Oferta dla Przyjaciół Wolnych Lektur...

Przyjaciele Wolnych Lektur otrzymują dostęp do specjalnych publikacji współczesnych autorek i autorów wcześniej niż inni. Zadeklaruj stałą wpłatę i dołącz do Towarzystwa Przyjaciół Wolnych Lektur.

TAK, chcę dołączyć!
Nie, rezygnuję z tej oferty
1% dla Wolnych Lektur

Czy wiesz, że możesz nam pomóc rozwijać Wolne Lektury, przekazując 1% swojego podatku? To bardzo proste - wystarczy, że w zeznaniu podatkowym podasz nasz numer KRS 0000070056.

x
Msza żałobna → ← Duch mój zamieszkał...

Spis treści

      Tadeusz MicińskiNoce polarneZamek duszy

      Ty u bram moich, wiekuistny Boże!
      wszak władcą grobów jestem i pustyni —
      nie władcą nawet, bo nieraz się korzę
      przed cieniem cienia — i smutek mię czyni
      bezwładnym, jako w krach zamarzłe morze.
      Ale racz wstąpić do skalnej wieżycy,
      gdzie moje tygry wyściełam ajerem —
      przed Tobą, królu, stanę bez przyłbicy
      i miód wyniosę przedni — sercem szczerem —
      sam jestem — Bór i Poświst moi służebnicy.
      Jarzą gromnice nad umarłem ciałem
      [z księgi mię żywych raczyłeś wymazać] —
      i obdarzywszy czarodziejstwa szałem —
      piekło mi każesz strącać, gwiazdy stwarzać
      i jako harfą być — pod lodu zwałem…
      O Miłościwy! Ty mi ciemne moce
      na okręt życia-ś dał — w puszce Pandory
      i serce moje — jak gwiaździstą procę,
      rozwichrzasz duchem, co się rwie w przestwory,
      a straż mi dzierżą głuche, zimne Moce.
      Oto mi płacze i budzi się wiecznie
      gość mój tajemny i więzień nieznany —
      czasem, jak Helios, gra hymny słonecznie,
      a czasem jęcząc jak żebrak złamany,
      tuli się do nóg moich — niebezpiecznie!
      Bo za jałmużnę łez — on dzikim śmiechem
      wstrząsa kamienny sklep — i aż w milczeniu
      skarg potępionych napełnia mię echem —
      a twarzy jego nie widać w płomieniu —
      a na Oliwnej górze zwał go Chrystus — grzechem.
      I teraz czuję — siedzi za mą głową
      Archanioł senny, co na krańcach ziemi
      rozpostarł skrzydła i baśń lazurową
      gra na organach palcami srebrnemi —
      — — Miłość —
      — i drugie niezgłębione słowo:
      Śmierć.
      Miałem się Bogu spowiadać — nie będę.
      Niech serce leży w zimnej bazylice
      osnute w marzeń królewską legendę
      i w proch — dopóki zaszumią orlice
      i tam uniosą, gdzie wszystko zdobędę!
      wszystko! i Ciebie czarny Polifemie,
      coś mi roztrzaskał maszt niedoli głazem — —
      Serce jak wulkan w swoich ogniach drzemie,
      zarosłe lilią i błękitnym ślazem —
      aż buchnie — i krwią swą zaleje tę ziemię,
      co u podnoża śni w jodeł tęsknocie,
      jako słowiki — gdy osiądą groby.
      Serce me tętni w głuchym grzmocie
      i zasłuchane w płacz kamiennej Nioby,
      gotowe bluźnić, że więdną stokrocie.
      Niech więdną — kwiaty rozstrzępione morzem,
      niechaj się więzień szalony uśmierca,
      biegnąc puszcz wolnych lodowem bezdrożem —
      niechaj me serce pęknie — lecz z Twojego serca
      dobędę także jęk — tym ostrym nożem — —
      Ona umarła — i nigdy nie wstanie —
      Ona zaklęta — i nikt jej nie zbudzi —
      rzuciłeś w zimny loch — na obłąkanie
      tę Świętą, gdzie się zakrwawi i zbrudzi
      i wyprze Ciebie, słysząc kurów pianie,
      słysząc Judasza cekiny i Piłatową
      sprawiedliwość Boga…
      — — — — — — — Ty opuszczony
      Starcze — błąkasz się w zamieć zimową,
      a nicość bije w swoje czarne dzwony,
      a piorun wije gniazdo nad Twą głową.
      I tu przychodzisz — Twórco przeznaczenia —
      [jak mnich wyklęty — aż na krańcach wioski —
      do samotnego nędzarza — wśród cienia
      żebrząc o węglik — w imię męki Boskiej…]
      — — — — — — — — — —
      odszedł, nademną zwarły się sklepienia —
      — — — — — — — — — —
      Mroki, pochłońcie mię! wy mię zatopcie, głębiny!
      — — — — — — — — — —
      On nad urwiskiem, osypany szronem
      gwiazd — w zakrwawionem
      przestworzu… O, przebacz nam winy,
      jako my Tobie — błogosławim dzwonem
      umarłych —
      — — mający umrzeć tej godziny.

      Aniołowie grają hymn — serce moje płacze —
      Aniołowie idą w dal — serce me przyklęka, —
      i zostałem sam — gdzie grobowca pleśń —
      słońca nigdy już — ni gwiazd nie zobaczę —
      a prowadzi mię jakaś mściwa ręka —
      a prowadzi mię — wiekuistny żal.
      Close
      Please wait...
      x