filk[1] forever

Kiedy już wylądujesz, kup śrubę i spójrz,

w którym kierunku nawija się gwint.

Na ogół pierwsi nie podają ręki. Spójrz na gwint.

W końcu zmuszą cię, żebyś z nimi uklęknął.

25

Nim się przeżegnasz, spójrz na gwint. Ich mezony[2],

od ich mezonów, jak wiesz, siwieją ich katedry.

Spójrz na gwint, gdy wsiadasz w samochód, i uważaj,

komendant straży lubi być blisko z burmistrzem.

Spójrz dwa razy na gwint, nim coś napiszesz.

30

Najlepiej dojdź do wprawy w wodzeniu palcem

po gwincie. Możesz żyć z muzyki albo geometrii,

ale sport im lepiej zostaw. Dotknij gwintu

sięgając po gitarę. Szanuj ludowe gusła,

jak „dystans do siebie” czy „moim własnym zdaniem”,

35

Niech płyną rzewne dźwięki! Unikaj gazowników!


Uzmysłowienie

Wczorajszy wieczór nie miał w ogóle kształtu.

Głodne kawałki z konsoli. Miłość w kawałkach.

Dwóch wpadło przed klabingiem[3], żeby się napić

po ludzku. Siedzieli w czapkach. Kontuar wlókł się

40

lewym pasem jak niedzielny kierowca.

Miłość w kawałkach. Potykałem się, stroiłem miny.

Dojrzałem i przekwitłem, bo sobie uzmysłowiłem,

że, gdy jest cieplej, piersi lgną w środkach lokomocji

do podkoszulek. Poeta mówi: żyjemy nad przepaścią.

45

Jeżeli o mnie chodzi, to żyję głównie w cieniu

wczorajszego wieczoru; jakby mi zachodziło światło

za wczorajszy wieczór. Głodne kawałki. Powiedziałem

— podjedźmy, nim się rozbiorą i wsiądą do tramwaju —

i poprosiłem — wyhamuj. Lecz nie wyhamowałeś.

50

Wszyscy się posunęliśmy. Miłość w kawałkach.


Warszawa wolna od narkotyków

Dochodziła godzina 17.00,

gdy wywiadowcy patrolujący rejon

na Ursynowie zauważyli Peugeota czterysta pięć,

którym jechało dwóch młodych mężczyzn.

55

Samochód cały czas zmieniał pas, a jego

pasażerowie nerwowo oglądali się za siebie.

To wzbudziło podejrzenie funkcjonariuszy.

Postanowili zatrzymać auto do kontroli.

Kolejne zdarzenie miało miejsce

60

przy ulicy Domaniewskiej. Około

godziny 19.00 patrol zauważył zaparkowany samochód.

Z kolei uwagę patrolu przy Rzymowskiego

zwrócił młody mężczyzna: nerwowo

rozglądał się. Gdy się do niego zbliżyli,

65

próbował odejść.


Wiersz dla Johna Nasha[4]

Próbowali nawiązać ze mną kontakt

już w podstawówce, na kontroli wzroku.

To znów nie chciałem spóźnić się na

koncert kolegi i w końcu byłem gotów

70

do wyjścia zbyt wcześnie. Nie można

długo się wahać, trzeba podjąć decyzję

natychmiast, w kurtce, w butach: wyjdź

lub zapal światło w przedpokoju.

Czy można powiedzieć o życiu, że jest

75

obskurne? Groziło mi okrutne załamanie.

Znów próbowali nawiązać ze mną kontakt.

Leżałem na podłodze koło Mikołaja

i dumałem o łyżeczkach „no splash effect”[5].

Czy przyniosą mi miliony?

80

(Chodzi o zdarzenie w zlewie,

kiedy nieopatrznie puścisz strumień.)

Próbowali nawiązać ze mną kontakt,

a ja pragnąłem tylko jednego: być

najlepszym na zachodnim wybrzeżu.

85

Kiedy mnie pobili, obszedłem jednostkę

po grzbiecie ogrodzenia jak po linie.

Czułem, że jeśli dobrze się naprężę,

zobaczę długą liczbę pierwszą

goniącą wśród wielkiego pierza.

90

Moja żona prała, potem słuchaliśmy

na leżakach, jak kapie „Rivers of Babylon”[6]

z jej bluzki, szortów, stanika, na beton

przed bramą, jak woda spływając do ścieku

plącze się niemożliwie, „Rivers of Babylon”,

95

jak się drze i pruje cała masa wody

przed wjazdem do garażu, koło ogrodzenia,

jak się język wody wykoleja z wiru.


Moja pierwsza syrenka

w krzakach niedaleko torów

rdzewieje moja pierwsza syrenka

100

chodziłem do niej po części

i jeszcze długo potem

gdy była już doszczętnie wybebeszona


2004/2005

ObyczajeUstalmy fakty: pewien gość, który mnie czytał,

nie odmówił kielonka i zapaliliśmy

105

w kuchni, choć się nie paliło. I była gitara,

majonez na jajach i widok na przepompownie.

W sąsiednim pomieszczeniu oddawano się rozmowom.

Ustalmy fakty: zmieniłem pomieszczenie

i oto ktoś walczył z wieżą: „spójrzmy prawdzie

110

w oczy, ta wieża jest do chuja”, a kto inny chłonął

jego trafne słowa i rozwijał warsztat.

W sąsiednim pomieszczeniu oddawano się rozmowom.

Ustalmy fakty: Kuba przyszedł pod krawatem

z dziewczyną w chustce na głowie, rozejrzał się,

115

zdjął krawat i zmienił dziewczynę na bez chustki.

Za to jak postępuje, chciałem iść z nim na solo.

W sąsiednim pomieszczeniu oddawano się rozmowom.

Ustalmy fakty: wszyscy wyszli na klatkę

i wrócili. Tańczyłem z Kamilą, potem z palmą.

120

Poszedłem do toalety, żeby się poprawić.

Miałem pomysł na traktat i zasnąłem.

W sąsiednim pomieszczeniu oddawano się rozmowom.


Meblościanka

Drzwiczki, które trzeba szarpnąć, puknąć, do których trzeba przemawiać,

lub podważać je nożem, drzwiczki, co się ich więcej nie otworzy, nie zamknie,

125

te otwierające się nagminnie i te, co gdy je zamknąć, inne się otworzą,

i jeszcze jedne — lubiące skrzypnąć rzewnie punkt dwudziesta czwarta.

Szuflada, jej wykolejenia i blokady, domniemywania i manipulacje szufladą.

Sekretarzyk — gilotyna, wrażliwy szczególnie na ruch głową w pobliżu.

Dwie półki za przeszkleniem, dobre wyłącznie na smutną kolekcję kryształów,

130

podbite lustrem, w nim na zawsze zastygłe.

Mebel w obcym formacie: nie zainstalujesz na nim

butelki, lampki; książki musiałbyś chyba kupować z linijką.

Zapomnij o nośnikach danych, może nośniki danych Marsjan.

I w żaden sposób, na skos czy na upych, nie ukryjesz w nim trupa.


Gruba tańczy

135

gTaniecruba tańczy mówią

szturchają zobacz zobacz

rozpieramy się na sofie

gruba tańczy ale jazda

wracamy orzeszkiem

140

a w pewnej chwili wchodzę w żywopłot

gruba tańczy podobno

nic do mnie nie dociera

gruba tańczy okręca się

heja heja gruba tańczy

145

łączy połówki grejpfruta

te z powrotem się zrastają


Głęboko w sercu mym…

Beato, lecisz nad dobrym jeziorem w ładnym

samochodzie o drzwiach rozpostartych jak skrzydła.

Płyniesz po cierpliwej wodzie aż do trzcin

150

na drugim brzegu i dalej, cierpliwą nocą,

do wioski, uliczkami tej ładnej

cierpliwej wioski, aż spotykasz

Beatę, która się wydobywa z pubu.

Przyglądasz się jej, bo jej od razu nie poznajesz,

155

taka jesteś znużona tym ładnym kawałkiem

drogi, po czym wchodzisz w dobry nastrój,

ładnie zmieszana. Wrzawa, dym i alkohole

cierpliwych wieśniaków i ładnych turystów;

bywa że ktoś podnosi się z miejsca, cierpliwie,

160

wtedy prowadzisz go do dobrej furtki ładną ścieżką.


Minerał

Gdy uznać za oddalone tartak i wodospad,

okaże się, że w niektóre miejsca jest dalej na skróty;

z drugiej strony, gdy przyjąć, że przez szynk nad groble

jest nie po drodze, rypnie się tamto i kto wie, czy

165

nie będziemy zarazem w tartaku i w szynku.

Swoje życie przywiozłaś w plecaku, niosłaś

w tornistrze, żaby czaiły się w trawie do skoku.

A ja — czym się zajmowałem? Przemierzałem place,

piłem w szynku, marzyłem o córce cieśli,

170

wychodziłem z twojego życia do drugiego pokoju

podlać kaktus, przestawić minerał na półce.

Co mogłaś, gdy krążyłem między tartakiem a groblą,

ty ze swą wiarą w odległość, mająca w zanadrzu

urodę, gniew, awantury, lecz coraz mniej sił do mnie?

175

W ciemnościach ten minerał świecił się, przybliżał.


GraWięźli się, wyplata…

Dziadek uczył: sznurek

(lepiej żeby dłuższy)

na supeł, przełożyć przez dłonie

(obie dłonie) i gramy

180

(trzeba dwóch).


Mop

Gdy po raz pierwszy usłyszałem o tym,

że ktoś wynalazł mopa, miałem dziewczynę i pracę.

Mop. Po co mi to było? I zaraz jak z plaskacza

— mopa wynalazł ktoś! Nie było czasu się przestraszyć.

185

Mop. Kręcąc głową jak pod natryskiem,

niekontent, dostałem znów, pod innym kątem.

Mop, istnieje ktoś — nie ja! — kto go pomyślał.

A jak pomyślał, zrobił. Mop. Nie było łatwo.

Ten facet — czy to facet? — kombinował jakoś tak,

190

po co wyżymać szmatę? Mop. Po co na klęczkach,

kiedy można prosto? Czułem, jak stąpa

po którymś z kontynentów. Wrzało!

Dziewczyna — ja albo mop! Szef w pracy — mop?

co mam przez to rozumieć? Wróciłem do domu

195

i przejechałem mopem podłogę, każdy zakamarek.

Droga wolna. Mop. Chodzę, chodzę.


Piko

Cybernetyko! armio didżejów z offu

gmerająca w układach! Podłączyć się

do stolika, przy którym by do mnie mówiono

200

„ten w plażowej koszuli jest obleśny”.

No ale gość jest zwyczajnie lepszy, w dźwięki i w piłkarzyki

i trzeba z tym żyć na stojąco. Bezpiecznik?

Tak tylko pytam, bo mi zapachniało

kolejką piko, co mnie kiedyś kręciła, a

205

ciebie? O winylowa płyto, wszedł nawijacz! Wolność

porymowane końce, i również w palemki. Będzie

bum? Wpiąć się do cyberwzmacniacza i czadu!

Ostrożnie, są ze śrubokrętem.


Wykroczenie

Nie może tak być, żeby mnie trzymało

210

od piątku do piątku to, że ona jest,

wieczorem przechodzi przez jezdnię

na czerwonym z butelką i z wyraźnym

zamiarem spożycia tego alkoholu

w parku po drugiej stronie jezdni.

215

Nie może tak być, żeby ją bez reszty

pochłaniała rozmowa, bowiem jest na jezdni

ruch drogowy zarówno, gdy coś jedzie,

jak i gdy nie jedzie, a tylko by mogło

mając stosowne uprawnienia i pojazd,

220

albo i bez uprawnień, użytkować jezdnię.

Nie może tak być, by jej celne zdanie

na temat podjęty jeszcze na chodniku

nie mogło zaczekać, aż zejdziemy z jezdni,

by nie mogła przenieść — tak jak niesie sobie

225

torbę na ramieniu i butelkę — zdania

na drugą stronę jezdni.


Palce Łużyna[7]

Wszystko się pani wysypie.

Jednak to on zgubił chustkę.

Strach mówić: budzi w nas pewne uczucia.

230

Lepiej się z tym załatwmy od razu, nasłuchiwał

kroków, w dwóch lakonicznych zdaniach, żeby

mieć to już z głowy. Mama nie bardzo się czuje,

lecz już jej lepiej, już czuje się całkiem dobrze.

Co jeszcze zgubił? Gładki plastikowy krążek

235

do gry (na tej brodzie już się przejechaliśmy

w drodze do inicjacji i matury) zostawmy

w jego kieszeni. Monetę, którą mu wydali

za mało reszty z papierosów, aż się poturlała

w zarośla. Jednak przede wszystkim musiał przesuwać.

240

Cokolwiek, choćby końcem buta grudki żwiru. Wszelka

aktywność jest przesuwaniem, powiada Russell[8] i grzeszy

brakiem umiaru, lecz mamy go akurat pod ręką. Jak prędkie

są iskry rozładowań! Pracował nad akordem. Nie kochała go.


Stawiennictwo

Ochroniarz oprowadza go wzrokiem po samie,

245

radiowóz zrównuje z nim tempo.

Dzielnica domków z ogródkami pamięta:

szedł tędy jeden dnia tego i tego.

Sztachety parkanów są na serio ostre.

Zęby psów zdrowsze są od jego zębów.

250

Listy, które dostaje, zaczynają się numerem

paragrafu, a kończą: „w razie niestawienictwa…”

Jego menu zależy od ostatniej z monet.

Utknęło w podszewce dwa czy pięć groszy?

Przechodnie piekielnie spieszą się do pracy,

255

ponieważ ciężko pracują, rzecz jasna.

Ławki są dla tych, którzy mają gdzie spać,

degustacje zwrócone są do mniej głodnych.

Dzieci idą do szkoły, słońce świeci im w twarze.

Robotnik bierze młotkiem dobry zamach.


Życie z cieniem

260

Na wydziale sprawdziłem pocztę:

dziekanat, samorząd, krokus od Piotrka,

mamy zaszczyt, promocja, chętnego

do zbioru ogórków. Zacząłem krążyć

po wyludnionym budynku jak dozorca.

265

(Kowalski twierdził, że piszę średnio).

Automat wydał mi resztę miedzią

i podzwaniając, z kubkiem lury

poszedłem w miejsce, w którym mnie zwęszył

lotny esemes operatora:

270

darmowe minuty, jeśli coś tam.

(Kowalski twierdził, że piszę średnio).

Woźna zbeształa ślepe stado

idące mym śladem po świeżo umytej

podłodze do labu[9] i przyszła zerknąć,

275

jak się dobijam, bo lab był nieczynny.

Zgubiłem ogon wsiadając do windy.

(Kowalski twierdził, że piszę średnio).

Schodziłem biorąc za dużo stopni,

a gdy się podniosłem, wyrósł przede mną

280

schemat strzelisty akademickich

rozgrywek w GO[10]; i ledwo co ślinę

przełknąłem gardłem wąskim jak finał.

(Kowalski twierdził, że piszę średnio).

Widząc mnie rower uniósł siodełko

285

jak brew, bezpiecznie wpięty w poręcz

moją zapinką oraz kłódką kogoś,

komu był kontaktową skrzynką:

„proszę się stawić w pokoju sto sześć”!

(Kowalski twierdził, że piszę średnio).

290

Promotor gonił za mną jak termin;

gdyby mnie poznał, wymierzyłby deadline[11]

Szczęśliwie jednak przemknęły numery

i już pan mego roweru ufnie

schylał się po gorącą skuwkę.

295

(Kowalski twierdził, że piszę średnio).

Sparzył się, syknął — jasne, po co pukać!

Szybko przyłożył lodowate — słucham?

i leczył się długo — rower to nie teczka,

jak już mówiłem. Są pewne reguły…

300

W końcu wydobrzał i kopnąłem nóżkę

zbyt zamaszyście (lecz Kowalski czekał).


Ta jedna jedyna

Spośród tysiąca ta jedna jedyna

ma znacznie szerszy pogląd na grupoid[12].

Gdyby domeną piękna było wnętrze!

305

W ogniu rozmowy poręcz nam pod dłońmi

pląsa jak płomień, gaśnie na parterze.

Więc spośród tysiąca — świetnie, bo ja również —

akurat kończy zajęcia. — Tak więc twierdzisz —

pałęta mi się pod butem krawężnik

310

że w podpierścieniu jest rodzina półnorm?

A ona — ty w którą, w tą? Bo ja też akurat.

I że też akurat razem w głąb tramwaju,

bo tak nam pasuje, brniemy pośród łokci!

A ona spośród tysiąca — inwolucje —

315

mówi — to osobny temat. — A potem się mijają

tramwaje i widzę, jak cały tysiąc prócz niej

pędzi w przeciwnym kierunku.


Poczytalność

Gliny, gliny! Dajemy stąd nogę!

Widziałem, jak w oku podkomendanta

320

nasza firanka wróciła do pionu.

Czternastocalowy lufcik nad kiblem.

Gliny! To trudne, cała wolność

w tych czternastu calach,

które transmitują żwir parkingu.

325

Oczywiście klinujesz się,

syk rezerwuaru,

lecz jestem wtedy już dawno w drodze.

Zjadam dwanaście tacek frytek pod kaktusem

i pstrykam sobie fotę. Z ręki.

330

Gdzie nie spojrzę niebo i te zamaszyste litery w poprzek Cola

Cola. Mów co chcesz,

Bardotka[13] ma najlepsze wargi.

I jak ubrałeś te paradne szorty

i upierałeś się, żeby kopali w południe

335

w pełnym słońcu sobie groby, klucho!


Lato Kamili

Kamila opowiada mi, jak kiedyś

chciała pisać powieść.

Wypisałam sobie z książki

telefonicznej, mówi Kamila,

340

imiona i nazwiska, i wzięłam mapę,

i wypisałam sobie nazwy miejscowości,

w których będą żyli. Lecz to było za mało.

Nic się nie kleiło.

Więc odłożyła długopis,

345

a za oknem lato.

I była całkiem sama,

Kamila.


Coś w zaroślach

Ostry, poręczny kozik, czeluść wiadra pod zlewem

(uważać na głowę!), w której niknie kręty wątek

350

obierzyn, palce w ziemi i — chyba przez tę ziemię —

pokusa kaligrafii: obrać nie tracąc wątku,

wreszcie sumienie: nie obierać zbyt grubo,

bo właśnie pod skórką gromadzi się to dobre,

jakby chciało na zewnątrz.

355

Zmarszczka skupienia pod lampą, apostrof,

ciemny lot do poprzedniego apostrofu, gdy

umysł potyka się o siebie. Powoli podłoga

jak pokład, ruch, podszepty, skądinąd wiadomo

— wzór na pochodną złożenia[14] musi być, jaki jest,

360

skoro kropla wybiera najkrótszą drogę, a sznur

ustawicznie ziewa.

Ona, która śpi, i jej telefon na wznak,

który drzemie. Jeżeli będzie burza albo wojna,

przejdziemy przez to lub zginiemy. Lecz teraz

365

ma pięć lat i na ścieżce wabi sreberkiem kota,

którego chciałaby z pewnością mieć. Niestety,

raz że rodzice, a dwa — kot bardzo już zdziczał

od czegoś w zaroślach.


[Tej nocy…]

Tej nocy to już się zaczęło. Był huk, a gdy

370

podeszłam do okna, inwalida z parteru

mknął w gwiezdną dal na swoim wózku;

a gdy się obudziłam, oni już tam byli

w aucie z napisem. Szukałam okularów.

Powiedzieli — nabierzcie wody! — aż zamigotało,

375

coś podważyli i stali w półkolu jak nad grobem,

a mój świętej pamięci niemal znów się mylił,

że to rura, rura. Jednak nabrałam wody

do miednicy, cebra i butelki po mleku.

Do wiadra nie nabrałam wody, tylko syk.

380

Kto biegł po schodach w ciężkich butach?

Zdążyłam ujrzeć plecy. Zmieniłam kapcie

i szłam do mojej palmy z butelką po mleku.


W stronę kranu

Mężczyzna patrzy za wysiadającą z tramwaju kobietą,

nie po to by nacieszyć wzrok widokiem jej pośladków,

385

co byłoby jeszcze dla jego żony do zniesienia,

ale bo związał się z nią myślami podczas jazdy.

Mężczyzna patrzy za wysiadającą jak na radio,

kiedy go słucha, jak na telefon, kiedy na niego czeka.

Ciągnie go na przystanek, na wyszczerbiony trotuar

390

Narutowicza[15], który cały turkocze w skwarze, pod kościół

Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny,

szperać w stosie brokułów, rzodkwi, kalafiorów.

Trzy przystanki dalej, pod halą, mają lepszy wybór

i właśnie tam udaje się z małżonką. Ale stąd dwa kroki

395

prowadzą przez podwórko z czerwonej cegły w chłód.

W przedpokoju ukucnąć: jedna, druga sprzączka,

i już boso, przez skrzypiący parkiet, do kranu.


Empatie

Facet wykłada się na stół. Sznurówki,

pumeks, wkładki do butów, wszystko

400

to co widać. Nie ma czosnku,

tylko to co widać. Tubki z jakąś pastą.

Mogłabyś być jego dziewczyną.

A ja nim. Jak to się ładnie wzmaga.

Papieros, jak się zdaje, go nie cieszy.

405

Mielibyśmy z pewnością dziecko.

Dziecko by się uwiesiło,

chciało, tato, plątało pod nogami.

— Czym mogę służyć?

Czym może służyć?

410

— Jak pan będzie taki smutny,

zawiążemy pana na kokardkę.


Ekspedientki

Tak zazdrościmy ekspedientkom,

jakby to był rodzaj temperamentu lub styl życia.

Wydawać resztę, stukać w miękkie klawisze,

415

czasem rozwinąć zmięty banknot, robić

jedną jedyną rzecz w dobrze oświetlonym sklepie.

Jakby sklep nigdy nie miał kłopotów,

ani nie było kilku pilnych faktur na zapleczu.

Na kartonach z towarem metkownica, nóż.

420

Stoją ekspedientki niewzruszone ceną

piwa made in Slovenia czy barwą demi-sec[16].

Cała ich praca domowa to wstać na jutro.

Gdy jest gorąco, lodówka ma ograniczoną pojemność.

Odchodzisz dzwoniąc w kieszeni niepotrzebną końcówką,

425

schować się w cieniu za swoją chłodną butelką.

Zostają w świetle ekspedientki. Robią pfff!


Klepsydra

Nikt nie umiera tak od razu — wykrzywił usta —

najpierw są znaki, potem konwulsje.

Myślałem, żeby wróżyć ze ścian.

430

Plamy na ścianach pochodzą od życia.

Tę moją teorię jednak obalono,

kiedy zginąłem w gruzach. Wyobraźcie sobie,

ledwo wyszedłem z domu, runął strop i

umarłem zgnieciony. Resztę zrobiły gazety.

435

Na szczęście tragarze zdążyli wynieść szafy

z pościelą i szkłem, które pragnąłem nadać

koleją do bliskich. Szły długo. Potem brnąłem

z nimi sańmi w głębokim śniegu przez las.

W tym lesie spotkałem kiedyś myśliwego.

440

Zaproponował mi, że mnie zastrzeli.


Pierwszy przyjaciel

Pamięci Kazimierza Galasa

Zakasał nogawki i brnął nurcie.

Kwiaty; i pachną ich łacińskie nazwy.

Nad światem leciała jaskółka.

Świat stanowiły: rozum, poczta, kolej.

445

Wyszedł z gimnazjum, z szeregu, z hetmana,

z dwóch wojen bez szwanku.

Żył osiemdziesiąt lat. Powiedział

tamtego dnia, nad rzeką — rety!


Pod każdym pozorem

Gdybym był, przymierzyłbym szybko ubranie, ksywkę

450

zaczesał grzywkę i wyskoczył z Sylwią z naprzeciwka

zjeść coś. Ponadto byłbym równym łebkiem.

Załóżmy się! Przyjedzie po mnie walec!

Lubiłabym gubić parasol, okulary

nosiłabym i była bliżej z matką,

455

gdybym była, gdyby było mi dane,

i miałabym dzieci. Koci koci łapci!

Gdybym ją ujrzał, zacząłbym mówić

— poniekąd, otóż, aczkolwiek, tudzież.

Dla nas obojga skreśliłabym uśmiech

460

palcem na szybie. Bym oko wydłubał.

Koszulę bym zdjęła. I kupiłbym popcorn.

Szlibyśmy wolno w głąb mroku na seans.


Gulasz

W końcu się ten stary zgred za ciebie weźmie.

Na razie namiętnie miesza gulasz, czujesz,

465

ten opór na łyżce? ziemniaczana mączka.

Gulasz, mówi, gulasz, i prawie jest Węgrem

w swojej ślepej kuchni.

Chyba się rozgościsz, skoro masz mu złożyć

swą wizytę, zresztą doda coś od siebie.

470

Będzie gulasz w sosie bardzo lubczykowym.

— Lubczyk dupczyk — szepcze, śmieje się obleśnie.

Świetnie się rozumie z sobą.

Nawet akceptuje troki u swych gaci

i ten lekki nieład, który mu się zalągł

475

w życiorysie. Pisze. Tego się nie robi

w marszu. I lubi gotować. Tak więc, oczywiście

jest świetnym kochankiem.

Spyta — jesteś głodna?

to może coś zjemy? — I podając do stołu

480

— chociaż to nie ratatouille[17], włożyłem serce —

powie, bo nie kocha, i to z wzajemnością.

(Ale ja was, owszem. Smacznego obojgu. )


Taki ładny a brzydki

Ma włosy na uszach, można mu je skubać,

brwi zrośnięte, jej dzikus! i pionową zmarszczkę.

485

— Od myślenia — twierdzi, trzyma się tej wersji,

taki jest zabawny.

Biorą szybki prysznic.

Ma na skroniach śmieszne kępki, a nad czołem

łyse miejsce, czemu? Nie chce, nie musi mówić.

490

Linia brody skręca mu pod uchem; niech się

przyzna: czy to go łaskocze?

Taki ładny, szybki prysznic, aż strach

wypuścić go z ramion, a brzydki i w zamian

winien jej coś więcej niż

495

szybki prysznic.

Biorą szybki prysznic.


Kilka poręcznych zgryzot

Nie przyjrzysz się, bo nie zauważysz braków młodej pary.

Natomiast drań, któremu nie dość jednej ręki w gipsie,

a drugiej na biodrze naszej koleżanki, czego mu zresztą

500

zazdrościsz i czego nie zamierzasz ukrywać, o czym

to ja mówiłem? Aha! prosi się o wpierdol.

Serce, gdy nie dbasz o nie, staje się lekkie i zwiewne

jak ściereczka, byle podmuch strąca je pod nogi,

moje owieczki, i masz przez kawał wieczoru

505

nastrój minorowy, z którym ci nawet do twarzy, jednak

pijesz więcej i wracasz do domu ostatecznie bez twarzy.

Budzisz się z poczuciem, że wieczór jest nadal otwarty,

i pragnieniem nowej imprezy, żeby go zamknąć. Na razie

jedni się bawią, inni bawią się myślą o własnym weselu,

510

zaś Janicki w absolutnym skupieniu bawi się nową koronką,

cząstką nie-siebie w zasięgu języka; i ma już kilka wersów.


Bezdroża rozwoju

Bo jest prestiżowa cenowo ta knajpa,

wzrok ładnej barmanki, gdy zamawiam

bro[18], gdy czekam na marny złocisz reszty

515

wpatrując się w banknot jak w utracony raj,

przywraca mi chęć na ostry sex bez uczuć

(łudziłem się, że mam to już za sobą).

— Coś wam powiem — mówię stawiając kufel

na swoim stoliku, ale ziomale nie słyszą,

520

bowiem się przyssali do kufla, więc daję

im po prztyczku w nos. — Coś ci powiem —

szepczę najbliższemu — doszły mnie wieści,

wyobraź to sobie, że wąsy wracają.

Że nie jest zbyt rozgarnięty (może ze wsi?),

525

zapiera mu dech na dłużej, lecz w końcu

— widzę to kątem oka — przekazuje dalej

tę wieść, która odmieni niejedno życie,

aż się podnosi szmer wśród ziomali i

oto wąsy są na ustach wszystkich.


Faktura tła

530

Ma na sobie drelich zachlapany olejną,

rozklapane trampki, czapeczkę z gazety.

Jest jak jego praca. Przechodzą

przez niego.

— Mój syn, filozof uniwersytecki — przedstawia

535

pani profesor ASP kuratorowi wystawy

młodzieńca w złości dźwigającego jej ciężkie

abstrakcje z samochodu.

— Tą instalacją wyrażam relacje przestrzenne —

— rzecze inny profesor o czymś z blachy i drewna;

540

następnie żąda kołka w określonym punkcie

sufitu, upatrzonym z podłogi.

Strzela z miarki. Obraca wykałaczkę w zębach.

Chwila luzu. Wzrok obojętnie omiata większy format.

Ręka sprawdza, czy trzon siedzi ciasno w młotku.

545

Czy ostrza przecinaka do drutu schodzą się równo.


Rząd dusz

Miotła: kij długi na półtora metra

siedzi jednym końcem w wiechciu.

Wiecheć: kilka giętkich gałązek

trzyma się kupy w miejscu cięcia.

550

Nucąc wsiadam w podmiejski.

Współpodróżni żywią uczucia.

Ściskają zielone kamyki.

Mówią: co Pan może wiedzieć

o naszych uczuciach? Co Pan

555

jest? Prosimy się nie pchać.

Kij siedzi w wiechciu.

Co ja mogę wiedzieć?


Stare szmaty

Wzmocniono parkan, furtkom wprawiono uszy.

Wszyscy czujni. Wkopano znak zakazu, zasiano kolczasty drut.

560

Jest więcej nietutejszych i jest w nich

niezdrowa determinacja; i właśnie dlatego szlaban

porusza się jak lufa armaty broniąc dostępu na parking.

Podwórka już nie ma, daremnie skradasz się wzdłuż garażu.

Błagam, nie próbuj czmychnąć za słup, nie filuj zza tego załomu.

565

Dołem, pod siatką, a potem w malwy — to było dobre, ale dawno

mają cię z tamtych okien. Chodź ze mną, przyszedłem cię zabrać.


Nieutulenie

Pod kołdrą ziemi kości babci, kości dziadka,

gołe i zawstydzone jak za pierwszym razem.

Kości babci, dziadka, kulą się i lgną ku sobie.

570

Jeszcze tli się w nich szpik, jeszcze mają

reumatyzm, kości, wiecie, w nich jeszcze czasem

zanosi się na burzę. Ugotowałbym kościół na tych kościach

albo obił kościół tymi kośćmi, albo sobie z tych kości

powróżył. Lecz wchodzę do wody. Liść, pluski.

575

Zstępuję ufnie nie żywiąc żalu, że nie jest jak pościel.

Chłód mnie nie ścina z nóg, nie brzydzi brzuch rybi.

Niestraszne jest mi wśród trzcin niewiadome.

Spadają pierwsze krople. Grzmi.


Na debecie

O, to jest ten świstek, jaki trudny pesel!

580

imię ojca, matki, zgadnij, jak na drugie

Bielickiemu. Pamiętasz? Był tu taki jeden.

Coś mi się kołacze, z plamą po emulsji

na bucie, nogawce. Już ci posłodziłam.

Się zawieruszyło. Coś dziś słabo grzeją,

585

mam palce jak sople. Ja na twoim miejscu

podniosłabym ten golf. Portier coś powiedział?

Że nas odpowietrzą. Tylko kiedy, kiedy?

Wiesz, bo znalazłam, jest spod twego znaku.

Chciałam go już włączyć, lecz mi upadł spinacz.

590

Tak sobie patrzyłam na tą naszą paproć.

Był, lecz wyszedł stempel. Musi pokwitować

góra nowy stempel. Złapiesz inne radio?

Ostatnio hydraulik nie miał tego czegoś.

Przypisy

[1]

filk — gatunek muzyki, a także rodzaj działań muzycznych praktykowanych wśród społeczności fanów science fiction i fantasy; zapoczątkowany w latach 50. XX w. (nazwa powstała początkowo w wyniku literówki w słowie folk), rozwijający się aktywnie od lat 70. XX w. [przypis edytorski]

[2]

mezony — cząstki elementarne należące do hadronów. [przypis edytorski]

[3]

klabing (z ang. clubbing) — spędzanie wolnego czasu w klubach, przy muzyce i w towarzystwie ludzi o podobnych zainteresowaniach. [przypis edytorski]

[4]

Nash, John Forbes (1928–2015) — amerykański matematyk, który wniósł zasadniczy wkład w teorię gier, laureat nagrody Nobla w dziedzinie ekonomii; od 1959 cierpiał na schizofrenię paranoidalną; na podstawie jego biografii powstała książka oraz film pt. Piękny umysł. [przypis edytorski]

[5]

no splash effect (ang.) — bez efektu rozprysku. [przypis edytorski]

[6]

Rivers of Babylon (ang.: Rzeki Babilonu) — dyskotekowy przebój spopularyzowany przez zespół Boney M. w roku 1978; jego słowa zaczerpnięto z dwóch psalmów biblijnych, wyrażających tęsknotę Izraelitów w niewoli babilońskiej za utraconą ojczyzną. [przypis edytorski]

[7]

Łużyn, Piotr Pietrowicz — jedna z postaci w powieści Fiodora Dostojewskiego Zbrodnia i kara; piastujący dość wysoką w carskiej Rosji rangę radcy dworu karierowicz i oszust, pragnący uchodzić za nowoczesnego, otwartego na modne prądy umysłowe (pozytywizm) i eleganckiego (jednym z jego rekwizytów jest wyperfumowana chusteczka); narzeczony Duni, siostry Raskolnikowa, głównego bohatera powieści. [przypis edytorski]

[8]

Russell, Bernard (1872–1970) — brytyjski filozof, matematyk i logik, a także działacz polityczny i społeczny, laureat Nagrody Nobla w dziedzinie literatury. [przypis edytorski]

[9]

lab (żarg.) — laboratorium. [przypis edytorski]

[10]

GO — zapewne Counter-Strike: Global Offensive (CS:GO), drużynowa gra komputerowa. [przypis edytorski]

[11]

deadline (ang.) — ostateczny termin na ukończenie czegoś. [przypis edytorski]

[12]

grupoid, podpierścień, półnorma, inwolucja (mat.) — pojęcia matematyczne oznaczające pewne szczególne rodzaje funkcji oraz struktur. [przypis edytorski]

[13]

Bardotka (pot.) — Brigitte Bardot (ur. 1934), francuska modelka, piosenkarka i aktorka filmowa, symbol seksapilu w latach 50. i 60. XX wieku. [przypis edytorski]

[14]

wzór na pochodną złożenia (mat.) — pot. skrócenie: wzór na funkcję pochodną od funkcji, która jest złożeniem dwóch innych funkcji. [przypis edytorski]

[15]

Narutowicza — nazwa ulicy w Warszawie. [przypis edytorski]

[16]

demi-sec (fr.) — półwytrawne (o winie). [przypis edytorski]

[17]

ratatouille — duszone danie warzywne pochodzące z płd. Francji. [przypis edytorski]

[18]

bro — skrócenie od browar, pot.: piwo. [przypis edytorski]

Close
Please wait...