Oferta dla Przyjaciół Wolnych Lektur...

Przyjaciele Wolnych Lektur otrzymują dostęp do specjalnych publikacji współczesnych autorek i autorów wcześniej niż inni. Zadeklaruj stałą wpłatę i dołącz do Towarzystwa Przyjaciół Wolnych Lektur.

TAK, chcę dołączyć!
Nie, rezygnuję z tej oferty
1% dla Wolnych Lektur

Czy wiesz, że możesz nam pomóc rozwijać Wolne Lektury, przekazując 1% swojego podatku? To bardzo proste - wystarczy, że w zeznaniu podatkowym podasz nasz numer KRS 0000070056.

x
Nokturn → ← (W mem sercu baśni...)

Spis treści

      Tadeusz MicińskiNoce polarneGłębiny duch

      W żelaznych trumnach króle Tatry.
      Noc — wicher i warczenie chmur.
      Noc — głębia i błyskanie watry.
      Z topieli pełznie okrwawiony Mór.
      Na głębię! na głębię!
      na serce morza pośród gór —
      wśród skał lodowo-śnieżnych
      wirują myśli jastrzębie —
      duch rwie się do bezbrzeżnych
      krain.
      Odbijam tratwę w mrok i patrzę w śmierci jamę
      i tworzę nową pieśń, jak Jubalkain —
      olbrzymów pieśń — umarłych bogów dramę —
      olbrzymów pieśń — Wöluspa i Szachname.
      Wichry! śnieżyce! mych szałów tabuny!
      przepaście! bory! słuchacze mych dum!
      w zatorach zemsty law kipiących szum —
      serc potrzaskanych tajemnicze runy —
      księżyce, gwiazdy — me bracia — me struny!
      Azalim skald? posiadłem dar cierpienia.
      Azalim król? któż większe ma przestworza?
      tak Atlantyda rzucona w głąb morza
      tysiącem kolumn błyszczy się i spienia.
      Znam bogów brzask: zielone oceany,
      w płomieniach zorzy lodowe katedry,
      ryk mastodontów, paroście i cedry,
      harf złotośpiewnych mistyczne peany
      i demiurgów orszak zadumany.
      Ponad górami, niby księżyc w pełni,
      snuje me serce czarodziejską przęśl —
      fiołkowy obłok u stóp mych się wełni —
      a jezior szklanych zatopiona gęśl
      gra wizye gwiazd —
      — ja z uchylonej trumny
      słucham — a wokół się walą kolumny —
      i ziemia drży podemną — i drży serce moje,
      jak posąg, w miażdżonej świątyni —
      a w chmurach pędzą skrwawieni heroje,
      pytając mię o znak: śmierć na pustyni!
      Nad górą świata, nad głębiami szczytów,
      słyszę jęk matki, co mi serce rwie —
      rzucam w jej łono pył aerolitów —
      rzuciłbym słońce — lecz się łzami mglę.

      Z czarnych kryształów mój pałac — w gryfy lemury rżnięty —
      gwiazdy przez witraż świecą zamarznięty.
      Perły posadzką, w koralach namioty —
      huczą nademną gdzieś przeznaczeń młoty.
      Myśl moja rzeźbi posągowe mary
      [na Jowiszowem czole stygmat kary].
      Po salach błądzę jako lew skrzydlaty,
      [echem grobowym wtórzą kazamaty].
      W melodyach ciszy nie zadrga zasłona
      [w trumnie z ołowiu ktoś jęczy i kona].
      Mrok zimny pluszcze w śpiżowe podwoje
      [gwiazdy migocą w zmarzłe serce moje].
      Zgrzytnęły dźwierze — pleśń i katakumba —
      pochodnia krwawi napis: in haec tumba.
      Wyrazy milkną, lecz połysk przelśniewa —
      w trumnie z ołowiu głos żałobny śpiewa.
      Chyłkiem się wije cień zamaskowany —
      idę rozpacznie do ostatniej ściany.
      Dotknąłem gwoździa — nisze się ozwarły —
      padłem na progu, jak człowiek umarły.
      Nieznana ręka podjęła mię z prochu —
      widzę grób — lampę konającą w lochu.
      Na stopniach klękam sarkofagu —
      od blasków się źrenica mruży —
      jak dwa płomyki białej róży
      świecą dwie ręce zapalone —
      dwie żywe ręce — jak przy Magu —
      me serce żywcem pogrzebione.
      I zaszlochały łzy w głębinie,
      zamigotały skrzydła zmięte —
      aniołów grają chóry święte —
      w różanych widzę mgłach świątynię —
      ale me serce już pęknięte —
      już go tym rajem nie upoję —
      anioły lecą ze mną w boje.
      Precz! — i wydarłem złote miecze —
      od przepaści moich progu
      wara wam — i wara Bogu!
      oto me serce człowiecze —
      rubinowa tajemnica —
      oto je rzucam w odmęty!
      — — — — — — — — —
      Jak czarna lecę błyskawica,
      nad przepaściami słychać me tętenty.
      A za mną śpiewa borów chór
      i łkają dzwony zatopionych miast —
      krwawi się serce morza pośród gór —
      konają tęcze zdruzgotanych gwiazd —
      hurra — tytany! w ręku piorun siny —
      ten świat roztrącić — w głębiny! w głębiny!
      Close
      Please wait...
      x