Wolne Lektury potrzebują pomocy...

Dzieciaki korzystające z Wolnych Lektur potrzebują Twojej pomocy!
Na stałe wspiera nas jedynie 428 osób.

Aby działać, potrzebujemy 1000 regularnych darczyńców. Dorzucisz się?

Wybierz kwotę wsparcia
Tym razem nie pomogę
Dołącz

Dzisiaj aż 15 770 dzieciaków dzięki wsparciu osób takich jak Ty znajdzie darmowe książki na Wolnych Lekturach — dołącz do Przyjaciół Wolnych Lektur i zapewnij darmowy dostęp do książek milionom uczennic i uczniów dzisiaj i każdego dnia [kliknij, by dowiedzieć się więcej]

x
O pocieszeniu, jakie daje poezja → ← Solo Berkeley (drugie)

Spis treści

      Bożena KeffNie jest gotowyNosferatu, wampir

      1
      Wracałam do domu w nocy. Ciągle pod górę
      starym, rozmytym wąwozem
      między dwoma lasami. Nagle ściemniało. Chmury
      sięgnęły ziemi, szarpnął wiatr. Z pierwszą błyskawicą
      5
      uderzyła mnie
      głęboka, dziecięca trwoga. I zaraz
      zobaczyłam światło: żółto-mdławe. W najwyższym
      oknie domu
      który musi stać za najbliższymi drzewami. I jakby
      10
      z tym światłem szło spojrzenie. Więc jest —
      więc jesteśmy!
      Szarpnęłam drzwiami. Na dole
      nikogo. Weszłam
      ciemnymi schodami na górę: oparty plecami o okno
      15
      stał on — Nosferatu, wampir. Ta właśnie twarz
      kredowa
      jakby przerżnięta blizną — ale gładka.
      W ogromnym pokoju
      stół i dwa krzesła. Płonął ogień. I ta oczywistość:
      20
      aureola
      koronująca
      czas, miejsce, osoby.
      Przyszłam — powiedziałam — tą drogą
      która miała prowadzić
      25
      Witaj w naszym domostwie — przerwał
      i jakby się uśmiechnął.
      W domostwie? — powtórzyłam nie słysząc się
      zatopiona w tych sinych oczodołach, gładkiej czaszce
      ach, te ruchy kanciastopłynne
      30
      jakby nie miały prawa stykać się
      z ruchem czy nieruchomością rzeczy
      a jednak stykają się i działają. Przysunął
      kieliszki, białe wino,
      talerzyk malin.
      35
      Siadłam
      naprzeciw niego.
      Od dziecięcego osamotnienia
      powiedziałam patrząc w niego — przechodzi się
      do neurozy wieczności. To znaczy: żeby żyć
      40
      bezpiecznie
      trzeba gwarantować sobie
      sobą
      wszystko.
      Klatka z pustych białych ścian. Czarne
      45
      okno. Tylko on
      przede mną.
      Tak — powiedział — to podobne. Podobne.
      Pić krew ludzi, zdarzeń, rzeczy
      i nie moc ożyć. Pić
      50
      żeby nie być upiorem. Pułapka — krzyknął cicho —
      pomyłka!
      I nagle
      zobaczyliśmy się
      jak wyłączeni, wycięci ze świata. I moje
      55
      i jego spojrzenie
      przyniosły ze sobą wszystko, co miały
      i porzuciły wszystko. Objęły się. Niemożliwe: zdawało mi się
      że w moich oczach widzi swoje odbicie. Och, rozwalić
      tę samonapędzającą się udrękę. Wyzwolić.
      60
      Przetarłam oczy. Westchnął. Siedzieliśmy
      naprzeciwko siebie. Zjadłam malinę. Drugą
      obracałam w palcach.
      Ja też — zaczęłam
      jakimś grzęznącym szeptem — jakbym piła życie
      65
      przez innych. Od siebie
      przez nich
      do siebie, to mi daje moją obecność. Ale ja
      samodzielnie
      czy może samotnie — zostaję samotnie i
      70
      zanikam… rozpadam… — i jakoś zupełnie
      schrypłam. Było mi zimno. Odwrócił
      głowę. Nad sztywnym, czarnym kołnierzykiem
      czaszka z napiętą skórą. Niespodziewanie
      wyciągnął rękę:
      75
      otwarte sine palce z pazurami. Była
      twarda, lekka. Niech będzie jak jest —
      i ścisnęłam ją. Położył głowę
      na stole
      obok naszych rąk. Och, pomyślałam, dość, każde z nas
      80
      wyje do tego, czym nie jest, czego
      nie zaznało. Tkwię w życiu
      jak w ciągu przypadków, pożądając
      tylko konieczności. Zawsze obecnej
      i zawsze nieosiągalnej. Tak się tłuc
      85
      jak on
      w tej klekoczącej blaszance wieczności? I z całej siły
      ścisnęłam jego rękę.
      Wyrzekam się — powiedział. Jego ręka w mojej
      zrobiła się cięższa, cieplejsza,
      90
      pazury znikały. Wypełnione ciało
      wolno
      zsunęło się w moją stronę
      na blat! Zerwałam się
      przewracając talerz. Leżał do połowy na stole;
      95
      bezwładny, ciężki. Miał ciemne kręcone włosy,
      widziałam zaróżowione ucho — żywy
      martwy człowiek! Więc cofnął się
      do swojej śmierci.
      Spróbował. Stałam nad nim
      100
      z rękami przyciśniętymi do serca
      i czułam
      jak coś się we mnie rozszerza: pęknie,
      trzaśnie — i jest tam jakiś głos — i
      wyje, niewydobyty. Chyba
      105
      nad ranem
      ocknęłam się. Wypiłam wino z jego kieliszka i oblizałam
      krawędź. Przed wyjściem sięgnęłam: podnieść jego głowę,
      zobaczyć twarz. Ale, pomyślałam, nie. To
      sprawdzi się samo.

      1981–1983

      110

      Jako inspirację powinnam wskazać, więc wskazuję, Draculę Brama Stokera, Nosferatu, symfonię grozy Murnaua, a głównie Nosferatu, wampira Wernera Herzoga, gdzie Nosferatu grał Klaus Kinsky.

      Zamknij
      Proszę czekać…
      x