Oferta dla Przyjaciół

Czytaj teksty współczesnych autorek i autorów wcześniej niż inni. Ty decydujesz, ile płacisz!

Zadeklaruj stałą wpłatę i dołącz do Towarzystwa Przyjaciół Wolnych Lektur.

TAK, chcę dołączyć!
Nie, rezygnuję z tej oferty
1% dla Wolnych Lektur

Czy wiesz, że możesz nam pomóc rozwijać Wolne Lektury, przekazując 1% swojego podatku? To bardzo proste - wystarczy, że w zeznaniu podatkowym podasz nasz numer KRS 0000070056.

x
Widma → ← Nokturn

Spis treści

      Tadeusz MicińskiNoce polarneUmarły świat

      Pokażę zamek wam nad czarną głębią,
      zarosły w tarnię, bluszcz i dziewięciornik —
      pokażę duchów siedzibę jastrzębią,
      wydartą przez mój miecz, a nie paciornik,
      i pójdę z wami w śpiewne kurytarze —
      podziemny znicz i piorun wam ukażę.
      Królestwo moje na miedzianej turni
      nad łez doliną w gradach i obłoku;
      na skalnej zbroi śnią rycerze jurni,
      kołysząc włócznie zielone w otoku —
      nad hełmem szafir, gwiazdami usiany,
      a pod pancerzem serce i wulkany.
      Jałowcem pachną krzesanicy pola,
      białe pustynne jak sybirski cmentarz —
      wszystko tu wieczne, jak ból i niedola,
      a choćbyś z pułkiem szedł, jak regimentarz,
      widząc toń zimną i martwą jeziora,
      poczujesz nagle w sercu szpon upiora.
      Dni moje przeszły, jak cień — i nic w górze —
      o Chryste — i Tyś minął — jestem dumny,
      widząc zmierzch bogów — serce mam w marmurze,
      a me tęsknoty zwarły się w kolumny
      krwawych bazaltów… Nie dbam o bożyszcza —
      z Walhalli mojej dymią mrok i zgliszcza.
      Zwano mię Chrobry. Stalowe koncerze
      biły jak hajnał w mego ducha dzwony,
      mój róg na puszczach zwoływał rycerze
      i rzewne w gajach straszył dziwożony,
      gdym wiódł w uroczne rzek leśnych zakręty
      purpurą strojne, zdobyte okręty.
      Obłok się we mnie wpił żelaznolicy
      i głaz otulił, jak giezło grobowe.
      Pamięć półsenną dawnej mam świątnicy,
      kiedy się w tęczach ukazował Prowe
      i pszczół pobrzękiem szumiały lewady —
      pod rosochatym dębem wojsk obrady.
      Lecz świat mój umarł. Błądzę nad wybrzeżem
      wsłuchany w pomruk wilgotnych kamieni.
      Mój róg — bez echa… Cisza mi pacierzem
      była, a dziś już me serce rumieni.
      Gram tryumf — wicher mi łka przez szczeliny —
      gram wieszczby — miesiąc zakrwawia się siny.
      Umarł… więc wichru i słońcu czarnemu,
      które już złotych nie wyda owocy,
      gram, — a hymnowi niewyśpiewanemu
      wtórują cienie nadgwiaździstej Mocy…
      Mój Bóg już umarł… w ogniu swe sztandary
      palę: miłości, nadziei, wiary…
      Close
      Please wait...
      x