Wolne Lektury potrzebują pomocy...



Wolne Lektury utrzymują się z dobrowolnych darowizn i dotacji.


Na stałe wspiera nas 381 czytelników i czytelniczek.
Niestety, minimalną stabilność działania uzyskamy dopiero przy 1000 regularnych darczyńców.


Dołącz do darczyńców! Przyjaciele Wolnych Lektur zyskują wcześniejszy dostęp do nowych publikacji!
Potrzebujemy Twojej pomocy!

TAK, wpłacam
Tym razem nie pomogę, przechodzę prosto do biblioteki
Znajdź nas na YouTube

Audiobooki Wolnych Lektur znajdziesz na naszym kanale na YouTube.
Kliknij, by przejść do audiobooków.

x
Ogród zaklęty →

Spis treści

      Bolesław LeśmianPoematy zazdrosneTarcza

      Prócz mnie — nie będziesz miał oblubienicy,
      Prócz mnie — nie ujmiesz innego zwierciadła,
      Byś w niem się własnej odeśnił źrenicy,
      Do mosiężnego podobien widziadła!
      Żadne ci dziewczę różanem brzemieniem
      Kruchego ciała — ramion nie obarczy,
      Ni warg znikomem nie skala imieniem, —
      Rycerzu! wiernym pozostań swej tarczy!
      Ja ci przechowam, odbite w mem łonie,
      Doliny, góry, jeziora, niebiosy, —
      Ja wrażych mieczów pogróżki i ciosy
      W śpiżowe hymny dla ciebie rozdzwonię!
      Twój sen lękliwy uzbroję swą chwałą,
      Aby mógł śnić się bez trwogi, bez skazy!
      Obronię ciebie miłością wytrwałą
      Od złego ognia, od rdzawej zarazy!
      Obronię ciebie od wszelkiej tęsknoty
      I od uroku zatrutych strumieni, —
      Od burzy czarnej, szkarłatnej i złotej,
      I od tej, co się po grobach zieleni!
      Od niepamięci błękitnych pocisków,
      Których się orły w niebie nie ustrzegą!
      Od zemsty bożej, od ciebie samego
      I od mych własnych ku tobie rozbłysków!
      A gdy już w ciszy, pod moją obroną
      Pierś twa dojrzeje w kwiat wielki i wonny,
      Wtedy jej żadną nie kalaj osłoną
      I bądź mi — nagi, i bądź mi — bezbronny!
      Nie poskąp krwi swej, ni serca, ni ciała
      Pazurom bogów, aniołów lub sępów!
      Nie wzbraniaj światu, co tęskni i pała,
      Nieprzeliczonych do duszy dostępów!
      Choćby cię zgrają opadły zaciężną
      Wylęgłe w słońcu upiory i płazy,
      Ty — pierś, śpiewowi na wieki przysiężną,
      Odsłoń na ognie, na rdzawe zarazy,
      Odsłoń ją nagle na wszelką tęsknotę,
      I na uroki zatrutych strumieni,
      Na burze czarne, szkarłatne i złote,
      I na tę, co się po grobach zieleni!…
      Na odtrąconych ukochań powrotność,
      Na różobrańczą wichury swawolę,
      Na wrzaski orle, na żądze sokole
      I rozszalałą istnienia samotność!
      Często o tobie sny miewam mosiężne
      I o tej chwili — i mojej i twojej, —
      Gdy, bezbronnością wyzwolon ze zbroi,
      Dosięgniesz tego, co nie jest dosiężne!
      Gdy żaden odzew prawdziwy lub mylny
      Nie ujdzie twojej stubramnej gościnie,
      I gdy świat cały, ku tobie pochylny,
      W zaświecie twoim, jak w morzu, zaginie!
      Gdy, spłonion ku mnie zniechętą słoneczną
      I przytakując zadumie brwią ciemną,
      Mnie — już spełnioną, czarownie zbyteczną —
      Ciśniesz o ziemię w niepamięć nikczemną!
      A ja się z jękiem u stóp twych rozpadnę
      Na ognie błędne, na rdzawe zarazy,
      Na dzwonnej śmierci ostatnie rozkazy
      I zanieśpiewań lamenty kaskadne!
      Na wszelką niemoc, na wszelką tęsknotę
      I na uroki zatrutych strumieni,
      Na burze czarne, szkarłatne i złote,
      I na tę, co się po grobach zieleni!…
      Na mchy i bluszcze, wypełzłe odziemnie
      Ku podeptanej mych śpiżów ruinie,
      I na to wszystko, co zginąć ma we mnie,
      I na to wszystko, co w tobie nie zginie!
      Close
      Please wait...